Mirabilis!
Tereny Pierwotnych => Łąka => Wątek zaczęty przez: Rebeka w Luty 20, 2013, 13:05:42
-
Łąka znajduje się u podnóża gór
(http://www.zdjecia.biz.pl/zdjecia/male/169687.jpeg)
W lecie trawy są bardzo duże i doskonale przydają się podczas polowanie, gdyż nie widać wilka.
(http://www.zdjecia.biz.pl/zdjecia/male/170036.jpeg)
-
Przybiegłam na łąkę. Rozglądam się i wącham.
-Ale cudnie pachnie ! Tyle kwiatów i traw!. -Zauważyłam nagle szczurka.
-Burczy mi w brzuchu, trzeba coś przekąsić. - Schowałam skrzydła i powoli skradałam się w trawie. Stanęłam i skoczyłam !
-Jest, mam ! - Zjadłam go ze smakiem.
-Szkoda, że nikogo tu nie ma. - I położyłam się na trawie patrząc na niebo.
-
Weszłam - no przybiegłam już Kryształowa - powiedziałam uśmiechając się do wilczycy.
-
wbiegłam cała zdyszana. niedaleko znajdowała się Kryształowa i nasza samica Alfa uśmiechając się podeszłam bliżej.
-
- To idziemy na jakieś polowanie? I na co? - powiedziałam i zaczęłam się rozglądać za jakoś ciekawą zdobyczą.
piszcie do mnie czy o mnie normalnie...po prostu Rebeka.
-
Zauważyłam małą myszkę. Zniżyłam sie do ziemi i zaczęłam się cichutko skradać. Udało się, mysz co prawda to nie jest jakieś wielkie pożywienie, ale zawsze coś.
ja już poluję- odpowiedziałam grzecznie Alfie
-
Widząc, że wszyscy coś już zjedli szybko się przyczaiłam, ujrzałam jakiegoś ptaszka, naj prawdopodobnie jastrząb, skoczyłam na niego i go szybko zagryzłam - No to ja też już zapolowałam - odpowiedziałam Śnieżce z uśmiechem w między czasie się oblizując.
-
Tu jest tak pięknie.
-
No nawet, nawet...- powiedziałam leżąc w wysokiej trawie.
-
Jednak mam zamiar zwiedzić jeszcze dzisiaj góry. Zawsze mnie one fascynowały.- powiedziałam i teatralnie wywróciłam oczami
-
Dobrze jestem, trochę odpłynęłam - Zaśmiałam się
-
Kryształowa jak udało ci się polowanie?-
-
Ja już muszę iść. Mam trochę pracy w swojej jaskini. Do zobaczenia jutro!! -odpowiedziałam i wesoło wybiegłam z łąki
-
-Poczekaj.-zauważyłam sarnę, bardzo dorodną.
-To będzie wyżerka ! :D -zaczęłam się skradać przez łąkę. Trawa na szczęście nie szeleściła przez moje piórka na skrzydłach.
*Jestem coraz bliżej* ( te z * to są myśli)- Skoczyłam na sarnę i zaczęłam wbijać się w jej kark. Wkońcu sarna padła na ziemię nieżywa.
-Jesteście głodne ?? Bo tego trochę dużo ! -zaśmiała się
-
-Cześć Śnieżko ! -Pożegnałam się z lekkim smutkiem.
-Rebeko, idziemy nad Jezioro ?? Mam ochotę się troszkę schłodzić.
-
-Oj...przepraszam za nieobecność, trochę się zagapiłam i na nic nie zwracałam uwagi. Tak oczywiście, już tam idę - powiedziałam i wyszłam.
-
Wychodzi z łąki i biegnie nad jezioro.
-
Weszłam. Siedziałam sama i nagle zaczęło mi burczeć w brzuchu. Użyłam węchu by znaleźć jakieś ciekawe pożywienie. Wyłapałam słodki zapach zająca. Cicho podeszłam bliżej i zanim się oglądnęłam zając był już martwy. Posiliłam się i położyłam w trawie. Myślałam o wczorajszym dniu...
-
Jestem sama na łące. Skończyłam rozmyślać i wesoło wybiegłam z łąki.
-
Wbiegłem - Kryształowa? - nie ma wybiegłem wnerwiony.
-
Weszłam. Zmęczona całym dzisiejszym dniem, postanowiłam zapolować. W pobliżu nie było żadnego zwierzątka. zobaczyłam małego szczurka i bez zastanowienia zaatakowałam. Był pyszny.
-
Zjadłam i odpoczęłam, a potem wyszłam.
-
Przyszłam na łąkę.
-
Położyłam się na trawie i bawiłam się kwiatem maku.
-
Wszedłem i położyłem się w wysokiej trawie.
-
-Śnieżka chyba się zgubiła - krzyknąłem do Kryształowej, gdyz była kilkanaście metrów ode mnie.
-
W końcu złamał się mak, więc przeszłam się kawałek do przodu. Zauważyłam małego zajączka, który skakał przez kamienie. Zaburczało mi w brzuchu, więc zachciało mi się go upolować. Skradałam się w wysokiej trawie, gdy nagle potknęłam się o Demona.
-Ups.. Sory nie chciałam. -Lecz zajac się spłoszył,
-No cóż to zajączka sobie nie zjem.. -Położyłam się.
-
-Nic się nie stało...zwiał? - powiedziałem - czekaj chwilke - szybko ruszyłem za królikiem i go zagryzłem. Przyniosłem go wilczycy.
-
-Dzięki.. A Śnieżka poszła w stronę lasu, co widziałam - Zaczęłam jeść zająca.
-Chcesz trochę ??-Popatrzyłam na niego, ale już nie na oczy bo nie mogłam na nie patrzeć.
-
-No poszła do lasu...możesz dać mi wontróbke - powiedział pacząc na jej zakrwawiony pysk.
-
-Ok, - Położyłam mu przed nosem.
-Proszę.
-
Weszłam.
-Smacznego- powiedziałam do Kryształowej i Demona
-
-Dzięki. -Popatrzyłam na Śnieżkę.
-Chcesz też ? - Po czym wytarłam pysk z krwi.
-
-Dzięki - powiedziałem do Kryształowej.
- A założę się, że ty już na pewno coś zjadłaś. - powiedziałem żartem do Śnieżki.
-
Aha- odpowiedziałam uśmiechając się i położyłam się w trawie
-
-Moje skrzydło się niby zrosło, ale mam nerwy zerwane, że już nigdy nie będę latać - Posmutniałam.
-
Ciekawe jak to jest mieś skrzydła- zastanowiłam się i przez głowę przeleciały mi róże myśli.
-
-a może Rebeka...ona ma dużo mocy, może by mogła coś zrobić? - powiedziałem.
-
-Może.., ale jak nie to już chciałabym mieć "wycięte" skrzydła, aby nie móc na nie patrzeć..-powiedziała ze łzami w oczach.
-
Jeszcze będziesz mogła latać. -powiedziałam i uśmiechnęłam się do Kryształowej
-
-Na pewno - potwierdziłem słowa Śnieżki.
-
-Ale na jednym skrzydle się przecież nie uniosę.
-
-Rebeka pomoże...a jak się nie uda to jest jeszcze eliksir zdrowia - próbowałem pocieszyć wilczycę. - Śnieżko, pamiętasz jak ostatnio mówiłem Ci o niedźwiedziu w górach?...Teraz mamy zielarkę to może nasze trio pójdzie postraszyć niedźwiedzia, co wy na to? - powiedziałem wstając radośnie.
-
Mi się podoba! - krzyknęłam i zaczęłam skakać z radości
-
-Oczywiście ! -uśmiechnęłam się
-
To co idziemy?
-
-No to chodźmy- wyszedłem z wilczycami jednocześnie.
-
No właśnie chodźmy już.
-
Wyszłam obok Demona.
-
Weszłam.Hej a o czym rozmawiacie czy to o mnie lub kimś innym - Spytałam się Kryształowej i Śnieżki i jak się obróciłam zobaczyłam sarnę i zmieniłam kształt i kolor i pobiegłam ją upolować.
-
Wyszłam.
-
Weszłam.
-
-Cześć Rebeka - powiedziałem do Alfy.
-
-Cześć - odpowiedziałam uśmiechając się do Demona.
-
-Słyszałaś o jakimś Leazie? - zapytałem.
-
-Leaz?...mój ojciec opowiadał jakąś tam historyjkę o nim. A czemu pytasz? - zdziwiłam się.
-
-Bo dzisiaj byłem z Śnieżką i Kryształową u Kryształowej w lochach...ponieważ Kryształowej znikły skrzydła i próbowaliśmy rozwiązać zagadkę i tam była księga, a w niej pisało, że Leaz powróci ale nie będzie mógł tutaj przyjść dopóki ty żyjesz... -powiedziałem.
-
-Tak...to prawda...moja praprapara...i jeszcze dalej jakaś babka i nie tylko reszta rodziny też walczyli z rodziną Leaza i go zaklęli, że nie może tu przyjść dopóki ród Pierwotnych istnieje...ale nie ma czym się martwić...chociaż skrzydła Kryształowej...to ciekawy przypadek - powiedziałam zamyślona do przystojniaka.
-
-No ona jest załamana tym...zwłaszcza, że na zdjęciu jej dziadka, który też miał skrzydła to ich nie ma - odpowiedziałem.
-
-Taak? To bardzo ciekawe...a na skrzydła Kryształowej może mogę zrobić jakiś eliksir bądź czar?...spróbuję w nocy - odpowiedziałam.
-
-Oby Ci się udało...życzę powodzenia...ucieszyłaby się gdyby Ci się udało - powiedziałem - przejdziemy się gdzieś?
-
-Gdzie? - zapytałam zadowolona.
-
-No nie wiem...może do mnie...albo do ciebie do ogrodu? - sugerowałem.
-
Przyszłam.
-Cześć Rebeka, cześć ponownie Demon
-
-No to zapraszam do mnie - powiedziałam i wyszłam do ogrodu w pałacu.
-
Wyszedłem za alfą.
-
-?? Widzę, że mnie nie zauważyli.
-
Posmutniałam i poszłam nad wodospad.
-
Weszłam i czekam na Sally
-
Weszłam.
-Cześć Jeida- powiedziałam i usiadłam obok wilczycy
-
Weszłam i wdrapałam się na drzewo. Położyłam się i obserwowałam wilczyce.
-Dlaczego nie ma dzisiaj Demona !? - powiedziałam to przez przypadek na głos.
-
- Co chcesz wiedzieć? - spytałam
Odsunęłam się od wilczycy. Dla bezpieczeństwa
- Bawiłam się z Demonem wczoraj do późna. Pewnie jeszze odsypia - odpowiedziałam Kryształowej
-
popatrzyłam na pobliskie drzewo i na Kryształową
-
-Yhym.. - Zeskoczyłam z drzewa.
-Co ja bym zrobiła, aby z nim być.. - położyłam się w trawie
-
powiedz mu to. może zrozumie. - powiedziałam do Kryształowej
-
-Sally, właśnie przez to on zemdlał - poleciała mi łza.
-
- Hej, spokojnie - uśmiechając się do Kryształowej - Niektórzy nie są tego warci... Choć wcale nie twierdzę, że Demon do tych niewartych osób należy - dodałam prędko
"Boże - pomyślałam - jak ja nie lubię tych wywodów i rozżaleń nad złamanym sercem..."
-
Myślicie, że to przez Śnieżkę- zapytałam- spędza z nim dużo czasu.
-
-Sally, nie mieszaj w to Śnieżkę, to moja Przyjaciółka . - zakryłam pysk łapami.
-A Demon, to miłość mego życia, same wiersze mi się na jego myśl cisną..Ale wiecie, takie miłosne..
-
no tak przepraszam nie pomyślałam
-
Uśmiechnęłam się delikatnie
- Wiem...
- [soczyste przekleństwo], ja nie chciałabym być jedynym samcem w watasze
-
Demon nie jest jedynym samcem jest jeszcze Nero.
-
Wyszłam
-----
Wracam za godz :)
-
Weszłam.Idę coś upolować -Rozejrzałam się w okuł i zobaczyłam dzika.
-
Z nudów na trawi napisałam pazurem - "Biała wilczyca czeka na ciebie aby mogła ci skraść serce" lecz przez przypadek zamroziłam to.
-Teraz to będzie na zawsze.. Oby Demon tego nie przeczytał..
-
Oby bo jak by to zobaczył to ja nie wiem ciekawe dlaczego nikt nie przychodzi do lecznicy ciekawe ??? ??? ???.
-
-Wszyscy są zdrowi - zaśmiałam się
______
Ile masz lat w realu ??
-
poczekaj a nie będziesz się śmiać.
-
-Nie no co ty ;)
-
weszłam.
Cześć!- zawołałam
-
______________________________
Ja mam 9 lat skończyłam w lutym
a Śnieżka to moja siostra
a ty ile masz lat i jak masz na imię ??? ???
-
Ja mam 14 lat (skończe w maju) i mam na imię Ola, a także mam siostrę co też ma 9 lat ;)
-
O czym tak rozmawiacie?
-
- Pytałam się twojej siostry ile ma lat ;D
-
ona zawsze wszystko powie :P
-
Śnieżka a ty ile masz lat ?? ;D
-
15 w listopadzie 16
-
Tylko nie wypaplaj Oki bo nie wiem co zrobię .
-
A ja 14 ;D moja siostra 9 lat też ;D
Sally - i tak to mogą przeczytać ;D
-
jeszcze tylko muszę powiedzieć Demonowi, że Sally to moja siostra. Tylko nie wiem jak
-
Lol ile uśmieszków na trzaskałam -,-" A Demon ile ma ?? Wiesz ?
-
Jak kto ma na imię zaczynając od Kryształowej a potem ja a na końcu Śnieżka a twoja siostra do której kl chodzi bo ja do 2 b i jak ma na imię morze ją znam to jest możliwe :b.
-
Śnieżka nie martw się ja to powiem jestem zdolna do wszystkiego a jak powie że wygada ja znam jago adres i będzie po nim.
:D :D :D :D :D
-
To ja już niewiem, czy mam pisać jak ja czy jako Jeida. Więc napiszę jako ja
Imię: Oliwia, wiek: 13 lat (skończone w styczniu) :)
A jak się nazywacie na Howrse? ;)
-
Sally nie możesz znac jego adresu my mieszkamy w Wielkopolsce a on w Zakopanym ( w górach jak byś nie wiedziała) roki22212
-
A to już się nie znacie bo my Lubuskim ;D
-
bo wiecie jaka jest Sally. Ej Sally musiała już iść jakby co. Każą jej iść spać.
-
Hah, uroki bycia młodszą siostrą ;P
Śnieżka, ja na Howrse jestem Oł!liIdżŻajjnaA ;)
-
zwariowana nazwa Jeida
-
Ja na howrse jestem FrezeeHeart :D Moja siostra już też idzie spać xd
-
Wiecie szkoda że nie było dzisiaj Demona.
-
Ta.. Ja muszę kończyć muszę lekcje zrobić pouczyć się na jutrzejszy spr. z geographyyy.. -,- i na francuski..
-
masz francuski w szkole?? ale masz fajnie ja mm niemiecki
-
a z francuskiego znam niektóre zwroty. takie które mogą mi się przydać :P
-
Ta, mam francuski, mogłam wybrać, a ogólnie to chodzę to katolika ;D Wydaje się, że to takie spokojne, ale u nas połowa szkoły ma kuratorów xdd
-
Ja tam NIENAWIDZĘ francuskiego i cieszę się, że w gim bd miała angoola i niemca ;P
A Damon pewnie jeszcze odsypia xdd
-
Ja miałam wybór między Francuskim a Niemieckim.
-
Jeida Demon nie Damon. ale nie martw się mi też się miesza. i jak można tyle odsypiać. przecież on dzisiaj do szkoły szedł znaczy powinien iść...
-
A ile on ma lat ??
-
Zapytaj się go. Ja nie powiem bo się na mnie pogniewa. :P
________________________________
ejj. odeszłyśmy od postaci wilków
-
-ups.
-
Jeida idziemy na plażę- zapytam- chyba już nie jesteś aż tak nieśmiała co?
________________________________
-
-Ja też się przejdę - uśmiechnęłam się
_____
Ale bd znikać co jakiś czas
-
Dobra, wracamy do wilków ;)
- Heh, ciut się do was przekonałam
Wyszłam na plażę
-----
Sorki za błędy, ale Demon mi się myli z Damonem; bo to drugie bardziej mi pasuje ;)
-
To chodźcie.- powiedziałam i wyszłam
_________________
okk
-
Poszłam na plażę
-
Przyszłam z Kryształową
-
Przyszłam ze Śniezka.
-
- Sroka ! - rozpedzilam się i polecialam, zlapalam ptaka i zlecialam.
-Chcesz trochę ???
-
...
Są rangi wyższe od ekspert ??
-
nie dzieki.- zobaczylam malego zajaczka. chwycilam go i zjadlam
___________________
nie mam pojecia
-
- Jestem zmęczona .. -polozylam się i ziewnelam
-
ymm. sorka ale ja już muszę iść.
____________________
musze jeszcze zrobic jedno zadanie domowe :P
-
Wszedłem.
Czytałem tutaj wątki z 25 (wtedy co mnie nie było) i tam widziałem jak ktoś się pytał ile mam lat, no to teraz 15. Gdzie mieszkam...no już wiecie...i "Demon" i "Damon" - pamiętniki wampirów...tak...ale jakoś zostałem "Demon" Sorry że tak późno powracam do tamtych wątków.
-
Cześć Demon... znowu- powiedziałam
_______________________________
ale się uwinęłam :P
-
co robimy?- zapytałam to pytanie chyba stało się moim nawykiem
-
-Hej...no super ktoś jest bo mi się już nudziło...- podbiegłem do Śnieżki i się ucieszyłem.
- Jak zawsze nie mam zielonego pojęcia...jaaa...szukać przygody? - zapytałem.
-
ciekawe jakiej.- pomyślałam i powiedziałam
może pójdziemy nad jezioro ale w góry. nigdy tam nie byłam
-
-Ok...to wyścig? - zapytałem.
-
ja się nie ścigam. ostatnio wygrałeś- powiedziałam
-
-Aha...no dobra...to idziemy normalnie...powoli...jjaakkk śśllliiimmmaakii - mówiłem spowolnionym głosem...przeszedłem kilka kroków tym samym tempem jakim mówiłem - nnoo tttooo iiidddzziiieemmmyyy???
-
wiesz chodźmy normalnie a nie jak śliiiiiiiiiiiiiiiiimakkkkkkkkkkkiiiii-powiedziałam i wyszłam
-
Wyszedłem.
-
Wszedłem.
-
Weszłam i zaczęłam polować na małego zajączka. Był szybki ale udało mi się go złapać
-
Wskoczyłem na jakieś drzewo przy łące i obserwowałem łąke.
-
zjadłam upolowane zwierzątko i położyłam się w trawie tak, że ledwo mnie było widać
-
-Amand zaginął w trasie - zaśmiałem się z drzewa. coś dzisiaj mam zły humor.
-
popatrzyłam na Demona. I zaśmiała się.
- ty też się kiedyś zgubiłeś.- odpowiedziałam
-
-Heh...a to było tak dawno, że już nie pamiętam - prychnąłem i się lekko uśmiechnąłem.
-
O jakieś wilki może się zaprzyjaźnie?
-Witam nazywam się Lajna :)
-
Wszedłem i zauważyłem sarnę. Pobiegłem jak najszybciej mogłem. Pazury zrobiły się ogniste. Skoczyłem na sarnę. Padła nieżywa. Przytargałem ją do innych wilków.
-Sory, że tak długo, ale rozglądałem się. Chcecie sarenkę ?? Upieczona odrazu - zaśmiałem się
-
-Witaj Lajna - uśmiechnąłem się do wadery
-
- Cześć Lajna. ja jestem Śnieżka-przywitałam się
- ale ja jeszcze pamiętam- odpowiedziałam Demonowi
- nie dziękuję przed chwilą jadłam- powiedziałam Księżycowi
-
-Lajna, Demon ? A wy chcecie ?? - uśmiechnąłem się
-
-Hej Lajna - powiedziałem z drzewa. - ja jestem Demon. - dodałem.
-Ja tez sobie odpuszczę jelenia czy co to tam masz - mruknąłem.
-
Witaj śnieżka! Witaj księżyc!- Przywitałam się
Oprowadzicie mnie trochę? - Zapytałam się
-
Demon co ty dzisiaj taki jakiś ponury jesteś?- zapytałam
-
-To może trochę później ?? Z czasem się ogarniesz.. Jak ja - zaśmiałem się.
-Czyli jem sam. - ugryzłem potężny kawał sarniny.
-
Witaj demon!- Uśmiechnełam się
Nie dziękuje księżyc- Zwróciłam się do księżyca
-
-Jak chcesz to mogę Cię oprowadzić...i tak nie mam nic innego do roboty - powiedziałem do Lajny i zeskoczyłem z drzewa.
-
dziękuje Demon- I podeszlam bliżej
-
...
bd za 2 h
-
-Ja w złym homorze? Po prostu wychodzi moje prawdziwe oblicze-powiedziałem z opuźnieniem do Śnieżki.
-
leżałam w trawie i bawiłam się małym kwiatkiem
prawdziwe oblicze?- zapytałam Demona
-
-Częściowo...druga strona medalu - odpowiedziałem.
-
To od czego zaczniemy Demon- Zapytałam
-
-Może od lasu? - zapytałem.
-
Dobrze - Zwróciłam się do demona
-
-To chodź...idziesz Śnieżko z nami? - zapytałem i poszedłem do lasu.
-
To do lasu- Powiedziałam do demona
-
nie zostanę tutaj.- odpowiedziałam Demonowi
-
idę na plażę. powiedziałam sobie w myślach i wyszłam
-
Wszedłem.
-Naprawdę tu pięknie. - usiadłem.
-
Weszłam. Jak ja dawno tu nie byłam- pomyślałam
czas zapolować...
-
-Witaj Śnieżko ponownie . - powiedziałem.
-coś dziś nie ma Demona.. prawda ??
-
nie. Jeszcze go dzisiaj nie widziałam. A ty nie jesteś z Kryształową?? -zapytałam
-
Weszłam
-
cześć Kryształowa- powiedziałam
-
Weszłam :D
-
- Cześć wszystkim. - uśmiechnęłam się
- Co słychać ? Demona coś dziś nie widać.
-
wiem- powiedziałam Kryształowej
cześć Sally
-
Położyłam się w dużej trawie i bawiłam się dmuchawcem.
-
Hej hej... Wszyscy o mnie zapominają no rzesz >:( czemu czemu...
-
czemu? bo nie ma dżemu.
nikt o Tobie nie zapomina. powiedziałam cześć Sally
-
Wszedłem
-Cześć
-
ty wszędzie znajdujesz dmuchawce a ja tylko czterolistne koniczyny >:(.
-
cześć- odpowiedziałam Demonowi i uśmiechnęłam się
-
Demon czemu ie nie było cały dzień :-\
-
Weszłam
- Cześć - zaśmiałam się - Z Kryształową to już chyba trzeci raz...
-
Ucieszyłem się i podbiegłem również do Śnieżki
_______________________________________________
Bo byłem w szkole do 15.30, potem u doktorka, apotem jeszcze odwiedzić rodzinę...jutro też mnie nie będzie do ok.21.00 (wycieczka do Krakowa) :P
-
-Cześć Demon. - uśmiechnęłam sie
-
Ej gadamy o jednym kto idzie na polowanie albo kto chce lisa Demon czy idziesz na polowanie.
-
...
------
A mój nauczyciel angola zgodził się, żeby na następnym kółku był tekst o Green Day (<3). Oczywiście zrobił to nieświadomie i jeszcze o tym nie wie ;P
-
-Cześć wszystkim. - uśmiechnąłem się, podszedłem do Kryształowej i położyłem się obok niej.
-
dużo nas na tej łące- powiedziałam
-
-Tak bardzo - zaśmiałam się.
-Ale w kupie lepiej
-
Położyłam się ukryta w cieniu. *Wszędzie miłość...*
-
Cześć Leaz i położyłam się kilometr od tych zakochanych gołąbków. To wy Kryształowa i Leaz.
-
-O co wam chodzi ?? - zdziwiłam się.
-
Usiadłem
________________________________
Ja muszę iść na kolacje...z/w
-
Eh. co złego że wszyscy są zakochani? -zapytałam Sally
-
No nic tylko ktoś idzie na polowanie
:D
-
-Idziemy Śnieżka na to polowanie? - zapytałem mej piękności
-
Śnieżka to nawet się zrymowało ;)
-
-Wiesz.. niektórzy zazdroszczą.. - zaśmiałam się, zaburczało mi w brzuchu.
-Zgłodniałam.. -wyciągnęłam pistolet zrobiłam huk ( nie strzeliłam) i spadło kilka wróbelków.
-Głupie zwierzęta.. Umierają od chałasu. - podeszłam po ptaszka, wzięłam i położyłam się znów obok Leaza.
-
Wy jesteście razem - zapytałam się Demona i Śnieżki ;D
-
-Tak, oni są razem. - zaczęłam się zajadać wróbelkiem.
-
a gdzie Demon?-zapytałam
__________________________________
Sally przed chwilą skakała po pokoju...
-
-Kryształowa. Pójdziemy na zachód słońca nad wodospad ??
-
-Z wielką chęcią - uśmiechnęłam się
-Może Demon i Śnieżka też pójdą..
-
ja mogę iść- powiedziałam i popatrzyłam na Demona
-
- Nie Śnieżko, ja nie jestem zazdrosna. Mój partner i szzeniaki to nieboszczyki. Ale Sally...
-
-To idziemy ??.- wstałem.
-
Ok. to idziemy? - *Leaz...*powiedziałem radośnie.
-
Sally się zakochała w.... - nie dokończyłam
idziemy ?- zapytałam
-
Wstałam.
- Panowie, prowadźcie. - zaśmiałam się.
-
Wyszedłem
-
-Nie...ja idę na końcu
-
Wyszłam za Leazem.
-
-No Śnieżko chodź - uśmiechnąłem się
-
- Mogę z wami?
-
-no pewnie
-
wyszłam.
-
Wyszłam
-
Wyszedłem.
-
a ja
-
Wyszłam
-
Weszłam i czekałam na Demona.
-
Wbiegłem - Już jestem' sorry że tak długo ale musiałem coś jeszcze zrobić
-
-ok
_______________________________
Sorki ale ja już muszę kończyć pa
-
...
___
Pa
-
Wbiegłam i położyłam się w trawie.
-
-Ale już mi się nic nie chce robić...więc może potem albo jutro dokończymy odkrycia z tą mapą? - zapytałem Kryształowej, która się wylegiwała.
-
weszłam.
cześć- powiedziałam
-
-O Śnieżka - ucieszyłem się na widok ukochanej i podbiegłem do niej by się przywitać.
-
podeszłam do Demona i pocałowałam go.
gdzie Kryształowa?- zapytałam
-
-Nie wiem...dosłownie przed chwilą tu jeszcze była - powiedziałem rozglądając się
-
położyłam się na trawie.
może miała coś do załatwienia- powiedziałam
-
-Cześć Śnieżko. - przywitałam się
-Parka razem - zaśmiałam się *ciekawe gdzie Leaz..*
-
nie widziałam go- odpowiedziałam na nieme pytanie Kryształowej
-
-Robimy coś?
-
-Ja to bym sobie tak leżała i patrzyła na te chmury !
-
-Mi się w sumie też mało co chce robić...ale - szybko wskoczyłem na drzewo i złapałem sójkę. -Chce któraś ptaszka?
-
nie-odpowiedziałam
-
-No to nie - mruknąłem.
-
Nie, dzięki. - zamknęłam ślepia
-
to co robimy?-zapytałam
-
-Oglądamy chmury hihihihi
-
-Uwielbiam chmury.
(http://www.foto-imagenes.com/foto_galeria/173_cd.jpg)
-
patrzyłam na chmury i szukałam kształtów
-
Poczułam lekkie drżenie ziemi (tropicielom to potrzebne). Zaczęłam wąchać.
-Stado koni.. zraz nas stratują ! Na najbliższe drzewo !
-
Szybko wspięłam się na drzewo.
-
szybko wskoczyłam na najbliższe drzewo.
znowu ludzie?-zapytałam
-
-Nie. ! Stado koni ! Obszerne ! Z 50.
-
Nagle przebiegło wielkie stado.
(http://c.wrzuta.pl/wi4315/48d261cd0002f3d44501eef7/konie_w_galopie_2)
-
-Patrz ile ich jest. Mam głupi pomysł.. - zaśmiałam się szyderczo.
-
co ty chcesz zrobić?-zapytałam chociaż już się domyśliłam
-
-Wskoczę na konie. - zaśmiałam się.
-I troszkę się pobawię .. I może być dobra przekąska.
-
tylko aby ci się nic nie stało, bo Leaz nie będzie zadowolony- mruknęłam
-
-Nic mi się nie stanie. -Zaśmiałam się. Stanęłam na końcówce drzewa i wypatrzyłam najwolniejszego konia.
-Tutaj jest. - Wskoczyłam na niego. I wgryzłam się mu w kark. Padł nieżywy. Skoczyłam szybko na kolejnego i skakałam o tyłu pod prąd.
-Śnieżka chodź, wiesz jak super. Uhuuu !
-
Skakałam na koniach. W
-Widzę koniec. Trzeba jeszcze kilka ubić. Lub.. Zmrozić. - skakałam na koniach mrożąc je.
-Wystarczy 10 koni. Teraz tylko zabawa. - złapałam konia za grzywę i prowadziłam nim.
-Hahaha.. Jestem kowbojką.
-
zaraz-krzyknęłam i usiadłam na końcu grubej gałęzi. popatrzyłam na konie i szykowałam do skoku wybierając najwolniejszego.
-
mam- powiedziałam i skoczyłam na konia.
-
...
____________
muszę już lecieć. postaram się wejść wieczorem
-
-Prowadzę konia ! Jestem THE BEST - zaśmiałam się.
Okej
-
-Ja tam sobie odpuszczę - mruknąłem patrząc na spłoszone konie.
_________
Pa
-
Wszystkie konie uciekły oprócz tych co zamroziłam, zabiłam i teraz ujeżdżam.
-To co ktos chce koninę ? - zaśmiałam się
-
-Nie dziękuję - powiedziałem patrząc na kawał czerwonego mięsa.
-
-Ja też coś nie chce jeść. Ale za to jeżdżę na koniu - zaśmiałam się
-
-Hahaha nom
-
to co teraz?-zapytałam i zeskoczyłam z konia
-
Weszłam
-
-Chyba trzeba troszkę posprzątać. Konie zamrozić i zanieść do lodówek. - zaśmiałam się
-
cześć Lajna- powiedziałam do wchodzącej wilczycy
tylko gdzie my znajdziemy taka wielką lodówkę?-zapytałam
-
-Możemy też wykopać w lodowcu...
-
Witaj Śnieżka,Kryształowa i Demon-Przywitałam się z przyjaciółmi
-
-Cześć Lajno. - uśmiechnęłam się do wilczycy.
-
Co robicie?-Zapytałam
-
musimy coś zrobić z tymi końmi które zamroziła Kryształowa
-
Hmmm...Zanieście na lodowiec i zostawcie. Będą na później.-Zaśmiałam sie
-
to idziemy?-zapytałam
-
-To co teraz? -Spytałam
-
nie wiem wszyscy gdzieś sobie poszli
-
Masz racje-Powiedziałam
--------------------
Ciekawe czemu nawet nie napisali, że idą
-
Weszłam.
-Cześć jestem Laguna. A wy ? - zapytałam i usiadłam w trawie.
-
-Witaj Laguna.Jestem Lajna.-Przywitałam się z nową waderą
-
- Ja jestem Śnieżka. Miło mi cię poznać.- powiedziałam do Laguny
-
-To gdzie idziemy Śnieżka?-spytałam wadery
-
-Witaj Lajno i Śnieżko. - popatrzyłam na nie
-
-Mogę iść z wami ??
-
-Pewnie.-Powiedziałam-Tylko gdzie Śnieżka?-Spytałam wader
-
no przecież tu jestem- powiedziałam i wyszłam z wysokiej trawy
-
-Jestem. - wyłoniłam się za drzewa.
-Cześć Laguna. Ja jestem Kryształowa - uśmiechnęłam się do wilczycy
-
Weszłam
- Hej
-
Hej Jeida!- powiedziałam
-
-Cześć Jeido. Dawno cię nie widziałam.
-
- To idziemy na plaże?- Spytałam
-
-A nie lepiej na lodowce ?
-
emm. ja tam nie wiem- mruknęłam
-
-Możemy. To idziemy na lodowiec?-Spytałam
-
-Przydałoby się pomrozić koniki - zaśmiałam sie
-
Usmiechnęłam się do Kryształowej.
-
-Idziemy?
-
ja chyba pójdę na plażę- powiedziałam
-
-Czemu ? Coś się stało Śnieżko ? Jesteś taka.. smutna. - popatrzyłam na waderę
-
...
-----
Kurczak, musze leciec na 20 min ;)
-
-To pomogę ci znieść konie na lodowiec.-Powiedziałam do Kryształowej-A potem przyjdziemy do cb Śnieżko.Czemu jesteś smutna?-Spytałam Śnieżki.
-
nie jestem smutna-odpowiedziałam
-
-aha-Powiedziałam
-
-Dobra to idziemy zanieść. Lina ! Pomóż nam nieść konie proszę. - uśmiechnęłam się
-Dobrze Pani - wzieła 5 koni
-
...
Wiecie, że 2 min temu usunęli te zdjęcie co miałam..
-
Wyszłam na lodowiec
-
Ja wezmę 3-Powiedziałam i wyszłam
------------------------
Czemu? kto?
-
to ja już idę-powiedziałam i wyszłam
______________
widziałam
-
Wyszłam
-
Wyszedłem (zapomniałem wcześniej napisac)
-
Weszłam płacząc. Usiadłam w wysokiej trawie.
-Myślałam, że on mnie kocha ! Zakochałam się w nim. A on mnie po chamsku wykorzystał ! Skundzlony pies !
-
weszłam z Hermanem tak aby mnie kryształowa nie widziała.
-
-Zabiłabym go ponownie !!!! Kundel zasrany ! - darłam się płacząc
-
-Spokojnie..... - mówiłam do siebie
-Ale jak tu być spokojnym jak jakiś kundel ci wyznaje miłość ty się w nim zakochujesz i potem spierdziela gdzie pieprz rośnie... - chodziłam, płakałam, wyrywałam trawę.
-
Wyszłam sama po cichu
-
Zaczęłam się drzeć, że prawie każdy to słyszał i wyszłam stąd
-
Weszłam
-o Herman witaj!-Mówie
-tak czekam na nią-powiedział
ok-mówie
-
Chodż-Mówie
Wyszliśmy
-
Weszłam.
-Nie ma go..Pewnie chcieli się mnie pozbyć.. - usiadłam
-
-Czemu ?! Tak Herman tu jest . Tak, tak. Po prostu pozbyli się mnie.. - płakałam
-
*Pewnie nikt o tym nie wie* Siedzę tu. Powinnam zrobić coś pożytecznego... Tak, ja pożytecznego. Cały czas ja wszystko psuję !? - warczałam
-
-Wszyscy byli szczęśliwi dopóki się nie pojawiłam. - wyszłam płacząc
-
Wbiegłem i szybko zebrałem trochę gryzoni i ptaków.
-
Wybiegłem
-
Wszedłem z Mili, pokazywałem jej tereny watahy, więc temu weszliśmy tu a nie na łąkę szczenią.
-Młoda, jesteś już na tyle duża, że powinnaś już jeść coś innego niż tylko mleko - powiedziałem do Mili
-A co takiego miałabym jeść? - zapytała młoda.
-No tak szczerze to dokładnie nwm ale załóżmy, że myszki - powiedziałem
-Kochanie popatrz tam...- wskazałem małe gnazdko mysz ukryte pod korzeniem drzewa
-To są myszki, chodź szybko a tatuś złapie Ci jedną - powiedziałem i z Mili ruszyłem do drzewa -Tylko chodź cichutku - szepnąłem i szybko chwyciłem małą myszkę, ale to nie było takie łatwe gdyż matka ją zadziornie broniła.
-Proszę kochanie rób to co ja...-rzekłem i wziąłem jedną mysz a drugą dałem Mili
-Ząbki masz ostre, więc chwytasz ją w pysk i gryziesz...-powiedziałem zjadając mysz. Po skończeniu (co mi bardzo szybko poszło) obserwowałem staranie mojej córki.
-Tato, nie mogę...no nie mogę jej ugryźć - powiedziała trochę smutno
-No trudno, dzisiaj Ci pomogę ale jutro już sobie poradzisz - powiedziałem i zacząłem ćwiartkować myszkę.
-Proszę kochanie - teraz Mili poszło o wiele lepiej.
-
Mili po skończeniu myszki solidnie się bekło...
-O fuu...malutka...na dziewczynkę to nie przystaje tak bekać - zaśmiałem się - to znaczy, że pojadłaś więc musimy chwilkę poleżeć by Ci się wszystko tam dobrze poukładało - powiedziałem i położyłem się między kwiatami z Mili.
-Spać mi się chce - mruknęła i zasnęła
*Chyba taka myszka to za dużo na nią* pomyślałem patrząc na jej wypchany brzuszek.
-
Weszłam z szczeniakami
-
Gdy Mili usłyszała chichoty innych szceniąt szybko się obudziła
-Tato...mogę iść się pobawić...tato no proszę - zaczęła prosić.
-Hmn...no pewnie tylko nie nabrój zadużo -zaśmiałem się patrząc na biegnącą do dzieciaków Mili.
-Cześć Lajna
-
-Cześć Demon-Przywitałam się
-Kto bawi się w chowanego?-Spytałam
-
-A to jak w chowanego to może chodźmy na łąka dla szczeniąt bo tu nie jest do końca bezpiecznie - powiedziałem podchodząc do Lajny.
-
-Ok-Powiedziałam wzięłam wszyskie szczenikami i wyszliśmy
-
Rozejrzałem się jeszcze czy przypadkiem żaden szczeniak nie został, ale wszystkie Lajna wzięła więc wybiegłem.
-
Wbiegłem na łąkę.
-Halo jest tu kto?- zawołałem.
Nagle zobaczyłem małego gryzonia. Schowałem się za trawami i chaps, mam go w buzi.
-
Wybiegłem
-
Wbieglam.
-Co ona zrobiła !!! Moje wszystkie rzeczy !!! Torba.. Nigdy jej tego nie wybacze . - warczlam
-
Muszę wszystko zebrać .. Inaczej ... - zemdlalam
-
Ocknełam się. Probowałam wstać. Nie mogłam.
-Ratunku ! - krzyczałam.
-
Weszłam i sie położyłam
-
Weszłam
-Kryształowa, co Ci się stało? -zapytałam szybko podbiegając do wadery i próbując ją podnieść.
-
-Ja do tego łapy nie przyłożę!-powiedziałam
-
-Moja torba.. ona została rozdarta.. Z niej czerpałam siły. - nic nie moglam robic
-
-Co takiego w niej miałaś, co dawało Ci z niej siłę?
-
-Ta torba.. jej materiał. Jak on jest rozszarpywany to mi szarpie mięśnie.. A rozszarpała go Jeida..
-
Szybko schowałam się w cieniu.
-
-A jakbym pozszywała tą torbę to by Ci przeszło? -zapytałam troskliwie.
-
-Nie da rady.....-powiedziałam cicho i schowałam się głębiej
-
-Tak ostatnio zauważyłam, że ty Lajna ciągle w cieniu, dlaczego tak? - zapytałam.
-
-Nic...-mówiłam cicho i jeszcze głębiej się schowalam
-
-Zawszę się chowam gdy zrobię cos głupiego lub sie boję...-powiedziałam cicho
-
-Jak z szyjecie to przebijecie mi mięśnie.. Poradzę sobie. - wstałam ledwo i ruszyłam w stronę kanionu, lecz upadłam ale dalej próbowałam.
-
-Alee.......-próbowałam mówic lecz nie mogłam
-
-Na pewno? Coś trochę w to wątpie - westchnęłam lecz się dalej nie upierałam.
-
-Lajna na pewno nic? Bo coś wątpię - popatrzyłam smutno na Lajnę ukrytą głęboko w cieniu.
-
-Aleeee.....-znów nie potrafiłam skończyć
-
Weszłam
- Ja ptzepraszać nie będę - powiedziałam spokojnie - Nie wiedziałam o tum. Z resztą trzymała tam elfy, musiałam je uwplnić
-
-Allee ......-mówiłam
-
Popatrzyłam nie mile na waderę i dalej próbowałam iść.
-
-Aleee to....-powiedziałam
-
...................
_____________________________________
Ja kończę papa
-
...
------
Ja też. Papa :)
-
-Nie dam rady. - położyłam sie wyczerpana w trawie. Popatrzyłam na swoja łapę i zauważyłam kolejne objawy. Wstałam i poszłam do kanionu.
-
-Elfy...- rzekłam - Przepraszam ale ja już sobie pójdę -powiedziałam i wyszłam
___________________________________
Ja kończę również, pa
-
Weszłam i rzuciłam się na trawe.
-i tak to już koniec... - leżałam nie ruchomo
-
Wszedłem nagle zobaczyłem Kryształową na trawie.
-Co się stało? Kryształowa słyszysz mnie?-powiedziałem do niej.
Wybiegłem szukać pomocy.
-
Dalej leżałam. Nagle poczułam mocny ból.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA.. - krzyczałam. Mięśnie się zrastały był o większy ból od palenia się.
-Ktoś ma moją torbę i ją szyje ! - darłam się z bólu.
-
Wstałam czując nadal ból..
-To nie jest osoba z watahy.. torba.. - upadłam na ziemię i zwijałam się z bóli.
-Muszę iść śladami... - wyszłam ledwo do kanionu.
-
Weszłam z torbą i zaczęłam myśleć.
-
Weszłam
- A może to ten twój przyjaciel czarnoksiężnik? Macie niełe układy... - warknęłam
-
Popatrzyłam na Jeidę i odeszłam od niej nic nie mówiąc i położyłam się
-
Wszedłem i zobaczyłem Kryształową.
-Cześć Kryształowa.-przywitałem się.
-
-Cześć Nero. - popatrzyłam na wilka.
-
Popatrzyłem się na zachmórzoną wilczycę.
-Co cię gnębi?-zapytałem.
-
-Towarzystwo Jeidy.. - popatrzyłam srogo na wilczycę
-
Położyłam się w cieniu nie przeszkadzając wilkom
- To ja pójdę - mruknęłam
-
-Tak myślałem.-powiedziałem z małym uczuciem.
-
-Kryształowo co cię jeszcze gnębi. Widzę to.-powiedziałem do wilczycy.
-
-Nie ważne.. - powiedziałam.
-Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz.
-
-A mogę wiedzieć. Możemy zostać kumplami?-zapytałem.
-
-Dowiesz się w swoim czasie. Zbyt dużo powierzyłam. Lepiej, abyś na razie nie wiedział o mnie za dużo. Nie chciałbyś mnie znać.- powiedziałam i położyłam głowę na łapach.
-
-Chcę.-i popędziłem jeszcze dalej. (jagby co idę na plażę)
-
-Idę poszukać moich rzeczy. - powiedziałam i poszłam do kanionu.
-
Wyszłam
-
weszłam
-
Weszłam
- Śnieżka,luzik, dobrze ci idzie
-
zgłodniałam- pomyślałam i zapolowałam na małego króliczka
podeszłam cicho i skoczyłam. uciekł pobiegłam za nim i zamknęłam go w klatce z ziemi.
zjadłam ze smakiem
nie jest źle- powiedziałam Jeidzie
-
Weszłam i usiadłam daleko aby się nie rzucać w oczy. *Nie mogę im powiedzieć, że zabiłam go i nasłałam...*
-
Wybiegłam bardzo szybko.
-
już powiedziałaś Kryształowa- poiedziałam do niej
-
jak tak można czytać w moich wspomnieniach- powiedziałam Jeidzie
-
Och, tak, jak każdego innego... Oczywiście jak się umie - zaśmiałam się - Można powiedzieć,że wspomnienia sa "pogrupowane". Jak zaglebisz sie glebiej umyslu, poza obecne musli, to mas dostep do wspomnien
-
aha... -powiedziałam *ciekawe czy zna już wszystkie moje wspomnienia*
-
- Nie. Nie vzytam w myslach dla rozrywki - sktzywiłam się - Jak czytałam wspomnienia podczas ćwiczeń, to yakie neutralne np. zabawy z Mili
-
to dobrze, bo nie chciałabyś znać większości- powiedziałam
-
-Szanuję cudzą prywatność... Chyba, że mi podpadnie - wyszczerzyłam kły
-
chyba ci jeszcze nie podpadłam co?-zapytałam ze strachem i zaśmiałam się
-
-Nie - zaśmiałam sie
-
to co teraz?-zapytałam
-
Wyszłam [nie idź za mną]
-
położyłam się na trawie
-
ciekawe dlaczego kazała mi zostać- pomyślałam
i zaczęłam unosić kamienie dla zabawy
-
fajnie jest sobie posiedzieć samej-powiedziałam i zaczęłam myśleć gdzie się podziała Jeida, Lajna i Kryształowa
-
*Ruiny zamku. Możes przyjść*
-
wyszłam
-
weszłam
-
wyszłam
-
Weszłam
-
Medalion zaprowadził mnie do pierścienia.-Co to?-Spytałam Kryształowej
-
Weszłam.
-Nie szukaj skarbów,one są niebezpieczne.. Potem będziesz miała kłopoty
-
-Ale to on-wskazałam na medalion który zaświecił
-
Zerwałam medalion i go rozłupałam na kawałki.
-Już..
-
-Ej!-krzyknęlam
-
-To niebezpieczne..
-
...
_________________________________
Ja kończę papa
-
....
Ja tezż papaa
-
wyszłam
-
Zjadłam trawę,liście i kwiatki.Dalej leżałam.
-
Wyszłam
-
Wyszlam..
-
weszłam. położyłam się w wysokiej trawie.
-
*Jak przyjdzie Kryształ to powiedz że tą różdżkę złamie*
-
Weszłam.
-Śnieżko, czemu poszłaś ? - spytałam wadery. Położyłam się obok niej
-
mam dosyć tego wszystkiego- powiedziałam- Lajna każe przekazać że złamie różdżkę. Ale nie wiem o co jej chodzi
-
-Niby czemu ma złamać różdżkę. - spytałam
-
nie wiem. ona tez ma różdżkę teleportacji. a twoja co robi?-zapytałam ciekawie
-
Weszłam
-
cześć Jeida... znowu- powiedziałam
-
Wbiegłam. Schowałam sie w najglębszym cieniu. Że NIKT mnie nie widział.
-
Lajna może i cię nie widzę ale słyszę twoje myśli-powiedziałam
-
-Lajna.. ja zawszę cię usłyszę .. nawet najmniejsze drżenie.. jestem szpiegiem.. Ale.. te różdżki nic nie robią.. one są do kolekcji.. jak działa to znaczy, że ta osoba co ją zrobiła żyje, i chce zabić Lajne.. bo nie wolno mieć działającej różdżki. - powiedziałam
-
- Tak Śnieżka... znowu - zaśmiałam się
- Lajna ja słyszę myśli i cię wyczuwam, bo jestem zwiadowcą
-
* To dobrze o to mi chodzi!*-Zaśmiałam się
-
Szybko uciekłam. Prawie nie zauważona. (taka zdolność szpiega.)
-
super... znowu ktoś chce zabić Lajnę- powiedziałam
-
położyłam głowę na łapach.
-
Wybiegłam
-
HEJ!! nie chcę zostawać tu sama- powiedziałam
-
Wyszłam
*Idę je pośledzić*
-
*oki*
-
z jakiej racji ja tu wciąż siedzę?- powiedziałam i wyszłam
-
Wszedłem.
-Cześć.-powiedziałem.
__________
papa kończ
-
Wyszedłem.
-
weszłam
i czekałam na Śnieżkę
-
weszłam za Star
może coś mniejszego na początek?-zapytałam
-
-oki może jeleń?
_____________________________
zakochałam się w piosence Makumba:
http://www.youtube.com/watch?v=TlRVipazwts
-
okej- powiedziałam i pobiegłam w stronę małego stadka jeleni
___________________
znam
-
po kil;ku minutACH JUZ JADŁYŚMY
wyszłam
__________________________________
ja kończę a takl śpiewamy koledze na urodzinach:
jabyć Olek przyjechac po kubek
A mój ojciec przyjechać po ołówek
mojatesciowa się modlic do boga:
BOZE JEDYNY ZABIEZ TEGO ĆWOKA!
było fajnie w 1a
-
wyszłam.
___
papa
-
wbiegłam i upolowałam kilka myszek dla Mili po czym wybiegłam
-
weszłam. Zaczęło mi burczeć w brzuchu więc postanowiłam coś upolować.
zobaczyłam małego królika
-
podbiegłam do małego zwierzątka i szybko zaatakowałam. Zjadłam ze smakiem i wyszłam.
-
weszłam. Położyłam się na trawie i patrzyłam w niebo.
-
Weszłam i zaczęłam czyścić miecz z miedzi
-
cześć Star- powiedziałam- no nie ty też z mieczami chodzisz?? co to jakaś nowa moda??
-
Nie będę rzucać w dal
Powiedziałam po czym z pełnego zamachu rzuciłam mieczem
Yes!16metrów
-
zasłoniłam oczy łapami.
-dlaczego wszyscy się uwzięli na miecze, strzelby, różdżki i takie tam?- zapytałam samą siebie
-
Co nie można sonie porzucać? :(
-
można można...- powiedziałam
-
Wyszłam.
______________________
Bede jak starszy zejdzie z Allegro
-
*do tego dochodzi że wszyscy chodzą z bronią*
________
ok pa.
-
Weszlam
_________________
No wykoncze telefon do końca i później pójdę na kompa
Dawno cię noe bylo na moim forum a zaszly potężne zmiany ale jak cos to wejdz za 2 h bo ja muszę jeszcze coś dodać jednak kończę.papa
-
Wyszłam
-
wleciałam. Usiadłam na trawie i przyglądałam się amuletowi
-
Weszłam na łąkę. Przy sobie miałam kamienie dla Neptuna (jeszcze niezaczarowane).
-
weszłam
-co robicie?
-
Zaczęłam czarować kamienie, aby zmieniały kolor w zależności od samopoczucia.
- Ech... Nie chce mi się tego robić... - warknęłam do siebie.
-
- Chcesz kamyka? - zapytałam się Star.
-
zamyśliłam się z zamyslenia wyrwały mnie głosy
-hej. a co one robią?- zapytałam
-
-TAK!!!
powiedziałam i pobiegłam w stronę mojej siostry
-
Star dlaczego wtedy wybiegłaś z komnaty luster?- zapytałam
-
-musiałam coś robić
_____________________________
tak naprawdę to bateria mi padała :P
-
wybieglam
-
aha. - powiedziałam- trening za chwilę się zacznie widzimy się w pałacu- wyleciałam
-
wbi9egam i klade kamien Z
-
Weszłam
-
wybiegam
-
Zostawiłam kamień i Wybiegłam
-
weszłam i czekałam na Nanę i Śnieżke
-
Weszłam.
-
weszłam.
-
- co teraz ? - pytam z błyskiem w oczach
-
wszedłem.
-
- Czesć Demon
-
nasz sprawdzian czujności- powiedziałam
_____________________________
muszę pomyśleć jak będzie wyglądał :P
-
Demon pomożesz? -zapytałam
-
______
weekend i pustka w głowie xd
-
Spojrzałam się na Demona z uśmiechem i skierowałam głowę z powrotem w stronę Śnieżki.
___________________________
nieeee...nie weekend...Wielkanoc i jajko w głowie xD
-
podeszłam do Demona i pokazałam mu swoje myśli....
* ty tworzysz iluzję a one nie mogą się jej poddać. Musisz pokazać jakieś rzeczy których się wystraszą*- powiedziałam
-
_______
Ja tam nic nie mam w głowie xd
-
Patrze podejżliwie na Śniezke i Demona
-
________________
ja mam......JAJKO o3o xDD
-
______
a ja mam żelki na biurku :3
-
okej to inaczej. Nie możecie dać się zajść... ja schowam się w trawie i będę podchodzić powoli do każdej z was. Gdy porażę was prądem leciutko takie ugryzienie komara to znaczy że nie byłyście wystarczająco czujne... Pasuje?- zapytałam
______________________________________
no nic Demon zniknął a mój plan legł w gruzach...
nie mam innego pomysłu
-
-No dobra....Tylko że jak? Że mamy uciekać tak jakby przed tobą?
-
- Okej , ale to nie jest chyba aż takie trudne - mówię z przekonaniem
________________
skrzypkowie mają dobry słuch xDD
-
__________
jestem częściowo
-
mnie nie będzie widać... A wy stoicie w miejscu możecie się kręcić i obracać tylko byle w miejscu...
-
____
psychicznie czy fizycznie ? xD
-
Skupiłem się i zza krzaków wyłoniły się czarne zjawy (z hp dementory) jedna zjawa na jednego wilka, zaatakowały.
-
_____________
psychicznie XD
-
___________
to nie Harry Potter xd a poza tym jak mamy z tym walczyć ? Nie mamy różdzek xd
-
rozumiecie zasady? Macie tu używać słuchu, węchu i wzroku- powiedziałam
_______________________________
a ja wymyśliłam inny plan ^^
-
_______________
macie się bać...
-
-Okey.....i mamy robić przed tobą uniki......Pyschiczne....
-
-Jeśli chodzi o słuch to spoko
________
Demon , nie wiem czy zwróciłeś uwage , ale ja cześciowo wygladam jak Dementor xDD
-
...
_______________________________________________
Demon to w końcu co prąd czy iluzja?
-
________________
bez tego psychiczne >.<
-
____________
ja głosuje za pradem :D
-
Zjawy zrobiły się żywe (takie co można zabić, posiadały ciało) zawyły zawiście i zaatakowały ponownie
___________
sorka to mi tak na szybko wpadło
-
_________________
prąd
-
Zjawy zniknęły.
-
______________
dobra dawaj prąd > : D
-
- Śnieżka , ale jeśli cie usłyszymy , zobaczymy albo wyczuje,y to mamy ci po prostu powiedzieć , czy co ?
-
schowałam się w trawie i podeszłam do Łobi
__________________________
to kończ z Dementorami :P
-
___________
Pożałujecie tego prądu...
uuuu będzie bólll
Demotywatorki już znikły przecież
-
_________________
*dementorki
-
powiedzieć- powiedziałam wstałam i znów się schowałam tym razem podeszłam do Nany
-
słyszę cichy ( bardzo cichy ) szelest
-
Wszedłem.
-Jestem-powiedziałem-Na czym polega ten sprawdzian czujności?
_________-
jestem pomagałam siostrze w zadaniu domowym
-
Wsłuchuję się w dźwięki z otoczenia.
-
______________________
o musze znikać
z/w
-
.......
_____________________
hahahahahhahahahah!!!! xDDD Nigdy tego nie zaczniemy! Hahahahah!! xD
-
podeszłam bliżej Nany i wyciągnęłam Łapę by porazić ją prądem
-
poraziłam ją prądem
Mam cię!- krzyknęłam
-
Zuważyłam że coś się poruszyło i skoczyłam najwyżej jak mogłam.
-
znów się schowałam tym razem szłam do Łobi
-
___________
achhh.........to moje powolne pisanie
-
Rozgladam sie czujnie i wsłuchuje
-
-Halo, ktoś mnie słyszy?-spytałem.
-
byłam coraz bliżej i powoli wyciągałam łapę
_____________________________
juz za późno :P
-
Słyszę cicho oddychanie śnieżki i mówie - Śnieżka słysze cie - śmieje się
-
_______
Moje uszy wyłapują ultra dźwięki xD
-
okej no to mnie masz- powiedziałam i wstałam z ziemi.
Nero też chcesz spróbować?- zapytałam
-
uśmiecham się do Śnieżki
-
Usiadłam na trawie dalej niż reszta.
-Co będzie po tym ćwiczeniu?-spytałam cicho i bez entuzjazmu
-
sprawdzian polega na tym że ty używasz słuchu, wzroku i węchu abym nie poraziła cie prądem
-
siadam obok Nany - Co ty tak zawsze daleko od wszystkich ? - Pytam z uśmiechem
-
koniec treningu- powiedziałam do Nany
-
-Tak no pewnie Śnieżko.-powiedziałem.
-
-Już?-byłem bardzo zdziwiony.
-
schowałam się i podeszłam cicho do Nero
-
Spojrzałam z obojętnością na Łobi.Nic nie odpowiedziałam.
-Aha...-odpowiedziałam smętnie.
-
- Już koniec ? No dobra ... To pa wszystkim - usmiechnęłam sie i wyszłam
________
szkoda ze nie było nawalanki :D
-
Odskoczyłem, bo usłyszałem cichutkie kroki.
-
podeszlam bliżej i poraziłam prądem Nero
mam cię- krzyknęłam
-
Postanowiłam jeszcze zostać i poczekać na Nera.
-
dobrze no to koniec- powiedziałam
+_________________________________________
zaraz wyślę Rebece rozdzielenie UM :)
-
Wstałam i wyszłam.
-
-Ał.-powiedziałem i wyszłem z Naną.
-
No to ja tez już lecę- powiedziałam i wyleciałam
-
-To koniec - wyszedłerm
-
Weszłam na łąkę. Zaczęłam się nudzić. Przypomniało mi się, że nie skończyłam czarować kamyków dla Neptuna. "Wrrrr... Nie chcę mi się" - mruknęłam pod nosem i zaklęciem przywołałam kamienie. Zaczęłam kończyć czarować.
-
Skończyłam czarować. Czarami odesłałam kamienie do jaskini. Wyszłam z łąki i skierowałam się na plażę.
-
Wszedłem.
-
weszłam :P
-
Weszłam.
-
hej Kryształowa- powiedziałam
-
Hej. - uśmiechnełam sie.
-
Spojrzałem po waderach
-Śnieżko, tutaj musimy znaleźć korzonki tej o to rośliny -pokazałem zdj.
_________________
zdj roślinki:
http://images.okazje.info.pl/p/dom-i-ogrod/5898/obraz-na-plotnie-okw059-13-magiczny-kwiat.jpg
-
-Hej Kryształowa, jak chcesz to możesz nam pomóc w poszukiwaniach
-
no dobrze to ja już szukam- powiedziałam i zaczęłam się rozglądać
___________________
ten kwiat jest w kosmosie czy mi się wydaje O.o
-
Również zacząłem szukać
______________
a nwm... wziąłem pierwszy lepszy kwiat jaki wyskoczył w google
-
Zaczęłam wąchać i wyjęłam podobna rośline i podalam Demonowi ja.
-
poszłam za delikatnym zapachem jakiegoś kwiatka...
__________________________________
dobra taktyka :P
-
-Śnieżko już nie szukaj, nasza droga Kryształowa zbieraczka skarbów nas wyręczyła -powiedziałem radośnie.
-Dziękuję -powiedziałem serdecznie do Krystal
-
poszłam dalej i zerwałam czerwony kwiat...
- to super... a ja mam swój kwiatek- powiedziałam i włożyłam go sobie w grzywkę
-
-Oj kochanie ślicznie Ci z tym kwiatem -powiedziałem.
-To teraz stepy- powiedziałem i wyszedłem.
-
dziękuję- powiedziałam i wyszłam
-
wyszlam
-
wyszedłem
-
weszłam głodna jak wilk (słabe określenie :P ) zaczęłam polować na króliki... złapałam jednego i zjadłam
-
najedzona wyleciałam
-
Wbiegła i rozejrzała się.
-
Zobaczyła kwiatek. Miał błękitne płatki i granatowy środek. Był piękny.
-
Wpięła go sobie w sierść za prawym uchem.
-
Wyszła.
-
wbiegłam
-tu mnie nie znajdą
-
wybieglam
-
Weszłam, a za mną Sertis i maluchy.
-Czyli nie możemy być razem z Nerem.. - łza spłynęła mi po poliku.
-Nie, ale możesz być nadal ze mną, powiedział mroczny wilk.
-Mamo nie płacz ! - przytuliła mnie Luna.
-
-Nie płaczę. - powiedziałam.
-Przecież widać.. - powiedział Ernest
-Dzieciaki, zostawcie mamę. Ona przeżywa kryzys.. - położył się Sertis
Popatrzyłam na niebo. *Oby się nikt nie dowiedział...*
-Dowiedzą się.. Patrz, twoje, przepraszam nasze szczeniaki, mają taki sam ślad na łapie jak ty..
-Nie dowiedzą. - warknęłam i położyłam się
-
-Oby nikt tu nie przyszedł, teraz.. - mruknęłam
-
-I nie przyjdą, nie chcą pewnie znać mrocznego wilka..
-
-Idę na plażę, tam wszystkie smutki mi mijają .. - wyszłam, a wilki poszły do domu.
-
Wbiegłam zdyszana. Nadal miałam na sobie obrożę. Nie mogłam jej zdjąć. Padłam na ziemię mocno zestresowana.
-
Serce moje strasznie szybko biło. Byłam przerażona. Tyle zdjęć mi zrobili.. Tyle wszystkiego.
-
-O nie o nie. - warknęłam i wybiegłam
-
Wszedłem i położyłem się na trawie.
-
Wyszedłem.
-
Wszedłęm.
-
weszłam za Demonem
-
-Wiesz co... jeszcze nigdy nie byłem u Setry... idziemy ją odwiedzić?
-
mi pasuje- powiedziałam
-
-Nom to idziemy - powiedziałem i wyszedłem.
-
wyszłam
-
Wszedłem.
-
Weszłam.
-Pokazać ci coś fajnego ?
-
-No.. chętnie zobaczę - powiedziałem radośnie.
-
Podskoczyłam gdy uderzyłam o ziemię cała trawa zaczęła świecić na kolorowo.
-
Obserwowałem trawę i kwiaty kolorowe.
-wow... ale odlot.
__________-
kwiatusek kolorkowy
http://th09.deviantart.net/fs70/200H/f/2012/071/a/4/a4660b08f546c8580c3edb70c7cf5acb-d2740sb.jpg
-
Znów skoczyłam i zniknęło.
-Tak, to jest cudne. Tak jak to. - dmuchnęłam i nagle pojawił się migający motyl.
-
=No wa moc? hahah
-
-Magia. - zaśmiałam się.
-
-To super... ja tam jeszcze jej nie opanowałem hehe
-
-A ja tak - położyłam się
-
-Nom to super.
_____________
ja spadam pa
-
Wyszłam
-
Wyszedlem
-
Weszła. Usiadła w wysokiej trawie, nie widoczna.
-
Weszłam i położyłam się
-
-Nuda, nuda, nuda...-Mruczałam pod nosem... Wstałam i wyszłam
-
Wybiegłam.
-
Wszedłem.
Byłem zły. Oczy ponownie zaświeciły mi się na niebiesko.
Tu też nie było moich wierszy więc wyszedłem.
-
Weszłam,nie mając nic do roboty.
-
Zobaczyłam myszkę.Zaczęłam ją gonić,dla zabawy.
-
weszłam. zaburczało mi w brzuchu, po chwili biegłam za zającem
-
po chwili jadłam zajączka... pycha...
-
najedzona wyszłam.
-
Wyszłam.
-
Wbiegła szybko. Rozejrzała się.
-
Wybiegła.
-
Wbiegła.
-
Wybiegła.
-
Wbiegła.
-
Wybiegła.
-
wbiegl
-
wybiegl dziwnie !
-
Weszłam...Głód mi doskwierał...Już od kilku dni nie miałam nic w paszczy.....
-O w końcu!-pomyślałam .Ujrzałam dużą mysz buszującą w trawie.
Przyczaiłam się. Powoli, powoli, byłam co raz bliżej. Z niepewnością postanowiłam skoczyć. Niestety mysz zobaczyła mnie w trawie i pędem uciekła.
-Co ja zrobię? Umieram z głodu-westchnełam.
-Muszę kogoś poprosić by mnie nauczył polować-pomyślałam i wyszłam z łąki.
-
Zerkał co chwilę, czy Akira idzie za nim.
-
Szła za nim cały czas.
-
Zatrzymał się w pewnym momencie.
- Nie byłem z tobą do końca szczery...
-
-Hah od wczoraj zdążyłam trochę na to wpaść - powiedziała.
-A mogę wiedzieć w czym nie byłeś szczery?
-
Spuścił łeb.
- Ja... nie wiem jak to powiedzieć... ja...
* ... jestem martwy. *
-
Popatrzyła na niego, nie wiedziała co powiedzieć.
*Odbiło Ci, że takie bzdury pleciesz?*
-Ale jak to? Przecież nie wymyśliłam ciebie, przecież jesteś tutaj... więc jak?
-
- Słuchaj...
Odwrócił się w jej stronę.
- Ten wilk... to był demon... ja... zawiązałem z nim umowę...
-
Słuchała go uważnie, trochę nie dowierzała.
-Jaką umowę, z diabłem? Oszalałeś?
-
- Może...
Zacisnął powieki. Po chwili otworzył oczy i spojrzał na waderę.
- To nie była uczciwa umowa! Ja... nie wiedziałem... że tak będzie...
-
-A czego się spodziewałeś? Że diabeł będzie uczciwy? No wiesz co! -wybuchła chociaż raczej nie potrzebnie. Po prostu tak wyraziła swój smutek, wiedziała że układy z samym wilkiem z piekieł nigdy nie kończą się dobrze.
Bała się o przyszłość swego ukochanego. Chwilę nic nie mówiła tylko smutnymi ślepiami na niego patrzyła po czym rzekła - przepraszam, ja nie chciałam krzyczeć.
-
Spuścił łeb i wbił wzrok w ziemię.
* Nie mam pojęcia... co teraz zrobić... *
-
Podeszła do niego, i szepnęła.
-Jakoś to będzie, poradzimy sobie.
-
Przytulił ją.
- Nie wiesz, gdzie są inni...?
-
-Ooł niestety nie wiem, zapewne gdzieś siedzą.
-
- Muszę... ich ostrzec... - powiedział cicho. - I ciebie też...
-
Chciała już zapytać przed czym , jednak nie zadała tego durnego pytania, w sumie nie było trudno się domyślić co się stanie jak zawrze się układ z diabłem.
-hmn... a co zrobiłeś, że musisz ostrzec? Złamałeś umowę?
-
__________________
Lubię wam przerywać to jest Super!!
Uwaga wbijam
-
- Jeżeli coś by się ze mną działo... to nie wolno wam mi pomagać... inaczej... może zrobić się nieprzyjemnie...
-
______________
to weźcie ślub zanim umrzesz ;)
-
-Ale, że co?! Jak mam nie pomóc? A jak coś złego bardzo będzie się działo? Ja przecież w ogień za tobą wskocze - powiedziała
_____________________
hahahahah Lajna :P
-
___________
no co?
Chcecie ślubu...on umiera
no to bd ślub przed śmiertny ;)
-
______________________
aj tam umrze to się ożywi xD
-
________________
ehhh
no weźcie ślub
-
- Gdybym się na to nie zgodził... nie było by mnie tutaj z tobą... - powiedział smutno.
_______________________
JA CHCEM ŚLUP xD
-
_______________
przegłowsoane!!!
-
Przytuliła go, nic nie powiedziała.
__________________________________________
Na serio?
-
____________
no!! NA serio!!
-
________________________
ale tak serio serio?
hiihih
-
________________
FOCH. Obrażam się... Akira nie chce ślubu...
-
____________________________
AKIRA, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIONA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIONA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIONA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO, NA SERIO, SERIO, SERIO
-
_______________________
ja tego nie powiedziałam :P
Ślub może być xD
-
____________________
tu dramat, piekło wyłoni się na ziemię i przyjdzie po Dashi'ego, który akurat będzie się żenił z Akirą w alejce xD
Hahaha będzie super
-
_____________________
YYYYYYYYEEEEEEEEEYYYYYYYYYYYY
ZWYCIĘSTWO!!!!!
-
___________________
Widzisz Akira ;)
-
Weszłam w podskokach.
-
______________________
Akira.. Dashi...
będzie zgon na ślubie!! :P
a kto odprawi ślub??
-
_______________
Akira, strzał w dychę! Podczas ślubu po niego przyjdą xD
-
Zauwarzyłam Akirę i Dashiego.
-Cześć!-powiedziałam rozpromieniona
_____________________
Widzicie jaka ja mądra???
-
___________________
a nie lepiej po ślubie?? niech chociaż jeden ślub się uda!!
-
__________________
no się uda jeden!!
TWÓJ i DEMONA!!!!!
-
Spojrzał na Lajne.
* W takiej chwili... *
___________________
ZGON NA ŚLUBIE!
-
_________________________
Lajna... chodź do mnie na wydmy!! NATYCHMIAST!!
-
Usiadła i spojrzała na Lajnę
-Hej Lajna - rzekła.
*Trzeba będzie im powiedzieć, żeby wrazie czego nie byli zaskoczeni* - przesłała myśl Dashi'emu.
-
WYszłam
-
____________________
Już się robi o pani Blanko!
-
- Wiem... - westchnął.
-
________________
a teraz... patrzcie.. jaką mam moc!! Aż Lajna mnie pani nazywa :P
-
___________________________
hahaha czarodziejka xd
-
__________________
nom abyś się nie zdziwiła... *puff... znikam z tego wątku*
-
Spojrzał na Akirę.
- Co teraz?
-
-ehh... nigdy nie może być kolorowo jak w bajkach, które mama opowiada jak jest się małym. Zawsze musi się coś złego przytrafi. - rzekła.
-Nie wiem, co teraz. Na pewno tej twój "stary znajomy" jeszcze Cię odwiędzi, ja zawsze będę przy tobie... a co dalej co teraz to nie wiem.
-
Wszedł spokojnie na łąkę. Porozglądał się chwilę i dzięki mocy Prędkości Światła przebiegł calusieńką łąkę.
-
Wyczuł zapach innego wilka...
-
Weszłam.
-O nie...słońce-powiedziałam cicho.
-
Patrzyła za biegającym Rautt'em,
-
Usłyszałam White
-Coś się stało, że taka wrażliwa na słonce jesteś? -zapytałam.
-
Uniósł brew.
-
Stanął w końcu tam, gdzie trawa była wyższa od niego. Popatrzył się w górę i specjalnie wywrócił się na grzbiet.
-
-TO było u czarowicy...przewrucilam się na półkę z miksturami...i oto co wyszło-wilkopir.-poleciła mi łza
-
- Wilko... pir? - spytał.
-
-A byłaś w lecznicy Demona? -zapytałam - on chyba powinnien się znać na takich rzeczach, jakiś eliksir odczarowujący bądź czar?
-
-Ta.Wszytko zobię żeby bć normlną waderą...Zemdlałam po wyjściu domu czarownicy.Byli zemą Chorna i Ari.Zanieśli mnie do lecznicy...
-
----------------
Sorki z bląd :P
-
-I co? Robili coś?
_________
ok.
-
-Chrona przeciesz kwiat przyniosła ci kedy byłaś w lecznicy,a Ari pilnował przejcia żebym nie wyszła i nie atkowała innych wilów.W lecznic był Demon i leczył inną waderę,którą chciałam zaatakować...-wyjaśniałam smutno
-
Wszystko to bardzo go ciekawiło.
- Chciałas ją zaatakować... dla krwi...? - spytał White.
-
Zaczęło mu się nudzić.
-
-nie mogłam się powstrzymać...Treraz się jakoś oganiam
-
*A to pewne było wtedy jak byłam nieprzytomna*- pomyślałam i dalej słuchałam wadery.
-
Wbił wzrok w ziemię.
* A czy ja... będę tak samo... pragnął dusz jak inne demony...?*
-
-Poluję na zwierzęta...ale to mi nie wystarcza.Mięsa jest więcej jak krwi.A mięsa nie jadam..I coraz badziej mam chęć zabić kogoś.-Zbierałam się na płacz
-
Stał się niewidzialny i szybko podbiegł do mamy. Stał się widzialny.
-
Przeniosła wzrok na Dashi'ego.
Nie wiedziała jak go wesprzeć, nigdy nie była w takiej sytuacji. Po prostu położyła się i położyła swój smutny pysk na łapach.
-
Uśmiechnęła się do Rautt'a.
Chociaż musiała pozorować szczęście by młode się nie martwiły, noo młode już prawie dorosły basior ale co tam.
-
Potrząsnął łbem. Uśmiechnął sie i spojrzał na swoją ukochaną.
- Nie mogę tak o tym myśleć. Jest dobrze. Nic mi nie będzie.
-
Nie zwracałam uwagi na słońce.Cień był za mną.Zaczęłam powoli znikać.
-
-aaaaaa!-krzyknęłam i pobiegłam schować się w śród drzew.
-
-Na pewno Ci nic nie będzie, nie może - powiedziałam i w oczach pojawiła się iskierka szczęścia a raczej nadziei.
Dalej obserwowała White, bardzo ciekawiło ją jej zachowanie.
-
Spojrzał na wilka stojącego przy Akirze.
- To jest...?
-
usiadłam.Paczałam na niebo.
-
Popatrzył się na waderę, która paczała w niebo (xD).
-
-Mój syn, opowiadałam Ci kiedyś już o Rossie i Rautt'cie -powiedziałam.
*No w sumie to jak jesteśmy razem, kiedyś tam może ślub czy coś... itp. to w sumie kiedyś twoje przyszywane dzieci, czy jakoś tak*
-
Spojżałam na amulet, który dał mi mój przyjaciel z dawnych lat.Przpomniał mi się.
-
Uśmiechnął się.
- Jesczze nigdy ich nie widziałem, wiec nie wiem... Rautt, tak?
-
Zerwałam się.Patrzyłam na mały pagórek.Czółam że coś tam jest.
-
Położył się obok mamy.
- T-tak.. - powiedział nieśmiało do basiora
-
*To tak oficjal*
-Dashi to jest Rautt mój syn, może niedługo poznasz Rossę, Rautt to jest Dashi, mój partner a Wasz przyszły ojczym - powiedziałam.
-
*O nie.Człowieki*pomyślałam
-------------------------------
Człowieki hehe
-
Nie chciał nic powiedzieć.
-
- To nie jest najlepszy moment...
-
-Gdzie człowiek? -zapytałam White po usłyszeniu jej myśli. Szybko się podniosłam na równe łapy.
-
Nie chciał zostać w tyle, więc podniósł się i z prędkością światła podbiegł do wadery.
- Ludzie? Gdzie? - spytał, bo nigdy ich nie widział
-
Na pagórku były dwie dziewczynki.
-E nic ważnego.Nic nie zrobią.-Powiedziałam lekceważąco
-
- Wow! Ludzie! - powiedział i zaczął im się bacznie przyglądać
Miał plan: stanie się niewidzialny i podejdzie do nich..
-
Zobaczyłam dziewczynki,
-lepeij i tak chodźmy stad, mogą być z nimi dorośli, albo jak one nas zobaczą zaczną krzyczeć i przyjdą tu ci ze strzelbami - powiedziałam.
__________________
no teraz jak muszę iść to są "człowieki" :P
pa
-
Przyglądał się ludziom.
-
Zniknęłam w buszu niezauwarzona
----------------------
bay
-
Stał się niewidzialny. Zaczął podchodzić do ludków. xD
-
Zaśmiał się cicho. Przez to stał się widzialny. Ludzie go zobaczyli i wyciągnęli strzelby. Rautt zaczął biec z prędkością światła.
-
Stworzył ognistą linię, żeby ludzie nie mogli przejść. Człowieki odwróciły się i odeszły.
-
Kazał ogniowi zniknąć. Ogień to uczynił. Rautt usiadł.
-
Weszłam.Podleciałam do Rautta na skrzydłach,które znikąd się pojawiły i zaraz potem zniknęły.
-
- Hej Rossa! - przywitał ją
-
Weszłam
-
Zauważył że pojawił się kolejny wilk... Wadera podobna do Rautta.
*To pewnie Rossa.*
-
-Hej!Ludzie tu byli,czy tylko mi się zdaje...?
-
-Cześć!-powiedziałam
-
Uśmiechnęłam się.Popatrzyłam na nieznanego mi basiora...Wzięłam głęboki wdech i poczułam jego zapach.*To chyba Tadashi...*
-
Podszedł do Rossy i Rautta.
- Cześć.
-
*Rodzinka się zebrala* warknełam w myślach
-
- Cześć Dashi. - powiedziałem, tym razem śmielej
- To jest Rossa, Rossa, to jest Tadashi, nasz przyszły ojczym.
-
-Hej...Fajnie cię poznać.-uśmiechnęłam się.
-
- Trochę oficjalnie - uśmiechnął się.
Miał nadzieję że jego zmieniony wygląd ich nie odstraszy..
-
Wywróciłam oczami. Usiadłam i warknęłam. Ślepia moje błyszczały. Kły było widać w cieniu.
*Znów to samo*-wykrzywiłam pysk. Znów stawałam się większa, silniejsza i agresywniejsza. Kły mi znów nie mieściły się w pysku.
-
Nigdy nie widziałem Tadahi`ego, więc nie bałem się go.
-
Uśmiechnęłam się.Chciałam trochę rozluźnić atmosferę,więc...rzuciłam się na tatusia.Zaczęłam go delikatnie podgryzać.
-
Obserwowałam zapoznawanie się Dashi'ego z młodymi.
Jednak zaraz potem rzuciła mi się w oczy Lajna.
-
Zrobiłem to co Rossa.
-
Siedziałam w cieniu. Moje oczy błyszczały w cieniu. Kły stały nienaturalnie wielkie. Nie mieściły się w pysku.
-
Wybuchnął głośnym śmiechem.
-
Warknęłam przyjaźnie na Rautta i rzuciłam się teraz na niego.Przewróciłam go i dziabnęłam w ucho.
-
Warknęłam a potem zawyłam donośnie ale głucho.
-
Podeszłam do Lajny.
-Em co ci jest? -zapytałam.
___________
donośnie ale głucho...
-
Zaśmiałem się, gdy Rossa mnie przewróciła.
-
Wstał i otrzepał się z ziemi.
-
Popatrzyłam na Dashi'ego.Zaczęłam iść w jego kierunku,jakbym na niego polowała...
-
-Mi nic0warknęłam
_____________--
ja spoadam
-
Wstałem i otrzepałem się.
______________
Szkoda Lajna..
-
Usiadł i odetchnął .
-
Rzuciłam się na tatę.Przewróciłam go i polizałam go.
-
-Dobrzee... jak nic to nic -mruknęłam i się cofnęłam.
Jakoś nie chciało mi się dyskutować i mowić, że w to nie wierzę.
Odeszłam trochę i się położyłam w miękkiej trawie.
-
Usiadłem. Zacząłem się nudzić.
-
Liznął Rossę koło ucha.
-
Uśmiechnęłam się i przytuliłam tatę.Zeszłam z niego i podbiegam do Rautta.
Ja muszę lecieć,a do piątku mnie nie będzie :-\
-
Podszedł do Akiry.
____________________
Niedobrze :(
-
Zacząłem się turlać.
___________________
Szkoda Rossa..
-
Westchnęłam i przekręciłam się na grzbiet... po prostu lenistwo.
_______________
szkoda...
pa Rossa
-
Wstałem. Z nudów skoczyłem na mamę. Zacząłem ją lekko gryźć.
-
Usiadł koło Rautta i Akiry.
-
Zeskoczyłem z mamy. Usiadłem sobie i zacząłem się nudzić..
-
Nawet nie zdążyła odgryźć sie Rautt'owi, taka jakaś była przymulona.
-Hah... chyba pójdę się przejść - powiedziała wstając z trawy.
-
Spojrzał na nią.
- Iść z tobą...?
-
-Hmn... jak chcesz. - powiedziała, chociaż zamierzała iść sama, pomyśleć o przyszłości, chociaż może właśnie potrzebowała z kimś przebywać.
-
"Nie mam ochoty zostać sam.." pomyślałem
-
- Jeśli chcesz iśc sama to powiedz...
-
-Mi to na prawdę obojętne, jak chcesz... chociaż może chodź.
-
Wstał.
- A gdzie chcesz iść?
-
-Na jakieś odludne miejsce, gdzie będzie spokój... -zaczęła się zastanawiać które miejsce sprostałoby tym wymaganiom.
-
- O! Ja wiem! A co powiedzie o dolinie smutku? Nikt tam się nie kręci! - powiedziałem
-
-Myślałam raczej o tajdze - rzekła.
-
- Dostosuję się - uśmiechnął się.
-
__________________________________
zw
-
"I tak nikt cię nie słucha Rautt" pomyślałem. Stałem się niewidzialny.
-
Usłyszała myśl Rautt'a jednak nic nie powiedziała.
________________
z/w muszę bratu na[prawić parasol... jeśli potrafię takie rzeczy naprawiać.
-
...
_______________
Spoko..
Siedzę sam myślę co robić mam.. I nagle.. dalej nie pamiętam..
-
_____________________
hmn... parasola nie da rady naprawić, ja muszę iść myju myju postaram się wyrobić w jakieś 30.-40 min.
Także po raz kolejny z/w
-
_______________
yeyy :-\
-
Weszłam i rozejrzałam się po łące.
-
__________________
Jestem.
-
Rozejrzałam się jeszcze raz po łące.
_____________
Cieszę się....że ktoś napisał xD
-
Zauważył białą waderę.
____________
Nwm czy mój wilk cię zna :O xD
-
Spostrzegła basiora....
*Tadashi....*-pomyslałam.
__________________
tak...znają się xD
-
Stałem się znowu widzialny. Zacząłem sobie chodzić po łące.
-
Zauważyłam kolejnego wilka. Źrenice mi się zwęziły a ja po cichutku weszłam w cień jaki znalazłam.
-
Westchnął i spojrzał znów na Akirę.
-
*Nana co się z tobą dzieje?!*-otrzepałam się z transu i wyszłam z powrotem w słońce.Podniosłam ogon lekko do góry.
-
Pojawił się czarny ptak.
-Dos...wiem że to ty!-spojrzałam w stronę ptaka.
-Nie zaprzeczysz jeśli Cię zostawię samą bez opieki?-zachichotał.
-Jak chcesz!-odpowiedziałam Dos'owi siadając na trawie.
-
Wyszłam znudzona.
-
Weszłam z powrotem coś sobie przypominając.
-
-Ahh to ja idę do tajgi, jak chcesz to możesz wpaść - powiedziała do Tadashi'ego i wyszła.
-
Poszedł za nią.
-
-Dos ja już sobie idę...nie wiem gdzie ale idę!-zawołałam do ptaka i wyszłam pewnie.
-
Wyszłam
-
Zostałem sam... Wyszedłem.
-
Wybiegłam.
-
weszła. Usiadła na trawie...
- przecież jest zima.. gdzie ten śnieg??- zapytała sama siebie i popatrzyła na niebo
-
położyła się...
- niby zima.. a nie ma śniegu.. co to za zima bez śniegu?- zapytała
-
przekrzywiła trochę głowę dalej patrząc na niebo...
-
weszłam kulejąc.usiadłam na trawie.popaczałam na niebo.było zachmurzone.zaczą padac snieg.
-
wystawiłam łapę.
-nigdy nie widziałam takiego czegos-dziwiłam się.przyjżałam się temu dokładnie-jaki ładny krztałt
-
było coraz bardziej zimno.zawiał zimny wiatr.zawiewał płatki sniegu do lasku.
-
zimno mi było.wyszłam kulejąc
-
Weszłam
Śnieg zasypał już nie mal wszystko. Burczało mi w brzuchu. Moim czułym węchem, wyczułam jakieś drobne zwierzęta. Poszłam, więc za zapachem. Skradałam się między białą trawą. Ujrzałam pięć dużych szczurów. Wskoczyłam ''do nich'' i za ogony złapałam dwa osobniki. Po kolei obydwa zjadłam ze smakiem. Byłam już wystarczająco najedzona, więc na dziś koniec. Podeszłam do dużej, ośnieżonej wierzby. Jej korzenie były wystarczająco duże aby wciśnąc się pomiędzy je, tak aby nie dosięgał śnieg. Weszłam tam i usnęłam.
-
wyszłam
-
Weszłam.Wędrowałam przez muldy śniegu.
-
Nudziło mi się.usiadłam.
-
ulepiłam ze śniegu kulę.Rzuciłam nią.Zrobiłam drugą.
-
Położyłam się na śniegu.Zasnęłam.
-
Śnieg zasypywał mnie.W końcu utworzyła się wielka mulda.
-
Obudziłam się.Było ciemno i zimno.Wygrzebałam się spod muldy.Byłam cała zmarznięta.Trzęsłam się i zgrzytałam zębami.
-
Teleportowałam się krótkimi odległościami.Wyszłam.
-
Weszłam.Słońce grzało.Wszędzie były kwiaty.Wszkoczyłam w bujną trawe.
-
Ganiałam za motylami.Zobaczyłam sarnę.Zaczęłam ją gonić.
-
Przestałam ją gonić bo zabrakło mi sił.'
-
usiadłam w cieniu drzewa rosnącego na małym wzgórzu
-
nudziło mi się.Wyszłam.
-
Wleciałam z Hikari na plecach.
-
zaszłam z pleców Siostry
-
-Podobało Ci się?-zapytałam Hi
-
I to jak wyszłam
-
weszła. Położyła się na trawie i myślała...
-
zamknęła oczy i zaczęła cicho śpiewać:
There’s nothing I could say to you
Nothing I could ever do to make you see
What you mean to me
All the pain, the tears i cried
Still you never said 'goodbye'
And now I know
How far you’d go
I know I let you down
But it’s not like that now
This time I never let you go
-
otworzyła oczy i wstała. Zrobiła kilka kroków i zaczęła skakać i głośno śpiewać nuconą wcześniej piosenkę...
There’s nothing I could say to you
Nothing I could ever do to make you see
What you mean to me
All the pain, the tears i cried
Still you never said 'goodbye'
And now I know
How far you’d go
I know I let you down
But it’s not like that now
This time I never let you go
I will be all that you want
And get myself together
'Cause you keep me from falling apart
All my life I’ll be with you forever
To get you through the day
And make everything okay
I thought that I had everything
I didn’t know what life could bring
But now I see, honestly
You're the one thing I got right
The only one I let inside
Now I can breathe, 'cause you're here with me
And if I let you down
I'll turn all around
'Cause I will never let you go
I will be all that you want
And get myself together
'Cause you keep me from falling apart
All my life I’ll be with you forever
To get you through the day
And make everything okay
'Cause without you I can’t sleep
I'm not gonna ever, ever let you leave
You're all I’ve got, you’re all I want, yeah
And without you I don’t know what I’d do
I can’t never, ever live a day without you
Here with me, do you see,
You're all I need
I will be all that you want
And get myself together
'Cause you keep me from falling apart
All my life I’ll be with you forever
To get you through the day
And make everything okay
-
wybiegła dalej nucąc...
-
Weszłam.
-
Weszłam,radośnie merdając ogonem.
-
-Zaczynamy?-spytałam
-
-Jasne!
-
-Na początek mnie spróbuj złapać!-powiedziałam. Zaczęłam uciekać najszybciej jak umialam od czasu do czasu zwalniając.
-
Ruszyłam w pogoń za Lajną.Praktycznie nie miałam szans...Ale wciąż zaparcie próbowała dogonić ciocię.
-
-Dawaj mała!-powiedziałam. Zwolniłam bieg.
-
Zaśmiałam się,stałam się niewidzialna i rozłożyłam skrzydła.Wzbiłam się w powietrze i szybko przeleciałam na d Lajną,która zwolniła i wylądowałam przed nią,pojawiając się.
-Mam cię!-powiedziałam,łapiąc ją.
-
-Bravo!-powiedziałam. I klasnęłam w łapy.
-To teraz chowanego. Ja się schowam między drzewami lub na drzewie a ty musisz zwinnie i tak zrobić to bym cię nie zauważyła.-powiedziaolam
-
-Dobra...czyli znaleźć cię,nie będąc zauważonym?
-
-Masz zrobić tak abym Cię nie widziała kiedy bd do mnie podchodzić. Ale masz tym razem mocy nie używać. Rozumiesz?-spytałam
-
-Łooo...to mi utrudniłaś.Rozumiem.-powiedziałam,po czym usiadłam i zamknęłam oczy.
-
Zaczęłam się skradać. Doszłam do drzew. Wskoczyłam na kilka po kolei. W końcu wskoczyłam na najwyższe drzewo. Zmieniłam się w zielonego wilka.
-
Otworzyłam oczy.Wokół nikogo nie było.Za to czułam zapach Lajny...dokładnie wiedziałam,gdzie jest.Tylko jeszcze nie wiedziałam,jak ją zaskoczyć...Poszłam w przeciwnym kierunku niż Lajna.Zaczęłam krążyć pomiędzy drzewami,skradając się.W końcu zaczęłam powoli zbliżać się do Lajny...Kiedy byłam dość blisko,wspięłam się na drzewo niczym wiewiórka...Zaczęłam skradać się pośród gałęzi,by w końcu stać na grubej gałęzi nad moim celem.Gałąź była tak gruba,że z dołu na pewno nie było mnie widać.W końcu zeskoczyłam z niej prosto na Lajnę.
-I znów cię mam!
-
-Osz ty!-zasmiałam się.
Wzzięłam Rossę na grzbiet i zeskoczyłam z drzewa.
-
Zaśmiałam się.
-
-Hmmmm teraz musisz w tym lesie(a jest on duży) złapać młodą sarenkę i ją tu przywlóc.-powiedzialam
__________________________
Opisz cały przebieg tego
iiii
http://www.watahapierwotnych.darmowefora.pl/index.php/topic,939.0.html
-
To jest łąka..
-
Wyczarowałam las. Było tam pełno młodych zwierząt.
_______________________---
Pasi?
-
Uśmiechnęłam się,zeszłam z Lajny i rozpoczęłam poszukiwania sarenki.
-------------------------------
Pasi i to bardzo ^^
-
_____________
^^
-
Po chwili wpadłam na trop poszukiwanego zwierzęcia.Szybko pobiegłam za nim,a kiedy byłam już niedaleko,zwolniłam i zaczęłam się skradać...Powoli,powoli...skoczyłam na sarenkę,a właściwie tuż obok niej...zwierzyna zaczęła uciekać,ale nie poddałam się-zaczęłam ją gonić.Biegłam ile sił mam w łapach,żeby ją złapać.W końcu wykonałam wielkiego susa wprost na grzbiet sarny.Szybko i mocno wgryzłam się w jej kark,a zwierzę upadło.Zadałam jeszcze kilka ugryzień,przytrzymałam sarnę,aż przestała się ruszać i zeszłam z niej.Zadowolona z siebie zawyłam głośno.
-
-Polowanie udane..-powiedzialam, gdy usłyszałam wycie.
-
Uśmiechnęłam się i zamerdałam ogonkiem.
-
Wbiegłem u siadłem wpatrując sie w wadery ..
-
Zawyłam*inaczej- WRACAJ JUŻ*. Usiadłam. Zobaczyłam Ariego. Posłałam mu szeroki usmiech.
-
Wzięłam tylko kilka kęsów sarny i wróciłam do Lajny.Nie zwróciłam większej uwagi na basiora.Zaczęłam wylizywać się z krwi.
-
Siedziałem cicho ,by nie przeszkadzac im ..
-
Oblałam wodą Rossę.Później wiatrem wysuszyłam.
-Już..-usmiechnęłam się
-
-Dzięki!-zaśmiałam się i przytuliłam ciocię.Dawno tego nie robiłam...
-
-DObrze już dobrze..-powiedziałam. Oblałam wodą Ariego a ten natychmiast napęczniał.
-
- Dlaczego to zrobiłas ? -zaśmiałem się po czym dodalem - ja musze uciekac wpadłem tu na chwilkę ..sprawdzić jak idzie .
Wykrzyczałem powoli sie oddalając.
-
Zaśmiałam się...
-
Pokręciłam łbem.
-To co starczy na dzisiaj Rossa??-spytałam waderki
-
Wybiegłem śpiesząc się ..
-
-Chyba...ale to od ciebie zależy.W końcu to ty jesteś moją trenerką.-uśmiechnęłam się.
-Dziękuję.
-
-Nmzc.-powiedzialam.
-Może go pośledzimy?-spytałam z chytrym uśmiechem na pysku
-
-Jeśli chcesz...chodźmy!-powiedziałam.
-
Wskakuj!-powiedziałam.
______________________________
Dopisz +10 szybkość, +10 czujność, +10 odwaga
-
Posłusznie wykonałam polecenie.
------------------------------------
Dzięki :D
-
Wybiegłam z Rossą na grzbiecie.
-
Weszłam i wzniosłam się, po chwili zauważyłam jak Lajna z Rossą Trenowały, albo się bawiły nie wiem wyglądało prawie tak samo zeszłam i schowałam się w krzakach.
-
wyszłam z ukrycia wzniosłam się i wyleciałam
-
weszłam śpiewając i kiwając się na boki
Wódko ma wódko ma wódko ma,
któż bez ciebie sobie w życiu radę da,
jesteś miła, chociaż żrąca,ale dobra i pachnąca
ja bez ciebie nie potrafię dłużej żyć
-
zauważyłam sarnę stojącą za krzakiem
-ty!k***a!nogi ci odpierdzeliło!
-
podbiegłam do sarny a ta odbiegła
-poczekaj!nóg ci pogrzycze!
-
Weszłam. Wyczułam dziwny zapach.
-Sharingan-powiedziałam. Moje oczy zmieniły się.
-
zauważyłam mamę,podeszłam do niej
-cześć mamo!co tam u ciebie-objęłam ją łapą i kiwałam się na strony.
-
-Jezu! Sierra a co Ci się stało?-popatrzyłam na nią. Łape widać miała rozciętą. Powąchałam ją. *Marycha*-westchnełam w myślach.
-
-a to tto-machnęłam łapą-ja tu się fajnie bawie
-
-Dziecko czy tu oszalałaś?!-krzyknęłam wściekła na małą.
-
-ale czlowieku o co cchi chodzi? uspokuj się! wyluzuj...choc ze mną a bd ci lchepiej
-
Złapałam ją za kark z połowy siły.
-Jeszcze raz a dam CI te twoje "wyluzuj"!-warknęłam
-
-ej no puszczaj mnie człowieku! -teleportowałam się za laj-chcesz sie wyżyc to idź sie bic z kim innym
-
Przygniotłam Sierrę do ziemi. Wyszczerzyłam kły.
-Ty mała jedna debilko! Uspokój się!-krzyczałam.
-
Wleciałam.
- Cholera, bójka a ja nic nie wiem? - wyszczerzyłam kły i dopiero wtedy zobaczyłam Lajnę, która przygniata Sierrę - O co poszło?
-
-chcesz wojny!chcesz!Okay bd wojna-byłam niewidzialna.teleportowałam się 2 metry dalej i wytworzyłam wysokie fale dźwiękowe które paraliżowały mózg.
-
Kopuła się zamnknęła. Dźwięki nie dotarły.-Łatwo to było przewidzieć młoda-powiedziałam.
-Pawāshēdo!(moc cienia)-krzyknęłam a tu zrobiło się parno, zimno i chłodno.
-
- Sierra! - warknęłam i zaczęłam świecić. Rozłożyłam skrzydła groźnie, świecąc dalej.
-
wytworzyłam pole siłowe przez,ktore zadna moc nie przejdzie
-
-Katon!-krzyknełam. Zionęłam wielką kulą ognia.
-
weszłam śpiewając i kiwając się na boki
Wódko ma wódko ma wódko ma,
któż bez ciebie sobie w życiu radę da,
jesteś miła, chociaż żrąca,ale dobra i pachnąca
ja bez ciebie nie potrafię dłużej żyć
Osz ty! Skąd to znasz?
Ostatnio jak byłem na borówkach o cały czas mi to w głowie grało :P
-
Weszła (czarna pantera, a jak! <3). Szybko wyczuła wilki. Ruszyła w tamtym kierunku. Na widok walki uśmiechnęła się drapieżnie.
-
Wszedłem i podbiegłem do walczących wilków na chwilę przystanąłem by się im przyjrzeć.
______________
-ej no puszczaj mnie człowieku! -teleportowałam się za laj-chcesz sie wyżyc to idź sie bic z kim innym
Człowieku? :P hahaha
-
zrobiłam wybuch bomby atomowej który rozjaśnił niebo
-----------
moj dziadek jak jest nawalony to spiewa tak xD
-
____________________________
Już po zabawie bo panna Blue tu przyszła
-
Wysunęła pazury, ale jeszcze nic nie robiła. Usiadła.
----------
A no, problem <:
-
Zasłoniłam oczy.
-Sierra Ogarnij się!-krzyknęłam
-
Nie składałam skrzydeł. Nie zważałam na Demona i Blue.
- Obydwie się uspokoić. - wycedziłam, jak zwykle mówi Snape z Pottera - W tej chwili.
-
wytworzyłam silny wiatr który wyrwał drzewa i ponosił wsztstko
-nigdy!!
hihi
-
-Kaguya!-krzyknęłam. A kości utworzyły tarczę.
-Atak wodny!-krzyknęłam w woda zalała łąkę.
-
Nie poruszyłam się z miejsca.
- Sierra! To, że przeszłaś na Punk, to nie znaczy, że musisz się tak zachowywać! Twoi rodzice martwią się o ciebie, a ty się zachowujesz jak chcesz. Nie jesteś pełnoletnia, więc jeszcze nie możesz robić co chcesz! Jak dorośniesz - proszę, droga wolna. Ale teraz się opanuj! - warknęłam
-
Zasłoniła się przed wodą.
-Ogranicz się może z tymi żywiołami?
-
-pole schilowe!!!!-krzyknęłam i zasłoniłam sie,polem silowym.byłam nie widzialna co sprawialo wrarzenie ze woda zmiotla mnie z ziemi.podeszłam do lajny zlapalam ja za szyje i dusilam
-
*A taka walka* pomyślałem lekko nie zadowolony, przecież co będę się wtrącał w rodzinne sprawy? Położyłem się tam gdzieś i tylko obserwowałem je.
Zrobiłem obok siebie z lodu taki jakby okrąg i woda nie mogła się do mnie przedostać.
-
Skoczyłam na Sierrę. Przydusiłam ją do ziemi. Przybiegł kotołak z magiczną liną. Podał mi ją i wybiegł. Chwyciłam linę i związałam Sierrę.
Mogą cię rozwiązać 2 wilki w tej samej minucie.
-
-kurr-prhbowałam sie wydostac z liny.wyczarowałam w łapach ogień i wypalałam line
-
Sierra, nie możesz spalić liny.
-
Patrzyła z rozbawieniem na tą 'walkę'.
------
Nie da się liny wypalić.
-
-----------
spalić okay!?
poza tym jak by nie dalo siejej przerwac to ja tylko proboje xD
-
Ziewnąłem ospale lecz dalej się przyglądałem.
-
- I co teraz powiesz? Masz przestać palić marichuanę. Będziesz mieć chore płuca. - mruknęłam - A alkohol? Pfy..
-
*demon,kurna zamiast ziewac to mogl bys mi pomoc* przesłałam mysl TYLKO do demona
-bd co mi szkodzi .??
-
-Ależ równa ta walka. 2 Bethy naprzeciw szczeniaka - wymruczała zażenowana.
-
*A niech że robi co chce, zmądrzeje i przestanie* pomyślałem i się położyłem na brzuchu.
-
-zgadzam sie z blue.
-
-Sierro do jasnej ciasnej się opanuj!-krzyknęłam. Dodatkowo związałam pnączami (z magii) Sierrę.
___________________________
Sorry byłam na kolacji :}
-
-------
Pnączami? Skąd ty masz niby pnącza? ;-;
-
uslyszalam mysl demona
*to bd najlepsze rozwiazanie*
-odpierdl sie ode mnie wszyscy!-teleportowałam się kilka metrów dalej
-
_____________________--
Mam ci poprawić na "pnączami z magii"??
Nie mam urodzaju to chyba bd oczywiste że z magii
-
--------
c8 czy tylko ja tak jestem zboczona ze to mi przypomina...no wie ie co...
-
-ALe zabawa..-powiedziałam. Zaczęłam kopiować ruchy Sierry. Wszystko co robiła "powracało" do niej.
-
-Młoda, rób co chcesz ale z szacunkiem się odzywaj do starszych -warknąłem i wstałem.
-
,-okay ale niech ona wszystkiego sie nie czepia!!!-pokazalam na lajne
----------
powracało ??nie rozumiem
-
_____________________
Kopiuje twoje ruchy i je tym samym wykonuję =)
-
--------------
okay
-
-Ehh... - westchnąłem i patrzyłem na związaną Sierrę./
-
-Sierra uspokój się! Masz dopiero rok!! Chcesz sobie życie zniszczyć?! Wiesz jak ciężko to później odbudować? Sama się o tym przekonałam-powiedziałam. Patrzyłam dokładnie na ruchy Sierry.
-
wyczarowalam blokade umyslu.nie dochodzily do mnie zadne dzwieki z zewnatrz slyszalam bice sierca
-
-Agr. Najgorsze co może być!-warknęłam.
-
odblokowalam blokade
-okay to bd sb tak tutaj zwiazana -powiedzalam sarkastycznie
-
-Tak będzie najłatwiej-powiedziałam.
-
-Moja obecność jest tu zbędna -mruknął i wyszedł.
-
-super moja wlasna matka pozbawila mnie zycia!!
-
-Cieszę się-powiedzialam sarkastycznie
-
-nie mam matki...
-
-widzę że przeszkadzam ci w życiu.Okay mogłaś wprost powiedzieć!
-
Wyszłam.
Sierra, jesteś dalej w linie. Nikt cię nie uwolnił.
-
Wybiegłam.
__________________________-
właśnie
-
Z liny nie można, bo to jest sprzeczne, muszą cię 2 wilki w 1 minucie wyciągnąć.
-
Wyszła.
-
---------
pokój
usunelam wiadomosci xD nadal jestem na łące
-
_________________________
Hyhy teraz to mówisz jak Cię wyniosłam na Pratatum?
-
----------
ja tam nic nie przeczytalam jak ty mnie na pratatum
tak teraz mowie!!
-
___________________
Jak Cię ratowałam napisałam że Cię wzięłam na grzbiet i wyszłam.
-
ale ze mnie wnioslas na pratatum to nic nie bylo napisane
-
---------
a poza tym to pratum sie mowi
-
__________________________
Ehhhhhh.........
Oj tam oj tam
-
-------
ahhhh
a czy laskawca lajna wkońcu pusci mnie z tej zasranej liny
-
________________
Ja sama nie mogę :P
PS: nie usunęłaś 2 postów z pomostu
-
--------------
bleee
"wysuwa jesyk do lajny"
-
grzyzie pnącza i linę.
-
Weszłam.
-I już jestem...To co do Domu Cię zanieść??-spytałam Sierry.
-
-wystarczy jak mnie rozwiążesz z tej liny .Dalej sobie poradzę
-
-Nie rozwiążę Cię dopóki masz zamiar być "Pankówą"-powiedziałam i siadłam
-
-emmm...hello chyba jestem
-
-ehh inaczej to zrobimy...-wybuchłam jak bomba,ale nie uwolniłam się z liny.
-
-Sierra!Uspokój się już!-krzyknęłam
-
-ja chce wyleść z tej zasranej liny!!!!
-
lina zaciskała się
-aaaa!pomocy!!
-
-Kłam sobiee.-powiedziałam.
______________________
Ta lina się nie zaciska >.<
-
-ja nie kłamię...
----------
to przeciesz magiczna lina xD awaria
-
Wszedłem i zobaczyłem Sierre w linie i Lajne ...
-Co tutaj się dzieje ?
-
nie miałam siły mowic
-
-Wredota jedna na puk przeszła i muszę się teraz z nią użerać. A na dodatek twoerdzi że się "dusi"-powiedziałam i wywróciłam oczami
-
Wywróciłęm oczami po czym spojrzałem na Sierre :
-Co znowu naskrobałaś ?-wyszeptałem .
-
*trzeba było wprost powiedzeć że przeszkadzam ci żyć*-przekazałam ze zloscią mysl do lajny
-
-Sierra! Zrozum to że ja Cię kocham! Nie przeszkadzasz mi w życiu!-krzyknęłam
-
- Powiecie mi wkońcu co tu się stało czy nadal bd się nad soba pastwić !-wykrzycząłem podchodząc do Sierry -Nie sądzisz ,że lepiej by było ją puścić ..
-
Zwiesiłam łeb i zakryłam się łapami. Nie dawałam już sobie rady.
-
* taaa jasneee*- przekazałam mysl do laj
-
Podszedłem do Lajny i objąłem ją ..
- Hej ..hej wszystko ok ?
-
-Sierra przestań!-krzyknęłam. Wyrwałam się dla Arsera i wybiegłam.
-
miałam delikatny usmiechmna twarzy.Wystawiłam pazury i zaczelam drapać linę
-
-Tak cie to cieszy - wydukałem dodając - To teraz siedz tu i przemyśl sobie to co zrobiłaś ...Ona tak się stara ,a ty niczego nie rozumiesz ...
Wybieglem
-
Co się stało.
-
_____________________________
SIerra przez ciebie własna matak ma depresję >.<
-
-tsak jest mi bardzo wesoło-szepnęłam
@-------
wiem. ×3
-
Z kapcia dostaniesz !
-
-------------
fajnie ×3
-
___________________
Chamówa z CB!!!
-
Starr chodź dalej trenować.
-
________________
Star?
-
i know!! ×D
starr??
-
Niewidzialny mnie tu już nie ma .. :)
-
Weszłem.
-Dziś łąka wygląda pięknie oznajmiłem, i położyłem się pod drzewem.
-
znowu wybuchnęłam jak bomba.Osłabiło to linę.
-
_________________
Pamiętaj sama wyjść z tej liny nie możesz!
-
Przyszłem. Położyłem się pod najwyższym drzewem zanudzony.
-
Wszedłem i zacząłem spacerować wzdłuż łąki, bliżej tych krzaków co ją otaczały.
-
W moim umyśle zaczął przemawiać jakiś głos, który przyciągał mnie do piekła. Odbiłem się mocno na skrzydła i wyleciałem.
-
Wyszłem.
-
-gowniana lina!!!!
--------
i know!
-
byłam senna.powoli zasnęła.Wyglądało to jakbym załamałam się w krzyżu.
-
śniło mi się że gadam z owcą o kartoflach i wódce.Nagle zauważam znajomy krzaczek.Przypomnialo mi sie że tan krzaczek to marichuana i zaczelam palic.nagle znalazłam się nad oceanem i zaczęłam spadać.kiedy miałam sie zderzyć z taflą wody zerwałam się i krzyknęłam
-Kartofel!!
-
__________________
haha
-
------
w realu mi sie podobny snil xD
-
__________________
;D
To musiałaś mieć ubaw
-
--------
tam akurat walczylam z bylym wampirem demonem xD a nie gadalam z owcą xD
najfajniej sie spadalo xd
-
___________________
hyhy
-
burczalo mi w brzuchu,bylam cala spocona i zla
-
Sierra nie przestrzegasz regulaminu.. >:(
-
-Spoko.Idziemy gdzieś?
-
-Dżungla?Las?...
-
Ale i tak nie można, to jest Magiczna lina (patrz Sklep >> Magiczne przedmioty/amulety/talizmany)
-
-okay.-wyszłam
-
-----------------------------
To co ja miałam k***a zrobić jeśli łaskawa lajna i ty karo nie chciałyście mnie z tej liny wypuścić???Co??!!!!
-
O przepraszam, ale ja jestem w Mrokach i jestem zua. Czeba było kogoś poprosić.
-
Tak, czepiam się. I będę się czepiała, po prostu trzeba przestrzegać prawa.. Jak tego nie odwołasz, zgłoszę Demonowi.
-
Bo tej liny tak ot, nie można zamrozić. Bo to jest Magiczna Lina (Uwolnić ją mogą dwa wilki w tej samej minucie). Jeśli nie odwoła tego całego zajścia, zgłaszam Demonowi ._.
-
Ale ja zamrazam WSZYSTKO czego dotkne BEZ WYJATKU. -.-
-
Nie tyczy się to magicznych przedmiotów. Jakieś ale? Nie?
Kto jeszcze raz coś powie, to zgłaszam do Demona i po sprawie.
-
A żebyście wiedziały, że i owszem. Jesteście zgłoszone. Ja się więcej nie odzywam.
-
-Emm... Spróbuję to zamrozić - tak żebyś ty nie stała się bryłą lodu - i to rozkruszysz. -podeszła do niej i zamroziła łapą linę.
-Okayy-Kiedy lina była wystarczająco krucha,rozłożyłam łapy i lina się rozpadła-Dziękuję Ci!!!!--powiedziałam z radością
* Magiczna Lina - związanego nią wilka mogą uwolnić tylko dwa wilki, które zrobią to jednocześnie w tej samej minucie.
Jest coś takiego jak czytanie ze zrozumieniem, i w opisie Magicznej Liny dokładnie pisze jak można z niej uwolnić wilka. Nie dociera to?
Ale ja zamrazam WSZYSTKO czego dotkne BEZ WYJATKU. -.-
Magiczne przedmioty są właśnie wyjątkami, po to mają takie specyficzne cechy by było ciekawiej, atu zamrozi i bęc, nie ma tak. Bo jej się nie da nic zrobić. Muszę zorwiązać ją dwa i wilki i koniec!
Całe to zamrożenie jest nie ważne, macie pousuwać te posty, wraz z kłótnią, do momentu aż Scar wchodzi na łąkę i napisać tak jak trzeba! Czyli Sierra jest dalej w linie, dwa wilki muszą ją rozwiązać i po problemie, bez żadnych wyjątków.
-
Weszłam i usiadłam gdzieś na trawie...
-
Leżałam związana w wysokiej trawie ,co dawało wrażenie że mnie tu nie było.poruszyłam się bo wiedzałam że ktos na tej łące jest.
-
Usłyszałam delikatny szelest. Odwróciłam się i zobaczyłam "coś", pomyślałam, że to zając (bez obrazy). Podeszłam i zauważyłam Sierrę. Przekrzywiłam głowę.
-
-Czego chcesz?!-odwróciłam sie mysląc ze wrog jest za mna,jednak zauwazylam zdziwoną misty
-O...czesc misty!
-------
spk xD
-
-Yyy... Czemu leżysz tu...-Ucięłam i przyglądnęłam się jej- Związana? -Dodałam po chwili.
-
-eeemm marychuane paliłam i dostało mi się...to i owo...k dlatego mnie związali
-
-Co paliłaś?- Spytałam niedowierzając....
-
-noo...marichuane i odpalało mi troche...
-
-Chyba bardziej niż trochę, skoro siedzisz związana...
-
-taaa...i czekam tu sama...jak palec...
-
-Na kogo czekasz?
-
-na nikogo...
-
-Aha, a jakoś się wydostać nie możesz? Czy może nie chcą żebyś stąd wyszła?- Uśmiechnęłam się.
-
-sama nie wiem...pewnie to moja kara...
-
-Może... Posiedzieć tu z tobą, nie będzie ci tak nudno...Chyba. - Mruknęłam
-
-dzięki że poświęcasz mim swój czas...
-
-Nie ma sprawy. I tak nie mam co robić
-
uśmiechnęłam się.
-
Usiadłam koło Sierry.
-
-Podobno nie jesteś duchem...czy to prawda?
-
-No tak, już nie jestem. A ty skąd wiesz?
-
-Słyszałam jak ktos w lesie o tym mowil,i ty sama nie jesteś taka...przejzroczysta..
-------
musze spd bayo :-[
-
-No nie jestem...
______________
Pap -.-
-
-Cieszysz się?
-
-Raczej tak, bycie dychem było troszeczkę wnerwiające.
-
-racja...też bym się nie ucieszyła gdyby ktoś mnie zabił a potem być duchem...
-
-Z tym zabiciem, to też nie było tak, jak ci się wydaje...-Mruknęłam
-
-przepraszam jeśli cię uraziłam...-powiedzałam
-
-Nie, nie uraziłaś, tylko nie lubię o tym rozmawiać.
-
To ja przyjdę i wam opowiem xDDD
-
Zrobiło mi się głupio.
o irozwiarzece mnie i sory za blady bo nie chce mnie sie pisac polskich znakow xD
-
Karo...xD
-
nie nie ja ppslucham xD
-
Spojrzałam na Sierrę...
Może jak będę na laptopie to ci opowiem...
-
patrzylam przed siebie.
------
czekam...
-
-Trochę nudnawo-Powiedziałam...
XD
-
-ja tak mam cały czas...
-
-A właściwie, od kiedy siedzisz związana?
-
-od tygodnia...chyba.Straciłam rachubę czasu...
-
-I nikt nie miał zamiaru ci pomagać? A rodzice?
-
Wszedłem i podbiegłem do nadal związanej Sierry !
-
Spojrzałam na Arsera.
-
-nie obchodzi ich to...wszystkich nie obchodzi..
zobaczyla arsera
-o to jest was dwoye...
-
- Nie rozumiem czasem ,co tu się dziej -wydukałem sam do siebie po czym próbowałem rozwiązać Sierre !
-
-Może pomóc?
-
to magiczna lima wiec trzeba tea zatrudnic micty xD
-
- Jeśli byś mogła -wydukałem..
huehueuhee do boju !!!!
-
to rozwiazujta mnie xD
-
-Mogła...-Uśmiechnęłam się i zaczęłam ciągnąć delikatnie linę.
-
-coś mnie łupie w kościach...
-
-A co się dziwisz. Tak długo związana-Pewniej pociągnęłam liną
-
- Się nie dziwie ...Doś długo już tak siedzisz -powiedziałem ...
-
-nie zdziwię się jak nie będę mogła chodzić...
-
- Nie chodzić to powinnaś chodzić ,ale na początku będzie ci trudno równowage złapać ..
-
-Pijak-Zaśmiałam się...
-
-raczej narkoman...-zaśmiałam się
-
-hah no tak będzie jakby była na haju -wygderałem
-
poslala, mu zimne spojzenie
-
-My tu gadu, gadu, a lina się sama nie rozwiąże-Pociągnęłam mocno.
-
-wlasnie...
-
Zacząłem pomagać jej rozwiązywać line..
-Przepraszam..
-
-Chyba się rozwiązuje...-Mruknęłam
-
muszem spdac bayo :-[
-
Pap
-
- nareście -wymamrotałem z poza zaciśniętych kłów ..
Bay :-\
-
-Już-Spojrzałam na rozwiązaną linę.
-
Spojrzałem na line po czym na Sierre ..
-
-No to ja się już raczej na więcej nie zdam-Wymamrotałam i zaczęłam się wycofywać.
-
-Dzięki za pomoc -powiedziałem spogladając niepewnie przed siebie ..
-
-Nie ma za co-Powiedziałam i wyszłam
-
_________________________
No super -,-
-
Co się stało ??
-
-jak dobrze rosprostować kości-rozciągnęła się leczmnie mogla chodzić
haha lajna ma cykora bo sierra jest wolna !!!muahaha. :P :P
-
czołgała się.po kilku metrach wstała na łapy.powoli stąpała po miękkiej trawie.zabrała linę i wyszła
-
_________________
Nie mam cykora najwyżej znów zwiążę
-
-------
okay czyli chcesz zebym sie przepisala do innej watahy?hę?
-
Wszedłem. Usiadłem pod drzewem czekając za Misty.
-
Weszłam
-Dobry-Powiedziałam patrząc na Niewidzialnego.
-
-Hej powiedziałem.
-Co tam?
-
-U mnie jak zazwyczaj to bywa, nic ciekawego, a u ciebie?
-
-Nic nowego zostałem trenerem siły, i takie tam...
-
-To chyba dobrze... Nie znam się zbytnio- Zaśmiałam się...
-
-Zapraszam na trening powiedziałem z uśmiechem.
-
-Mnie na trening? To by było ciekawie, czasem troszku ciapciowata jestem...
-
Uśmiałem się
-Podobasz mi się.
-
Zarumieniłam się lekko, ale nic nie powiedziałam.
-
-Nieprzeszkadza ci to???
-
-Nie, chyba nie...
-
-To dobrze
-
Uśmiechnęłam się.
-
Zauważyłem pięknego kwiata i podarowalem go misty
-to dla ciebię.
-
-Dziękuję
-
-Jesteś jak ten kwiat, piękny u cudowny.
-
Zaśmiałam się cicho.
-To bardzo miłe.
-
Jesteś jak te słońce, promienie i gorące :D
-
-Jeszcze raz dziękuję- Podeszłam do basiora i liznęłam go delikatnie po pysku.
-
D... Dziękuję. To.. To miłe.
-
Bardzo miłe.
-
Znów się uśmiechnęłam.
-
-Ja, ja, ja się chyba... Zakochałem
-
-Ja chyba też-Powiedziałam do siebie cicho...
-
Przytuliłem się do Misty
-
Odwzajemniłam gest.
-
-Kocham cię wyszeptałem.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebię.
-
Nie wiedziałam zbytnio jak powinnam się zachować, było to dla mnie nowe doświadczenie, po chwili ciszy z mojej strony ocknęłam się.
-Ja... ciebie też kocham- Wydukałam.
-
-Nie nudzi ci się? Spytałem.
-
-Nie, raczej nie...
-
-Zachód słońca. powiedziałem.
-
Spojrzałam w tamtą stronę...
-
-Zahipnotyzowałaś mnie swoim sercem i miłością.
-
-Nawzajem-Powiedziałam i znów liznęłam basiora.
_______________________
Muszę jechać po koleżankę, dzisiaj już raczej nie wejdę...-.-
Pa
-
-dziekuje powiedzialem.
__________________________
Szkoda, dozobaczenia
Pa
-
Pożegnałem się z misty i wyszedłem.
-
_____________________________
O.o
Jakie sweet! <3
-
Wyszłam.
-
Wyszedłem..
-
Wbiegła. Usiadła i zaczęła pleść wianek.
-
Zrobiła wianek. Wyszłam.
-
Wszedł. Zaczą biegać po łące.
-
Stanąłem i usiadłem.
-
Wstałem i wyszedłem.
-
Weszłam, już i tak miałam sporo problemów, a Demon tylko to wszystko dobił. Położyłam się i zwinęłam w kłębek płacząc..
-
Wleciał smok cienia i stał się niewidzialny
-
Spojrzałam gdzieś w przestrzeń.
-
Podszedł powoli do wadery
-
Patrzyłam twardo przed siebie, po głowie chodziły mi różne myśli, miałam tego dosyć.
-
Wleciałam wraz z dużym wiatrem. Leciałam po niebie jako biały ruchomy punkcik.
-
Wyczuł drugiego wilka, tylko w powietrzu? Spojrzał się na niebo i stanął nie ruchomo
-
Przyśpieszyłam lotu. Za mną pojawiła się ognista smuga. Przelaciałam nad trawą podpalając ją i wznosząc się wysokooooo.
-
Położyłam głowę i zakryłam się ogonem. Już na nic nie miałam siły, chciałam iść gdzieś daleko i nie wracać, jednak coś mi na to nie pozwalało.
-
Spojrzał na ogień, po czym dmuchnął w jego stronę. (xD) ogień zgasł, smok pojawił się i usiadł.
-
Zaczęłam lądować. Moja droga hamowania była długaaaaa. Trawa za mną się paliła tak jak moje skrzydła.
-Yeah!-krzyknęłam
-
Słysząc Lajnę spojrzałam na nią.
-
Smok dmuchnął w ogień, po czym on zgasł..
-
Zerwałam się. Nie chciałam nikogo widzieć, zaczęłam iść przed siebie.
-
__________
z/w kobitki xD
-
Zaśmiałm się. Moje skrzydła znów płonęły złożyłam je. Podeszłam do Miss z uśmiechem.
-Hej! A Co Ci?- spytałam
-
-Odejdź.
-
Uniosłam brwi.
-Co Ci?-powtórzyłam pytanie.
-
-Proszę Cię, odejdź.
-
Skrzydła zapłonęły mocniej lecz stanęłam. Odwróciłam się i podeszłam do Niewidka.
-A jej co?-spytałam
-
Wchodzi niczym nie proszony gość, obojętnie spojrzał na wadery kruki przyleciały za nim i szybko wylądowały na grzbiecie wilka.
-----------
Mam nadzieję że za bardzo nie będę denerwować, ale serio jakoś chyba martwo jest na forum .-.?
-
Wyszłam.
-
-Cześć!-krzyknęłam z daleka do Cov.
-
-Hm?...a.. cześć.. - Trochę nieobecnym wzrokiem spojrzał na Lajnę, usiadł na trawię i spoglądał na kruki.
-
-A ty bez Ver?-spytałam
-
-Nie wiem gdzie się podziewa.
-
Uśmiechnęłam się. Rozłożyłam skrzydła by zgasły. Gdy zgasły złożyłam je.
-
Kazał złazić krukom z grzbietu, grzecznie się posłuchały ale wzrok miały taki sam jak wilk, posępny.
-
(Holly Bena czyta. I szpieguje, ale wbije za godzinke )
-
________
Yyyy.... Laj, niewidka tu nie ma....
-
______________
Cś! Ona ma zwidyyyy xD Haha
-
________
Aaaaaa......
-
-Ta... yhm-powiedziałam i wyszłam
-
Smok wyleciał.
-
-Holly, moja kochana koso, choć!
-
Pojawia się przed Aszli, ociera się o niego bokiem i siada.
- Z Mhrocznych miejsc przerzuciłeś się na łąki?
-
-W Mhrocznych miejscach jest zawsze mało istotek, były dwie wadery ale sobie poszły. - Spojrzał na horyzont łąk i zobaczył w oddali jakąś czarno-białą plamę, kazał któremuś krukowi zobaczyć co to jest, szary kruk został wybrany przez resztę, okazało się że to jest krowa, biedactwo się zgubiło najwidoczniej, bez namysłu zakazał krukom ją zabić, wszystkie ruszyły w stronę krowy i rozpoczęła się ich uczta, szponami rozrywały ciało a dziobami połykały mięsko.
-
- Huh, może i racja. Większość tylko popisuję się, że jest kimś lubiącym mhroczne, straszne miejsca i jest zły i okropny, ale jak przyjdzie co do czego to już wymiękają. - wymruczała z pewnym zażenowaniem. Patrzyła co kruki robią z krową.
- Nareszcie je wyszkoliłeś.
-
-Przeczytały książkę "Dziady" i jak był moment z krukami to nagle się świeciły i pojawiła się jakaś muzyczka rodem z pokemonów, a potem to tylko taka wiadomość "Gratulacje twój "Kruk Ciota" wyewoluował do "Kruk Masakry".
-
- Ha! Gratuluję ewolucji.
-
______________
Przerażają mnie te Wasze konwersacje ;__;
-
-Potem już tylko ewoluują w "Kruk Apokalipsy" a potem to już tylko mega ewolucja, ale to potem się zrobi.
------------
No a czego się można spodziewać po nas? xD
-
- Ich dusze musza być przepełnione chaosem - wymruczała z uznaniem, wlepiła w kruki wzrok.
-------------
Ty mu pokaż, co ja wyrabiałam z tymi wilkami, dzisiaj zabiłam kolejną! xD Są teraz z tego powodu problemy, ale trudno, raz się żyję ;-;
-
-Ich dusze są takie jak moja, w końcu one to ja i ja to one. Kruki wróciły całe w krwi mućki, wylądowały na grzebiecie wilka i patrzyły na Holly.
-
Spojrzała w niebo. Dosyć jeszcze młoda płomykówka bezszelestnie podleciała i usiadła Holly na grzbiecie, wczepiając w jej futro szpony. Sowa spojrzała na kruki i wilka w ciszy i siedziała bez ruchu.
-
-Oho, widzę że masz swoją sowią towarzyszkę.
-
- A przyczepiła się do mnie jak widać. Zastanawiam się, jak ją nazwać. - odpowiedziała i trąciła lekko sowę nosem. Płomykówka w odpowiedzi cicho zaskrzeczała, nastroszyła pióra.
-
-Nazwij ją Lilith, to takie ładne demoniczne imię.
-
- Myślałam o Iris, ale Lilith też ładne. A ty co powiesz, co? - popatrzyła na sówkę, która spojrzała na nią obojętnym wzrokiem, oczywiście nie odpowiedziała.
-
Spojrzał na kruki, one też są za Lilith, w końcu one są z piekieł więc są za wszystkim co jest związane z piekłem.
-
Jeszcze przed chwile się wahała, ale sówka uparcie się w nią wgapiała jakby mówiła 'Tak'.
- No to niech będzie Lilith. Wygraliście - w końcu im ustąpiła.
-
-A więc witaj Lilith, demoniczna sowo. - Kruki zaczęły kruczeć jak chciały powiedzieć "Więcej demonów!"
-
Sowa cicho zahuczała, a na pysku Holly pojawił się uśmiech. Już teraz wyczuwała, że sówka jest podobna do niej, chociaż oczywiście z różnicami, ale co tam.
-
Kruk Wojna zaczął ciągnąć wilka za futro na tyle żeby zareagował.
-Ehh.. Wiem Wojna że dawno nie walczyłem ale co zrobić, nie ma chętnych a z Bethami i Alphami nie mam szans...
-
Po chwili Lilith zatrzepotała skrzydłami i odleciała w ciszy, najprawdopodobniej udała się na łowy. Holly odprowadziła ją spojrzeniem, życząc jej szczęścia w polowaniu, po czym przeniosła wzrok na Aszli.
- Idź zapoluj, na jakąś wymagającą zwierzynę, to zawsze pomaga.
-
-Hmm, dobry pomysł tylko na jaką.
-
- Na coś dużego i wrednego. Bizony! (Jakby Ci jeden dziś nie wystarczył.)
-
-Oooo może być!
----------
No ba! xD
-
- Tylko gdzie te wielkie muły się mogą podziewać to nie wiem.
-----------
Za niedługo z bizonów przejdziemy na wilki.
-
-Albo zapolujemy na jakieś demonki, w końcu demon też istota, ma duszę - Na jego ustach pojawił się szyderczy uśmieszek.
-
- Demony też mogą być... Prowadź, ty pewnie wiesz, gdzie są.
-
-Dobrze to choć za mną - Wyszedł
-
Podreptała za nim.
-
Wszedłem. Zacząłem iść przed siebie.
-
Wyszedłem z łąki.
-
Weszłam z Savi'm i postawiłam go.
-
Weszła usiadła na trawie i zastanawiała się gdzie wcięło wszystkich
-
Wszedł powoli, przypomniało mu się, że wciąż nie przeprosił Misty za swą zbytnią szczerość, ale cóż jak na razie nie było okazji na przeprosiny. Szedł i szedł sobie spokojnie aż tam gdzieś wśród tej śnieżnej bieli ujrzał znajomą sylwetkę. Straszenie było już przestarzałe więc normalnie podszedł do niej.
-Cześć Śnieżko - powiedział wesoło.
-
Wytrzepał się.
-
Spojrzałam na Sav'a.
-
Spojrzał na Miss, a potem w niebo. Z góry zaczęły sypać się małe, białe zimne kulki. Zdezorientowany pisnął i schował się, wbiegając pod Miss.
-
-Nie bój się. Śnieg nic Ci nie zrobi.- Uśmiechnęłam się.
-
-Śnieg...? -wychylił się trochę, ale kiedy śnieżynka spadła mu na nos, szybko się wycofał kichając.
-Ziiimne! ZIIIMNE!
-
Pokręciłam głową i zaśmiałam się patrząc na Saviour'a.
-
-Co to, ten "śnieg" -zapytał niepewnie wyciągając łapkę i dotykając nią kępki białego puchu.
-
o ymm cześć- powiedziała do wszystkich wyrwana z zamyślenia
-
-Uhh jednak żyjesz bo już pomyślałem, że skostniałaś hehe - powiedział i usiadł koło niej, przy okazji obaczył, że Misty i Savek tu są jednak... nie, to jeszcze nie pora na przeprosiny.
-
-Śnieg-Zaczęłam i jakoś tak spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Demona i szybko odwróciłam wzrok.
-
- ja? zamarznąć?? nawet nie zauważyłam kiedy tyle śniegu napadało- zaśmiała się
- czemu... z Misty nie rozmawiasz?- spytała szeptem Demona
-
-Uh! -podążył za wzrokiem Misty- Tam jest babcia i dziadek! BAAABCIUU!!!!!! DZIAAAAAADKUU!!! -zaczął wrzeszczeć biegnąc w ich stronę.
Gdy był już przy nich, chciał podskoczyć, jednak poślizną się i upadł na pyszczek zanosząc się płaczem.
-
popatrzyła na Saviego..
- biedactwo- powiedziała i podeszła do niego
-
-Nic Ci nie jest?- Podeszłam do Sav'a.
-
popatrzyła na niego..
- chyba nic.. troszkę się pewnie poobijał ale nic mu nie będzie- mruknęła
-
-Bo mamy taki jakby konflikt - odparł cicho do Śnieżki nim Savek upadł.
-Oj mały, uważaj bo ślisko... nic ci nie będzie - powiedział miło do wnuka i pomógł mu wstać. Spojrzał na Misty i się cofnął o krok.
-
- jejuu.. co się tu dzieje?!? Czy ktoś mi może wytłumaczyć co między wami zaszło- zapytała kierując swe pytanie do Demona i Misty
-
Pokręciłam oczyma.
-
-To jest... nie będę przy wnuku o tym mówił - ha, wybronił się od odpowiedzi potężnym argumentem (xD).
-
-No i dobra...
-
- i tak wrócę do tego tematu- powiedziała- a teraz skorzystam z okazji.. i śniegu i...
Podniosła swoją mocą śnieg i rzuciła w Demona po czym zaśmiała się głośno
-
-Ejj... - otrzepał się z śniegu i schował się za jakąś zaspą, którą szybko przerobił w mur ochronny zza którego zaatakował Śnieżkę serią śnieżek.
-
Widząc latające dookoła białe coś uderzające w jego babcię i dziadka, krzycząc ze strachu, wybiegł.
________________
YEYE c8
-
Wybiegłam za nim.
______________
Serio? xD
-
-Savek się nas boi hahah - zaśmiał się mówiąc do Śnieżki dalej siedząc w swej bazie za śnieżnym murem.
________________________
hHahahaha xD
-
-Ym, muszę iść, zobaczymy się potem - rzucił szybko, rozłożył skrzydła i odleciał.
-
-zostałam sama- mruknęła i wskoczyła w jedną z największych zasp chowając się w niej
-
Wszedłem. Nudziło mi się, nie miałem co robić. Zacząłem chodzić zaspami.
-
Nagle coś poczułem
-
Wyszedłem
-
Weszłam z Saviour'em.
-
Znów pisną.
-
Położyłam go i spojrzałam spod byka.
-Saviour...- Powiedziałam poważnie.
-
Spojrzał na nią próbując przyjąć jak najbardziej skruszoną minę.
__________
To tu jest byk?? o.o
Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać xD
-
-Nie uważasz, że przesadziłeś?
___________________
Tsa...xD
Dżizas Krajst... Muszę iść na Pasterkę, to mnie babcia zdołowała... T-T
Teraz to mi się spać jakoś tak raptownie zachciało...v.v
Spadam i bez sztuczek, kumasz? Bo ci "Diablo"...xD
-
-To był wypadek -powiedział cicho- Nie zdążyłem zahamować.. Zresztą... Dlaczego nie nauczysz mnie polować? -jękną.
_____________
Ha! Ja powiedziałam, że się źle czuję i mi pozwolili zostać C:
TAA JEST! >8D
-
-Bo nie, jesteś jeszcze trochę za mały...
___________
Jeszcze chwilę jestem, może przegapię... ;-;
-
-Nie jestem mały! -zaaprobował głośno- Mam całe(o kurfa xD) 3 miesiące(strzelam ;-; )!
____________
Schowaj się pod kocem OwO
Jak ślepawa, to może nie zauważy c:
-
-I to dla Ciebie jest wystarczający wiek?
__________________
Aha, nie przeszło...xD
-
Chlipną.
-Dlaczego jestem najmłodszy? Nie ma nikogo mniejszego ode mnie -usiadł gwałtownie na pupie.
__________________
Kurna ._.
Wyskocz przez okno? xD
Nie to zły pomysł ._.
-
-Savi...- Chciałam mu jeszcze trochę nawtykać, że to nieodpowiedzialne, takie samo chodzenie, czy coś, ale jakoś tak nie mogłam.
____________
Kusząca propozycja, zwłaszcza, że to 3 piętro C:
Szit... TTTT-TTTT Spadam... Narqa.
-
Prychnął.
-Wiem, wiem jestem zły i powinienem umrzeć -powiedział odwracając od niej wzrok.
__________
Cooo??? o.O
A nie... xD
Dobra, nie ważne xD
Papaćki :3
-
Ustabilizował lot. Złożył skrzydła tuż nad ziemią i uderzył o nią łapami. Widać było delikatne wgniecenie.
Nie wyglądał tak przerażająco jak wcześniej. Był teraz zwykłym, ale napojonym Brulant'em.
Rozejrzał się i podszedł do wilków.
-Eghkem. - Odchrząknął.
-Przepraszam za moje zachowanie.. nie byłem w pełni sobą. - powiedział oschle.
-
Spojrzał na basiora i jakby samo patrzenie sprawiło ból w miejscach, na które upadł. Syknął cicho, ale się nie odzywał nie mając tyle odwagi. Mistic, powinna to zrobić i zbesztać basiora.
-
-Nie mów tak- Powiedziałam do Sav'a, po czym przeniosłam wzrok na basiora, przy okazji już się nie odzywając.
-
__________________________
Wiecie... Zapewniacie rozrywkę tym wszystkim xD
Jak ja się brecham do monitora.. Haha xD
-
_________________
Serio? xD
-
________________
A jak!
-
Przeniósł wzrok na waderę. Nic nie mówiła, więc cóż miał robić? "Starał" się być miły wobec innych, ale znów wyszło na nie. Odwrócił się i ruszył kawałek w przód. Położył się w gęstej trawie.
-
Spojrzał na Miss.
-Przyjęliśmy przeprosiny? -zapytał.
-
-Raczej tak, tylko czemu mnie się pytasz? Akurat do tego jesteś wystarczająco duży i przeto możesz mieć własne zdanie. Co prawda ja i tak pewnie nie będę się z nim zgadać, ale...
-
-No widzisz... -mruknął i wstał- Idę mu to powiedzieć. Ubezpieczaj mnie.
Ruszył podskakując. Gdy był już niedaleko basiora zwolnił i przyjął bardziej dostojniejszy wygląd. Siadł przed nim.
-Przeprosiny przyjęte. I ja też przepraszam, że tak na ciebie wpadłem.
-
-Ubezpieczaj...-Mruknęłam do siebie z uśmiechem.
-
-Yhym. - mruknął i spojrzał na szczeniaka. Przeciągnął się.
-
Wszedłem. Usiadłem pod drzewem.
-
Poszedłem przed siebie.
-
-Co "yhym"? -mruknął i położył się obok-Co z ciebie, wujku taki gbur? Troche radość z życia -obrócił sie na plecy i zaczął młucić łapkami w powietrzu.
-
-Savi.
-
Obrócił sie z powrotem na brzuch.
-Coo.? -jękną.
-
-Nie każdy lubi jak szczeniak zaczyna się lekko naprzykrzać…
-
Weszłam...nie zwróciłam większej uwagi na Mistic i szczeniaka...usiadłam kawałek dalej.
-
-Eeee...-wstal-Noo przepraszam... -podszedł do niej i otarl sie o jej nogi.
-
-No dobra.
-
Zwinęłam się w kłębek...
-
_____________________
Jesteś zbyt miła dla niego... Zachowujesz się jak ciotka... czy no siostra? a nie matka xX
-
_________________
Już to kiedyś pisałam, ale ja nie umieć być zua dla Miśka... .-.
-
___________________________
Jeśli dobrze się nim nie zajmiesz to niedługo bd mu usługiwać! Może Ci pomóc w wychowaniu?
-
________
Niet C:
-
Ha >:]
Choc w sumie, z Saviego wyjdzie maly rozbojnik ;-;
-
_____________________
Niech tylko spróbuje to mu Diablo...xD
-
______
Pomóc ci Misty?
Luuubię szceniaczki :P
If you know what I mean...
-
EEEE?! O.O
-
__________________
No właśnie raczej nie, więc:
Eeee? xD
-
____________________________
Haha Savi wyrośniesz w towarzystwie wader xD
I bd z cb aniołek... A jak tylko bd niegrzeczny to ciocia Lajna wkroczy xD
-
__________
Nope!
Tu zadziała Rossa!
-
_________________
Niet... Paszoł won mi ze spamu...xD
-
Wybiegl znudzony.
Czymam i jedna i druga ciocie za slowo 0w0
-
Prychnął.
Szczęście? On nie wie co to jest. Nie ma uczuć. Nie wie co to miłość, zazdrość, przyjemność, smutek. Ciągle ta sama postawa. Gdyby nie ten pieprzony eliksir miłości, to by urodził się normalny. Co za matka tak robi? Jakby nie mogła normalnie zajść w ciążę, znaleźć normalnego partnera. Teraz padła na niego klątwa. Do póki ktoś się w nim nie zakocha i nie wyzna mu tych uczuć, to będzie jedynie ciałem. Duszy brak, bo po co dusza, skoro i tak nie ma w nim grama miłości. Jeszcze ta żądzą krwi..
-
_____________________________
Ni pleć głupot >.<
Moją Sierrą to się zająć nie umiałaś xP
-
Popatrzyłam na nieznanego mi basiora...wstałam i powoli zaczęłam się do niego zbliżać...
_________
Wtedy byłam młodsza! ::)
Teraz umiałabym się zająć młodym xD
-
Pokręciłam oczyma i wyszłam za Savi'm...
___________
Ekhm... Spam...
-
____________________
A co obiecywałaś?
Niet nadal byś nie umiała się zająć szczeniamiek V.V
-
______
Umiałabym!
Udowodniłabym ci to,ale chyba nie mam jak xD
-
____________________________
Chcesz to mg Ci wyczarować na sprawdzian! Chcesz się założyć?
ALe dobra nie chce mi się pisać za sczeniaka postów! >.<
-
Leżał bokiem i patrzył na ciemne niebo.
-
___________________
Ta, się kłócą, że umieją, a Misiek zwiał...xD
-
Zaczęłam cicho powarkiwać na nieznajomego....Przygotowywałam się do ataku,ewentualnie obrony.
_________
Ććććććććśśśśśśśśśśśś >.<
-
____________________
TO nie ja się nim opiekuję nie pozwoliłaś mi !
-
_____________________
No wiem...C:
Dobra koniec spamu...xD
-
Usłyszał warczenie. Odwrócił się i rozłożył skrzydła.
-Szuka Pani czegoś? - spytał.
-
-Chciałam spytać,co tu robisz? Jeśli nos mnie nie myli,nie jesteś z tej watahy...-spytałam trochę podejrzliwie.
-Oczywiście możesz tu przebywać,pytam tylko dla pewności...
-
-Nie jestem. Jestem Bethą z Arcanum. - powiedział i złożył skrzydła. Usiadł.
-
Również usiadłam,ale wciąż zachowywałam czujność.
-Tak więc przepraszam za moje zachowanie.Jestem Rossa,córka dawnej Alphy Watahy Pierwotnych.
-
Skinął lekko głową.
- W takim razie witam. - powiedział oschle.
-
Popatrzyłam na niego.Westchnęłam i podeszłam do niego bliżej.Trochę się rozluźniłam.
-
__________________________-
xD
Możesz dopowiedzieć że jesteś przybraną siostrzenicą bethy WP xD
-
__________
W sumie mogę xD
-
_________________
xD
Ja taka mondra xD xD
-
Poczuł, że jego zęby powoli zaczęły się wydłużać. Nie był to dobry znak. Przeciągnął się.
-Przepraszam, ale muszę iść. - powiedział, a jego oczy błysnęły czerwienią. Zaczął się cofać.
-
Wybiegł
-
Zdziwiłam się...byłam ciekawa,o co chodzi,więc wybiegłam za nim.
-
wyszła
____________
xD.. wszystko słyszałamm.. :P
nie wiem czy tu wciąż jestem ale okii :P
-
Wyszedl
-
Wbiegłam. Skuliłam się pośród wysokiej trawy. Zasnęłam.
-
Wszedł zamyślony i usiadł.
-
Weszłam za Niewidzialnym, nie miałam pojęcia jak wytłumaczyć to całe zajście, może dlatego, że sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Stanęłam za nim i spuściłam głowę, bałam się spojrzeć w jego oczy.
-
Wyczuł Misty. Nie wiedział co powiedzieć. Wogule nie wiedział co zrobić. Zaskoczyło go to, że Sav nie jest jego synem.
-
Stałam tak w milczeniu, jak wytłumaczyć się z czegoś, co było tą niewiadomą? Żadne słowa nie przychodziły mi do głowy, zero pomysłów jak to wyjaśnić. Czułam jedynie jak łzy po kolei spływają z mego pyska na grunt, nic poza tym.
-
Odwrócił się do niej, podszedł i usiadł. Po chwili pocałował ją i przytulił się do niej. Jednak nic nie mówił.
-
-Przepraszam, j-ja nic nie wiedziałam, nie… to nie było świadome z mojej strony, nie wiem jak mam to wyjaśnić, nie umiem, nie potrafię, nie wiem też jak, nie wiem kiedy, czemu. Tego wszystkiego jest już za dużo… - Jęknęłam cicho.
-
-Nie ważne czy Sav jest mym synem, czy nie. Ważne że jesteśmy rodziną.-odparł i ponownie ją pocałował
-
-Ale… Tego wszystkiego już naprawdę jest zbyt dużo, najpierw ty odszedłeś, tak po prostu bez słowa, potem to, tego jest za dużo. Jeszcze coś takiego, a już całkowicie moja psychika siądzie... - Po tym zamilkłam, nie chciałam kontynuować tej bezsensownej wypowiedzi, odeszłam tylko kawałek i spojrzałam na nieboskłon.
-
-Wiem, odszedłem bez słowa, moja wina.-odparł.-i faktycznie jest tego za dużo...
-
*Nie zrozumiał.* To zdanie przebrnęło mi przez myśli, ale nie chciałam dalej trwać w tym temacie, był dla mnie zbytnio bolesny. Milczałam, znów nie wiedziałam jak obrać to w słowa, jak to ująć, milczenie wydało mi się chwilowo najlepsze.
-
-Zakończymy ten temat, okey?-spytał głupio.
-
Kiwnęłam jedynie głową.
-
__________
Spadam bay!
-
Ej, Niewidek, nie ma tak! >.<
Jak mogłeś usłyszeć, że nie jestem twoim synem, skoro w tedy cię w jaskinie n i e b y ł o?? v.v
-
________________________
Wcześniej... c.c
Przy tym zajściu, gdzie, no... Zacytowałabym, ale zamula... .-.
-
Ale w tedy tylko ty go słyszałaś! D:
-
__________________
E-e... Jeszcze jeden wcześniejszy post, to każdy słyszał...
-
-Ja, ja muszę sobie to wszystko poukładać. - Rzuciłam nagle, by powstrzymać chwilowo panującą ciszę, chyba… powoli zaczynałam oswajać się z ową sytuacją zaistniałą w przypadku Saviour’a.
Coś tam jeszcze wymruczałam pod nosem, co było mało zrozumiałe nawet dla mnie. Ruszyłam przed siebie powoli, aż w końcu wyszłam.
-
Wyszedł
-
Wszedł spokojnie, wszędzie dookoła leżał śnieg. Była już ciemna noc, ale on spacerował po łące. Uwielbiał tak chodzić nocą. Było cicho, nie tak jak dniem. Spokojnie szedł przed siebie nie zważając na nic. Zaburczało mu w brzuchu, ale on nie zwrócił na to uwagi.
-
Podszedł do małego strumyka. Spojrzał spokojnie w taflę wody. Wiatru lekko rozwiewał mu gestą, czarną sierść. Schylił łeb i napił się kilka łyków. Spojrzał na księżyc. Poczuł, że jest głodny. Trzema dużymi i energicznymi susami wybiegł z łąki.
-
Wszedł i usiadł na jednym z głazów,obserwując teren.Obserwował go przez dłuższy czas.Wkrótce zamknął oczy i przysnął.
_____________________________
Dwa dni spania to dla niego za małoxD
-
Po kilku godzinach drzemania,basior obudził się.Wstał i wyszedł.
-
Wleciałam i wylądowałam. Zaczęłam nerwowo krążyć w kółko.
- Dobra, gdzie jesteś idioto? - Warknęłam.
- Mówiłem, przestań mnie tak nazywać. - Dało się usłyszeć męski głos i już po chwili koło mnie stał Ivo.
- To mi chciałeś powiedzieć, tak? Skończony kretyn!
- Przestań, to ty jesteś mało kumata. Chciałem powiedzieć? Chciałem, więc czego się czepiasz?
- Tego, że przez tyle lat kłamałeś.
- Jestem złym czarnoksiężnikiem, co innego miałbym do roboty?
- Dureń!
- Przestań, jasne? Znowu chcesz stracić życie?
- Masz to wszystko wyjaśnić. Teraz! - Syknęłam przez zęby i spojrzałam na mężczyznę, ten jedynie pokręcił oczyma, jednak po chwili się odezwał.
- Jak już wspominałem, ja twoim bratem nie jestem, durna ty. Znam Cię lepiej niż ty sama. Wzięłaś i mi się przypałętałaś. Początkowo Cię zignorowałem, ale ty zaczęłaś to swoje szczeniakowanie. Nawet nie wiesz jakie to było denerwujące.
- Do rzeczy...
- No więc, ta tamta, co przez chwilą doszło do waszej konfrontacji to twoja ukochaniutka siostrunia. Nie mówiłem, bo myślałem, że już do tego czasu będziesz leżała gdzieś martwa, ale nie. Ty musiałaś się odratować. Zadowolona? Więcej szczegółów, czy mogę sobie iść?
- Naprawdę jesteś wielkim idiotą.
- Nic tu po mnie i przestać się tak wydzierać, bo następnym razem nie będę na twoje zawołanie... - Czarownik zniknął, a ja jedynie usiadłam. Całe moje życie właśnie się rozwaliło? Na pewno właśnie się zmienia. Przekonana, że jestem jakąś głupią przybłędą bez nikogo...
- DEBIL! - Warknęłam ponownie.
-
- Chyba trzeba to wyjaśnić. - Jęknęłam i wyszłam.
-
Wszedł kulejąc.Mimo to na jego pysku ciągle widniał uśmiech.Ten uśmiech..to spojrzenie..nie było normalne.
-Tamta już z głowy..niepokój...strach...cierpienie...śmierć!-Razer w tym momencie zgniótł łapą małą mysz krążącą wokół niego w poszukiwaniu jedzenia.
-Tak oto zakończyła się jej historia...tak zakończyła się opowieść..tak zakończyło się jej życie..-rzekł basior
Usiadł pod drzewem.Przechylił łeb w prawą stronę i zaczął się dziwnie kołysać w prawo i lewo, wydając przy tym dziwne dźwięki podobne do parskania konia.Oczy miał szeroko otwarte i rozglądał się dookoła .
-
Wleciałam i wylądowałam niedaleko basiora. Nie składałam skrzydeł zostawiłem je rozłożone. Wyprostowałam się i zaczęłam iść dumnie do przodu.
-
Basior dostrzegł białą wilczycę.Bez chwili namysłu ukrył się w wysokiej trawie i biegł w jej kierunku z nożem w pysku.
-
Usmiachnęlam się sztucznie.
-Sharingan-szepnęłam, a moje oczy natychmiast się zmieniły.
-
Wleciałam. Zobaczyłaam Lajnę atakująsą tego basiora.
-A co mi tam...dołączę się!-krzyknęłam i zaśmiała się podle.Zaczęłam naparzać basiora piorunami,z chmury burzowej,którą wcześniej przywłałam.
-
____________________
Jeszcze nic nie zrobiłam xD
-
A ja tylko naparzam Cię piorunami ^. ~xD
-
Razer przewrócił się w podczas biegu przez uderzenie piorunem.Przez chwilę leżał,po czym wstał i zaczął się złowieszczo śmiać.
-
-A ty to co?-spytałam ze sztucznym uśmiechem.
-
Podleciałam za basiora jakieś 5 metrów od,tak żeby nie zwiał.
-
Basior spojrzał na obie wadery z rozbawieniem,raczej szaleństwem w oczach
-Bawi mnie to...-
__________________________________
Lajna jakby co Razer jest od pewnego czasu opentanyxD Tyle się wydarzyło..xD
-
-Fajnie gdybym wiedziała co. Powiedz to pośmiejemy się razem-powiedziałam przekręcając łeb. Skrzydła się samoistnie podpaliły.
-Ups-zaśmiałam się
-
Zaśmiałam się cicho. Spojrzałam na Lajnę.
-
-Dlaczego mnie atakujecie?...nic nie zrobiłem..-zapytał niewinnym głosem zbliżając się do nich.
-
-A kto bogatemu zabroni?-Chociaż była duchem,stała się bardziej widoczna,a jej oczy świeciły się na ostro różowo.
-
-Jeszcze nic nie zrobiłam-powiedziałam. Machnęłam ogonem.
-Nie porywaj się tylko z motyką na słońce bo źle skończył-prychnęłam chamsko.
-
-Dokładnie... Wiemy co mówimy...Więc lepiej się nie sprzeciwiaj.-powiedziałam sarkastycznie-szarmancko i rozłożyłam skrzydła
-
Razer podchodził coraz bliżej do Lajny.Choć kulał na jedną łapę i miał ranę kutą na piersi stał nadal na łapach.Skoczył prosto w kierunku śnieżnobiałej wadery.
-
Potrząsnęłam uchem. *Sierra?* zrobiłam minę zagubionego szczeniaka i rozejrzałam się, a skrzydła buchnęły nowym płomieniem. Zaśmiałam się. Podleciałam do góry unikając ataku. Wzniosłam się wysoko i spadając w dół złożyłam skrzydła. Spadłam wprost na basiora.
-
Wzniosłam się i szybko,z prędkością światła oczywiście,podleciałam Za Lajnę.
-
Szarpał się i ugryzł Lajnę w łapę.Przytrzymywał ją(łapęxD)
-
Szybkim ruchem ugryzłam basiora w szyję.
-
-Bój się bo poznam twe lęki ukryte w tobie-szepnęłam mu na ucho. Wyrwałam mu się i złapałam za kark. Wzniosłam w powietrze i zrzuciłam z góry.
-
Gdy basior spadał,był jakieś kilka metrów nad ziemią, zdążyłam go jeszcze wykopać daleko w bok.
-
Basior upadł na ziemię.Ledwo wstał,ale nie zamierzał się poddać.
-Tylko na tyle was stać?-burknął
-
-Haha bardzo fajnie, może Cię "przeszukamy"?-powiedziałam, a iluzja sprawiła, że wydawało się mu się, że powiedziałam to w jego myślach. Magią sprawiłam by wydawało mu się, że jest tu sam.
-
-Masz chęć na powtórkę z moim pupilkiem?-Zapytała się sarkastycznie i wypowiadałam głośno te niezrozumiałe słowa,a spod ziemi wyczołgał się wielki wąż. kiedy Lajna Wyczarowała tą iluzję zginą wąż i odparłam:
-Ejj!!
-
Basior rozglądał się zakłopotany nie rozumiejąc co się stało.
-
Nagle basior dostał mocnego kopniaka w brzuch.
-
-Aaarghhh!-basior upadł na ziemię.
-Co to za sztuczki!?-krzyknął
-
-A może wiesz co?...To był jednak dobry pomysł-patrzyłam na basiora z złowieszczym uśmieszkiem. Bawiło mnie to jak się kłopotał i krzątał bez celu.
Nagle pojawił się mój wąż. Wymówiłam jedno słowo i wskazałam basiora,a wąż zaatakował basiora.
-
-Tylko i wyłącznie moje-syknęłam mu wprost do ucha. Moje szczęki zacisnęły się na jego łapie łamiąc kość.
-
Podleciałam do Lajny i szepcząc jej dosyć głośno do ucha.
-Lajna! Ty złodzieju ofiar,teraz moja kolej!
-
Razer zawył z bólu.Próbował uwolnić się z uścisku węża.
-
Zaśmiałam się złowieszczo.
-
-Powiedziała moja kolej!!!-krzyknęłam i mocno zepchnęłam silnym wiatrem Lajnę. W mojej głowie teraz się roiło myśl jak się zemścić na basiorze. nie obchodziło mnie co robi matka. Krzyknęłam słowo,a wąż zacisną ciało jeszcze mocniej.
-
-Sierra Dość!-krzyknęłam patrząc na basiora.
-
Razer rozwarł szeroko pysk.Nie mógł zaczerpnąć powietrza,dusił się.
-
W tym momencie z basiora wyłoniły się czerwone błyskawice,te same jak na cmentarzu.Poraziły wielkiego węża.Gad puścił go,a basior uciekł,wykorzystując zamieszanie.
-
Hciałam za nim gonić,ale nie chciałam sobie marnować czasu na niego. Wylecialam.
-
Wszystko zniknęło. Wyleciałam za basiorem.
-
Weszłam smutna nie szczęśliwa myśląc że lepiej zginąć a nie żyć dalej
-
Wyszłam
-
Weszła i rozejrzała się. W końcu trafiła na tereny swojej watahy, jeszcze dowlokła się nad łąkę. Jedno z najbardziej urokliwych i kolorowych miejsc, ze względu na kwiaty. Usiadła w wysokiej trawie.
-
Wleciałam spokojnie.(Wygląd przeczytaj w moim apartamencie) Przymknęłam oczy i czekałam na kogoś kto chciał mieć trening. Nie wiem kto, nie znałam go.
-
Zauważyła białą waderę z jakimiś wężami na łapach i ogonie. Podeszła do niej powoli.
- Witaj - mruknęła tylko. Nareszcie mogła oficjalnie "dokształcić" się w swej randze, a raczej powinna.
-
Skinęłam łbem i machnęłam skrzydłami.
-Witam, jestem Lajna. To zapewne ty miałaś przyjść na trening?-spytałam i nie czekając na odpowiedź mówiłam dalej - Aby uzyskać avans na zielarza musisz zaliczyć 5 kryteriów. Będzie teoria jak i praktyka. Reszty dowiesz się w czasie.-powiedziałam. Zamrugałam i westchnęłam.
-Zaczniemy od teorii. Pytanie pierwsze...Gdzie zebrać i jak zbierać najrzadsze zioła? Te najbardziej potrzebne jak Smocze Ziele?-spytałam
-
Ach, awans. Będzie ciekawie.
- Tych najrzadszych, a zarazem najpotrzebniejszych ziół z pewnością nie znajdziemy na łąkach czy w lasach, tam występują tylko te rośliny "klasyczne", takie jak mięta, mniszek lekarski, maki, rumianek. Najwięcej rośnie ich w pobliżu jezior, czasem bagien i dżungli. O ile wiem Smocze Ziele pojawia się w dżunglach i nieco częściej w górach. Ziele należy zbierać ostrożnie, gdyż jest bardzo delikatne i małe. Sprawy nie ułatwia fakt, że trzeba go wyrwać z korzeniami, nie uszkadzając przy tym łodyżki i listków, inaczej roślinka zwiędnie w ciągu paru minut. Lepiej jest wrzucać zebrane zioła do jakiejś miski, torby, gdyż przenosząc je w pysku możemy je przez przypadek uszkodzić, bądź zniszczyć - wyrecytowała Yenn gładko. Miała nadzieję, że nie pomyliła Smoczego Ziela z jakąś inną roślinką, chociaż była pewna, że odpowiedziała dobrze. Odetchnęła i czekała na odpowiedź Lajny.
-
Słuchałam uważnie. Gdy wadera skończyła mówić skinęłam łbem na znak potwierdzenia.
-Smocze Ziele to bardzo potrzebne ziele. Nie dość, że rzadkie to i jeszcze ciężko je rozpoznać.-powiedziałam i zaczęłam mówić dalej.- Jedno zaliczone. Teraz drugie. Co musisz zrobić gdy ktoś będzie miał ranę otwartą np. rozdarty bok?-spytałam
-
- Z pewnością już na wstępie trzeba powstrzymać krwawienie i odkazić ranę, by nie wdało się w nie szkodliwe zakażenie. Następnie należy uleczyć rannego mocą, zaklęciami, ale jeśli nie mamy takiej możliwości trzeba stosować okłady uśmierzające ból, często przemywać ranę i stosować różne zioła, by szybciej się zagoiła. No i dopilnować, by pacjent leżał spokojnie i nie ruszał się za bardzo, by nie podrażnić rany - ponownie potok słów popłynął z pyska wadery. Przekrzywiła łeb i czekała na odpowiedź.
-
Skinęłam łbem.
-Zaliczone. Teraz trzecie. Jak można zachorować,Jak leczyć i ile takowe trwa, jakie są objawy i jak przebiega choroba zwana skrętem żołądka?-spytałam i machnęłam ogonem, a węże obkręciły się powoli.
-
Szykowała się dłuższa przemowa, gdyż pytań było wiele.
- Można zachorować poprzez zjedzenie starej, zepsutej bądź w jakiś sposób zakażonej padliny albo pijąc wodę z zatrutego źródła. Objawami jest mocny ból brzucha, gorączka, czasami niemoc i wymioty. By to leczyć należy podawać wywary miętowe, rumiankowe, napoje z melisy, lnu, czasami nawet z babki. W taki sposób chory powinien wyzdrowieć w kilka dni, choroba nieleczona może trwać o wiele dłużej, nawet do półtora tygodnia - odrzekła i uśmiechnęła się. Coraz lepiej jej szło, jak na razie pamięć jej nie zawodziła. Jeszcze zostały jej dwa zadania, Yenn miała nadzieję, że nie potknie się w ostatnim momencie i zaprzepaszczając przez to szansę na awans. Czuła się pewniej niż podczas 1 pytania.
-
Pokręciłam łbem.
-Źle*...-powiedziałam. Machnęłam ogonem. -Przejdziemy do praktyki.-powiedziałam. Rozejrzałam się. Wyczarowałam zająca przed waderą.
-Te zwierze umiera. Musisz jak najszybciej je wyleczyć. Pamiętaj jeden fałszywy ruch i zając zginie. Masz 10 minut! Start!-powiedziałam
__________________
*napisane masz co i jak w wprowadzeniu -> choroby wilków
-
Zrzedła jej mina, no ale jeszcze nie wszystko zaprzepaszczone. Spojrzała na małe zwierzę, które leżało bez sił. Miał pogryzienia na łbie, które wyglądały na poważne. Tylko jak miała sobie z tym poradzić, skoro nie była w lecznicy? Musiała coś wymyślić. Postanowiła zrobić to co mówiła, gdy Lajna pytała ją o rozerwany bok. Na szczęście była na łące. Zerwała się z miejsca i jak najbardziej delikatnie mogła zerwała dwa kwiaty maku, trochę mięty, mniszka lekarskiego i stokrotek. Położyła swe znaleziska przed zającem. Oderwała dwa płatki maku i wycisnęła z nich sok, by uśmierzyć ból. Następnie zmieszała mięte z mniszkiem oraz płatkami stokrotki, tworząc niewielki okład, którymi zakryła rany. Miało to na celu odkażenie ran. Co by tu jeszcze zrobić... Tyle powinno pomóc, a przynajmniej na razie.
-
-Nieźle.-powiedziałam.-Zaliczone.-powiedziałam. Zmrużyłam oczy i powiedziałam.
-Ostatnia praktyka i to przesądzi twoj los. Musisz znaleźć Naparstnica wełniastą. Jestto rzadka roślina. Po drodze jak będziesz wracać to zbierz podstawowe zioła lecznice. RUszaj!-powiedziałam i podniosłam się.
-
Nie uda jej się!xD
-
Z klasycznymi ziołami problemu nie będzie, ale z naparstnicą... Cóż, postara się, na pewno nie zamierzała teraz zawalić całej sprawy. Wybiegła.
_________
Zamknij się XD.
A ziół też jest jakiś spis, czy mam zdać się na swoją "wyobraźnie"?
-
Twe słowa ranią,ale nie..nie zamknę się!xD
-
_______
Mam ci pomóc? xD
-
Dobra.Już milczęxD
-
Wylądował na miękkiej trawie.Te tereny nie zostały jeszcze zasypane przez śnieg.Dookoła było pełno zielonej trawy i różnorodnych kwiatów,wokół których latały pszczoły i motyle.
-Jest co wybierać-powiedział Razer rozglądając się dookoła
-
-Jak ślicznie! xD-zawołał,rzucając się w trawę,chwile później tarzając się w niej-a jak paachnie..-stwierdził,zaciągając się świeżym,wonnym powietrzem.Po chwili przekręcił się i wstał-trzeba nazrywać kwiatów! wiesz jakie lubi twoja siostra?^ ^
-
Podrapał się za uchem zamyślony.Nie chciał powiedzieć młodemu odkrywcy,że wie o posiadaniu rodzeństwa zaledwie od kilku dni.
-Wybierz te,które tobie najbardziej się spodobają.To będzie idealny prezent-powiedział zadowolony.-Mam nadzieję,że nie jest na nie uczulona..-dodał szeptem.
-
-o! o! te są śliczne!-zawołał,znosząc mu żonkile i tulipany,gdy uzbierał wielki bukiet,usiadł dysząc cicho-myślisz że tyle wystarczy?Q.Q
-
-Z całą pewnością wystarczy.Tyle tych kwiatów,aż ciężko zliczyć.Ustalmy jeszcze z jakiej to okazji...
-
-Mamusia mówiła że nie musi być jakaś okazja by sprawić komuś przyjemność..-malec pokiwał łepkiem-to będą kwiaty takie od serduszków by się uśmiechała ..-zachichotał-przydałby się duży wazon,ewentualnie dzban ._.
-
-Tylko skąd mamy zdobyć ten wazon,dzban?
-
-jak to skąd! zrobimy go rzecz jasna! -zaśmiał się,odsunął i zaczął kopać,głębiej i głębiej,po chwili w innym miejscu xd-no pomóż mi! xD-zawołał,wyściubiając nos z dziury.
-
-Ty tak na serio?-powiedział przekrzywiając łeb.-Na moje zdolności plastyczne raczej nie licz-powiedział z lekkim rozbawieniem.Zaczął kopać dół w poszukiwaniu gliny.
-
-Jesteś za skromnych xD-stwierdził z rozbawieniem,znajdując duży kawałekgliny,jednak on nie wystarczał.Wyczłapał się z dołu większego od niego samego i zaczął kopać następny-robiłeś to kiedys?xd
-
-Tak,kiedyś robiłem to na zajęciach,ale...no wiadomo,nie wypaliło-powiedział i trafił na glinę,którą rozkopywał wyrzucając na boki,przy okazji trafiając niewielką ilością w Marvela.
-
-ej noo..-zaśmiał się strzepując z siebie glinę.Chcąc uniknąć kolejnego glinianego ataku,jednak nie przewidział tego że tuż za nim jest dziura którą sam wykopał i wpadł do niej,z hukiem lądując na dole"jaaaaaj!".-t-tyle wystarczy..chyba...Wyciągnij mnie! T^T
-
-Już,już-rzekł i podszedł do dołu.-Głęboki nawet,nieźle-dodał i złapał za kark szczenie.Postawił Marvela na trawie i zaczął zbierać w jedno miejsce zebraną przez nich glinę.
-A jak twoje zdolności sprawują się w formowaniu z gliny?-zapytał
-
-kiedyś robiłem takie coś z mamą..-zaśmiał się,sklejając ze sobą glinę-właściwie..-wystawił w jego stronę ogon-a teraz obklej mi gliną ogon..tak do połowy..całą gliną xD
-
Wbiegłam truchtem z nosem przy ziemi. Wyczułam tu niewielką ilość zapachu Marvela i Razera, wątpiłam jednak, by udało mi się ich znaleźć na tak wielkiej połaci ziemi. Zmieniłam przeto postać na ptaka, krogulca, czyli najczęściej przeze mnie uczęszczaną ptasią formę. Zaczęłam latać nad łąką, wypatrując znajomych mi wilków. Zataczając tak kręgi nad usianą kwiatami polaną, dojrzałam Razera z Marvinem siedzących nad czymś, co przypominało mi błoto i grzebiących w dziurach w ziemi. Wydałam z siebie krótki, ostry skrzek i zaczęłam kołować nad nimi.
-
Uniósł pysk ku górze-coo tooo..-zamrugał,przecierając brudną łapką pyszczek,brudząc go jednocześnie-może będzie chciał się pobawić *-* -zaśmiał się.
-
Znowu pisnęłam, skrzeknęłam, wrzasnęłam, czy jak tam jeszcze i obniżyłam lot. Wylądowałam zgrabnie obok nich, przekęcając łebek raz w jedną stronę, raz w drugą. Zbliżyłam się jeszcze trochę i zobaczyłam, że to, co wzięłam początkowo za błoto, jest gliną, w ktorej oba basiory były teraz upaprane.
-
Pobrudził według polecenia ogon Marvela.-Co zamierzasz zrobić?-zapytał.Jego uwagę tak samo jak szczeniaka odwrócił krótki,lecz głośny skrzek. Drapieżny ptak wylądował obok nich.
-Krogulec?Jak ja dawno ich nie widziałem.Ciekawe czego chce.Może jest głodny?
-
-ptaszek! -stwierdził Marvel bo ..skąd miał wiedzieć xD-pobawimy się z nim?-zapytał i spojrzał na wilka,jednak czuł dość ciężki ciężar na ogonie(tak nie po polskiemu xD),co uniemożliwiało mu rzucenie się na ptaka.
-
-Zostaw go w spokoju.Masz może jedyną okazję zobaczyć tego ptaka z tak bliska.
__________
Zakładam kółko przyrodnicze!Będziemy obserwować latające wiewiórki!Kto chętny?xD
-
Cofnęłam się nieco, tak na wszelki wypadek. Wydałam z siebie jeszcze jeden skrzek i zamrugałam, wpatrując się to w Razera, to w Marvela. Rozłożyłam skrzydła połowicznie i przeszłam parę kroków w ich stronę, otwierając dziób. Zastanawiałam się, czy domyślą się, że to ja. W dużej mierze wskazywało na to moje upierzenie, które było rudawe, a na ogonie było widać pasy. Wokół nasady skrzydeł i piersi biegł mi ciemny pasek, tak jak uprząż od kołczanu w mojej naturalnej, wilczej postaci. Postanowiłam jeszcze się nie ujawniać, będę tu jako szpieg. (xD)
_____________________
Wiewiórki, mówisz? xD
-
-oooo...-podkulił uszka-nuda..xd-spojrzał ponownie na wilka-no ale nie byle jak.ugłaszcz tą glinę na moim ogonie by była gładka nie było szczelin ani po boku,ani na dnie.. xd i niech będzie taki..jakby..walcowaty kształt.. xd
-
Wskoczyłam na grzbiet Marvela, przyglądając się ich pracy.
-
-waaaa!Q.Q-zastygł w bezruchu-nie dziobaj! Q.Q xD
____
Jestem za! xD fascynują mnie stworzenia które szybują dzięki skórze xD
-
-Za dużo ode mnie wymagasz-mruknął Razer.-Walcowaty kształt tak?Ehh..spróbować zawsze można-jęknął i zabrał się do pracy.Zauważył,że pierzasty przybysz skoczył na Marvela.
-Spokojnie,one nie skrzywdzą wilka.Tak przynajmniej słyszałem-zastraszył z uśmiechem szczeniaka.
______________
Mój dywan też się liczy?xD
-
Niemal zaczęłam się śmiać, ale zdołałam to jakoś powstrzymać. Zatoczyłam się tylko i spadłam z grzbietu Marvela, zamieniając się w mysz, zanim walnęłam o ziemię. Usiadłam tam nieco ogłuszona i zerknęłam na wilki.
- Ups.
-
-Nie pocieszasz Q.Q-stwierdził,podkulając uszka i grzecznie czekając aż wilk skończy formować kształt-cip cip ptaszku..Razer jest smaczniejszy Q.Q-ale ptaka już nie było,za to był gryzoń-mysz mysz mysz..-wołał wesoło bo..oh..jak on kochał ganiać takie stworzenia..Bóg jest okrutny zsyłając takie fajne cosie akurat wtedy,gdy ten nie może sie ruszać.
-
Spojrzał podejrzanie na mysz,z lekkim zdziwieniem.
-Dziwne...-mruknął i spojrzał na efekt swojej pracy.-Chyba jest już gotowe.Co teraz?-zapytał.Nie był to perfekcyjny kształt walca,ale powinien on wystarczyć.
-
-teraz przytrzymaj to..na tyle mocno by to unieruchomić,jednak nie ściskaj,by nie zrobić wgłębień xd -polecił Marvel.
-
Chwycił mocno glinianą rzeźbę.
-Trzymam!-zawołał.
-
-Dobra! -zawołał,ruszając ogonem,jednocześnie poszerzając otwór w glinie,gdy poczuł większy luz zaczął zataczać koła rozszerzając otwór jeszcze bardziej.Wyciągnął ogon z gotowego kształtu-teraz najważniejsze!-zawołał wesoło,wygładzając ich dzieło,które już przypominało dzban,nie najcudowniejszy,ale uroczy xD -odciśniemy na nim łapki nasze!^ ^-zawołał i jak powiedział,tak i zrobił,delikatnie wgłębił łąpkę w glinę,gdzieś na środku garnka,zostawiając swój odcisk-teraz ty.. xd
-
-No dobrze..-powiedział niepewnie i dotknął łapą lepkiej jeszcze gliny.Powstał odcisk jego łapy.-Fajnie to wygląda.Masz talent-przyznał basior.-Co dalej nauczycielu?-zapytał rozbawiony czekając na dalsze polecenia.
-
Zaśmiał się wesoło-teraz! musimy zasuszyć glinę..ale na słońcu będzie to trochę długo-stwierdził,kuląc uszy-potrzebujemy ognia!-pokiwał łepkiem.
-
-Z tym będzie ciężko..-rzekł patrząc na szczeniaka.
-
Nagle wpadł na pewien pomysł.
-Już wiem!Tylko,że nie wiem czy się uda, ale zawsze można spróbować.
-
-co takiego?-zapytał ciekawsko,wpatrując się w niego uważnie.
-
Razer spojrzał na wykopany dół.
-Zrobimy małe ognisko,a ta rozkopana ziemia jest idealna.Dzięki niej ogień nie wymknie się nam spod kontroli.Chodźmy pozbierać parę suchych gałęzi,wtedy zobaczysz co takiego planuję-powiedział trzymając szczenię w niepewności i zaczął podnosić gałęzie z ziemi.
-
-wooo!-zaczął energicznie tupać,po chwili wystrzelił-ale będzie super! już nie mogę się doczekać! -zawołał,zbierając suche gałązki-ojjeeej..-wybełkotał,zbierając coraz więcej zaschniętych patyków(czyt. 4,dla niego to dużo xD)
-
Wilk zebrał już kilka pokaźnych patyków i postawił je w jednym miejscu.-Rzuć tutaj i odsuń się-
-
Grzecznie postawił patyki,widocznie się niecierpliwiąc-i co teraz,co teraz?-pytał ciekawsko.
______
Myślałam że nigdy mi lapek się nie odmuli =3=
-
-Patrz..-wyszeptał i wstał.Wziął głęboki wdech i zawył.Echo rozniosło się po całej łące,a pod basiorem utworzył się czerwony krąg.Za wilkami pojawił się portal z którego wyszedł cerber.
-Cerber włada żywiołem ognia i elektryczności.Pomoże nam-rzekł do Marvela.-Podpal to!-krzyknął i wskazał łapą stos gałęzi.Trójgłowy pies wystrzelił w wyznaczone miejsce kulą ognia.Powstało ognisko,które objęło tylko niewielki obszar.
-Teraz można zasuszyć ten prawie gotowy wazon-powiedział i podszedł do ognia.
-
Gdy zobaczył tą bestie,nie minęła chwila,a ten już był pod wilkiem-straszny jest..-szepnął cicho,widocznie nie mając zamiaru ruszać się spod swojego schronu. xdd-tak..suszmy,ale zabierz go Q.Q
-
-No dobrze..-powiedział lekko rozczarowany,ale zadowolony,że udało mu się przestraszyć szczenię.
-Wracaj pilnować bram Hadesu-wydał rozkaz,lecz pies przez chwilę stawiał opór,ale się w końcu udało i stworzenie zniknęło.
-
-co to Hades? to by mnie zjadło? to twoje zwierzątko?-pytał szybko,oczywiście bardzo ciekawy.Spojrzał na ognisko-ale suuper..-przysunął dzbanek,obracając go co chwilę.
-
-Lepiej skup się na dzbanie-wskazał łapą gliniane naczynie.
-
-no dobrze dobrze..-westchnął,obracając dzban-a wiesz już jak je ugasimy?-spojrzał na niego.
-
-Zasypie się ziemią-odpowiedział krótko.
-
-chyba już wystarczy-stwierdził wesoło,przenosząc wzrok na wilka-Razeeer,jesteś caały umorusany,wiesz? xd-zaśmiał się,jednak sam nie był w lepszym stanie.Jego złocista sierć,teraz była burkowata w ciemniejsze brązowe smugi xd
-
-Na twojej sierści bardziej widać błoto niż na mojej-stwierdził z ironią.
-
Zaśmiał się,podreptał do niego,wtulając sie w Basiora-chociaż teraz tak mnie nie widać *-*-zaśmiał się cicho-Razeer,lubisz śpiewać?
-
-Jestem już wystarczająco brudny.Nie chcę twojego błota-powiedział i delikatnie odsunął Marvela.-Nienawidzę śpiewać.
-
Spojrzał na niego orientując się że go odsunął-heee?-podkulił uszka,milcząc chwile.Uśmiechnął się-oj oj..błoto nie zabija..-przechylił łepek w bok-a próbowałeś kiedyś?^ ^
-
-Nie,ale w moich stronach raczej nikomu nie było do śpiewu.Idziemy zanieść ten głupi bukiet czy nie?Włóż kwiaty do dzbana i chodź-powiedział zdenerwowany.
-
-ten bukiet nie jest głupi!-oburzył się,ale grzecznie zaczął napełniać wazon kwiatami,wolał nie dyskutować w takich sytuacjach.Po chwili i skończył.-gotowe..
-
-Wskakuj na grzbiet i lecimy-powiedział niechętnie.Przez Marvela znowu przypomniał sobie o wydarzeniach z przeszłości.Ten koszmar trwał nadal,a on czuł się winny wobec tego wszystkiego.
-
Podkulił uszka,grzecznie wykonał polecenie,trzymając wazon z kwiatami.Mimo iż sam nie wiedział czy nie wolałby zostać,tak bardzo nie rozumiał jak to możliwe że Razerowi tak szybko zmieniał się humor,ten drugi był taki zimny i nieprzyjemny,nie musząc dodawać że wzbudzał swego rodzaju lęk w malcu.
-
Rozpędził się i kilkoma machnięciami skrzydeł odleciał w kierunku lodowca.
-
Wleciał. Zrobił salto w powietrzu. Wylądował szybko na ziemi. Tym razem uśmiechał się. Uśmiechał się od ucha do ucha. Położył się w wysokiej trawie. Był dobrze zamaskowany, prawie nie widoczny. Obserwował otoczenie.
-
Znikąd nad ziemią zaczęła unosić się czerwona mgła.Z każdą chwilą stawała się coraz gęstsza.Jedynie niewielki krąg wokół Nera pozostał nienaruszony.Przed wilkiem ukazała się niewyraźna,ciemna postać,która wydawała się być częścią tej dziwnej mgły.Jej oczy świeciły jaskrawoczerwonym światłem i stała nieruchomo nawet nie mrugając,patrząc w oczy basiora.
-
Zdziwił się, gdy ni z tąd ni z owąd przed nim pojawiła się jakaś mgła. Nie była za bardzo kształtna. Ale widział w niej coś charakterystycznego. Usiadł. Nagle przypomniał sobie. Tak to musiał być on, ten basior.
-Hej.-uśmiechnął się do mgły.-Niezłych sztuczek przez ten czas nauczyłeś się Razer.
-
Nie odpowiedział na przywitanie.Wykonał kilka okrążeń wokół Nera i zniknął,a razem z nim cała mgła.Tak przynajmniej się wydawało.
-
Ciekawe po co tak nagle się pojawił i zniknał... pomyślał. Westchnął. Przestał się uśmiechać. Z powrotem położył się. Oparł pysk na łapach i zaczął myśleć.
-
Nagle pojawił się tuż za Nerem i skoczył na niego.
-
Był zaskoczony naglym atakiem. Powalił basiora.
-Ej! Nie chce już dziś walczyć.-powiedział.
-
Zaczął się szarpać i ugryzł łapę Nera.Ponownie zmienił się w mgłę i uwolnił.
-
Nie bolało go ugryzienie, ale wkurzył się. Zaczął warczeć (tak jak na avie ;)). Rozglądał się za przeciwnikiem
-Ogarnij się Razer! Nie wiem co ci odbija!-krzyknął.
-
-Popełniłaś błąd...-powtórzył ten sam dialog jak w jaskini Rachil.Wypowiedź nie wydawała się być skierowana do Nera.Po chwili mgła zniknęła(Razer zniknął)
-
Zza niego wydobył się dźwiek. Nie był to normalny głos Razera. Był on jakis taki pusty, bez uczucia. Odwrócił pomału głowę. Ujrzał mgłę, gdy już miał ją chapsnąć ona zniknęła. Zniknęła, tak nagle. Tak jak się pojawiła i tak zniknęła. Rozejrzał się. Nie chciał znowu walczyć z basiorem-mgłą. Westchnął tylko. Wyszedł pomału.
-
Dotarły w końcu na miejsce spotkania-jak dobrze..-odetchnęła,móc rozłożyć się na miękkiej trawie-miejmy nadzieje że reszta dotrze bezpiecznie..-westchnęła.
Shandy oczywiście musiał dodać swoje dwa groszę"Sądzę że śmierć im się należy".
Wadera pokręciła łepkiem.
-
Weszłam powoli. Westchnęłam z ulgą. Położyłam się w trawie.
-
-wszystko dobrze?-zapytała z troską w głosie Menma.
Nagle niedaleko nich pojawił się czarny basior,odstawił delikatnie Gambit na ziemie i rozpłynął się w powietrzu
-ej czekaj kim ty!-zaczęła Menma,ale owa postać zniknęła.
-
-Taak-powiedziałam. Spojrzałam na basiora, potem na Gambit.
-
-to było dziwne-stwierdziła cicho,spojrzała na Lajne-ciekawe co u tamtych..dlaczego tak długo nie wracaja..może coś się stało..
-
Szybował na sklepieniu nieba w poszukiwaniu łąki.Gdy ją znalazł wylądował na śniegu i złożył skrzydła.Usiadł nieopodal wilczyc.
-Wybaczcie za spóźnienie.Były pewne..komplikacje-odparł dziwnie się uśmiechając.
-
-komplikacje? jakie komplikacje?-pytała zdziwiona,szybko okrążając basiora w poszukiwaniu ran i tak dalej,bo jest teraz trochę przewrażliwiona-ale nic ci nie jest?-zatrzymała się przed nim.Rozejrzała się-a gdzie Vaili? -zamrugała.
-
Podniosłam łeb. Spojrzałam na basiora i zamrugałam. Zaczęłam czołgać się w ich stronę, a dokładniej turlałam się.
-
-Nie takie komplikacje. Vail chciała być trochę sama,a ja próbowałem ją namówić na przybycie,ale jak widać...Ma gdzieś nasze towarzystwo..-mruknął
-
-Ahh szkoda.-powiedziałam i machnęłam ogonem.
-
-Mówisz serio?-westchnęla cicho-no nic,może jeszcze dołączy,zna miejsce zbiórki..-skinęła łepkiem-a jak na razie..zasłużyliśmy na odpoczynek..to był ciężki dzień..jak się czujecie?
-
-Jeśli żyję to chyba dobrze hy hy-powiedziałam
-
-Bardzo zabawne.Ja tak w miarę,a ty,Menmo?-odpowiedział i położył się na śniegu.
-
(mamy ziiimee?xdd)
-bywało gorzej..ważne że obyło się bez ofiar..-sapnęła-mm..odpowiada mi pogoda..-stwierdziła,przeciągając się.Po chwili uśmiechnęła się zadziornie-macie jeszcze trochę siły? xD
-
(istnieje coś takiego jak prognoza pogodyxD)
-A co?-zapytał niechętnie
-
(gdzie? xD)
-widze że aż sie palisz do roboty..-zażartowała-no dobra..nie będę was męczyć,przynajmniej na razie..-skinęła głową,miętosząc śnieg.
-
(W aktualnościach)
-Ale co zamierzałaś?-zapytał mając pysk zanurzony w śniegu
-
(Myślisz,że ja na pogodę patrzę? :x)
-Ja nie. Ja bym mogła tylko teraz leżeć i się nie ruszać.-wymruczałam i po chwili się zapadłam w śniegu. Pisnęłam.
-
(Nie doceniasz pracy biednej Nerki?-^-)
-Czyli równie dobrze mogłabyś być martwa
-
(Nom ^^)
-Nie mam za bardzo jak-powiedziałam i po chwili miałam pysk pełen śniegu. Podniosłam łeb, wyplułam śnieg i znów się położyłam.
-
-myślałam by wyzwać was na śnieżkową wojnę,ale jesteście zbyt ciency w uszach..-zachichotała złowieszczo,podrzucając na ogonie śnieżkę.
-wojna na śnieżki! ale super!-rozległ się głos Marvela,jednakże oprócz Razera nikt nie słyszał zmarłego szczeniaka.
-
-Ciency?-zapytał i wstał.Próbował ze śniegu sformować śnieżkę,lecz kiepsko mu to wychodziło.Nigdy czegoś takiego nie robił,a musi w końcu poznać okoliczne zwyczaje.Nagle usłyszał znany głos i rozejrzał się dookoła,lecz nikogo nie widział poza waderami.
-
Gdy basior stracił czujność,wadera z zamachem odbiła śnieżkę,które uderzyła Razera prosto w pysk-wuu hoo! Shiineee! -zakrzyknęła,śmiejąc się trumfalnie,jednocześnie podskakując-jestem mistrzem! waa! xD
-
Otrząsnął się,gdy poczuł na swoim pysku śnieżkę.Trzeba przyznać,że to bolało.Zaczął kopać śnieg,zasypując jednocześnie Menme.
-Coś mówiłaś?-zawołał kopiąc dalej.
-
-I tak już przegraliście-zaśmiałam się, a znikąd pojawiły się śnieżki, które w jednej chwili spadły na wilki.
-Hahah!-zaśmiałam się, gdy zamiast wilków były kupy śniegu
-
-aaa! xD-w pierwszej kolejności zaczęło ją zasypywać przez Razera -utonę w śniegu,matko!-roześmiała się,lecz gdy z nieba zaczęły ich bombardować śnieżki-apokalipsa!-zawołała,więcej nie zdołała,zostając przysypana.Wyściubiła pysk ze śnieżnej górki,w której była,a to wcale nie było takie łatwe-zemstaaaaa! xD-i drze mor*ę xDD
-
-Super-skomentował z ironią,będąc wciąż pod śniegiem.-Ja stąd nie wychodzę!-powiedział lekko rozbawiony.
-
-co to ma znaczyć nie wychodzę! -zawołała,wygrzebując się z trudem ze swojego grobowca-jak Cię wyciągnę to poczujesz ból! atak bojowy! aaaa! xD-rzuciła się na góre,przewracając ją,więc i Razera,na której see chwile później leżała,śmiejąc się wesoło-ale wypas..-milczała chwilę-oj..-szybko zeszła z basiora,gdy zorientowała się że ten jest pod nią.Po czym go do końca odkopala,teraz to było znacznie łatwiejsze-ahaha..powtórzmy to kiedyś..musimy się zemścić! nie leń się!
-
Zaczęłam się śmiać.
-A miełam wam domki z tego zbudowaaaaać.-powiedziałam
-
-Pfuu!-wypluł śnieg i spojrzał z politowaniem na nadpobudliwą Menmę.-Śnieg jej uderzył do głowy-mruknął do siebie i wygrzebał się ze śnieżnego kopca.
-Za taki dom to dziękuję-powiedział i wziął garść śniegu.Nareszcie udało mu się wyrzeźbić śnieżkę.Już wziął rozmach lecz w mgnieniu oka roztopiła się w jego łapach.
-Jak to możliwe? To nie fair!-
-
Spojrzała na Basiora i gruchnęła śmiechem-woho! nie wiem co zrobiłeś..ale..tak się nie zemścimy!+__+-spojrzała na niego wojowniczo-mamy zrobić Lanie iglo w zemście+__+ xD
-
Zaśmiałam się z basiora. Wzięłam śnieg do łap i ulepiłam kulkę, zaczęłam ją podrzucać.
-
-A co to iglo?-zapytał.
-
-no serio nie wiesz?-zaśmiała się,patrząc na niego-to taki dom ze śniegu..gdy jest się na zimowej pustyni nie ma gdzie się schronić przed lodowatym wiatrem i ..śnieżycami itd. no i buduje się iglo..fajna sprawa..!^ ^ możemy nawet zbudować sobie takie..to taka...mała półokrągła jaskinia,tyle że ze śniegu^ ^
-
-A..ha..No dobra,ale dlaczego mamy zrobić Lajnie to iglo?
-
O mało nie zaczęłam się śmiać jak głupia. Patrzyłam na niego jak na niego, jak na szczeniaka.
-
Spojrzał na Lajnę.
-O co jej chodzi?-zapytał. Razer często nie rozumie przenośni i żartów,więc wszystko bierze dosłownie.
-
-Raziu ona chce się zemścić na mnie za tą kupę śniegu. I chce mnie zamurować w iglo, a ono wygląda tak.-powiedziałam, a obok mnie pojawiło się iglo.
-
Zachichotała cicho-dokładnie..że zakopiemy ją pod taką górą śniegu,że będzie wyglądać jak iglo xd
-
(pojawiło się iglo z eskimosem w środkuxD)
-Chyba kapuje-mruknął
-
Zaśmiała się-przynajmniej śnieżki ci wychodzą..tak prawie xD
-
-Mam za wielkie łapy.To niesprawiedliwe
-
Zaśmiała się i go szturchnęła-oj nie łam się..ulepimy bałwana xdd
-
-Widzę już dwa bałwany-powiedział wskazując łapą wadery z rozbawieniem.-Białe i całe we śniegu-dodał po chwili.
-
-Coś mówiłeś RÓŻOWY?!-zaczęłam się śmiać jak głupia. Zmieniłam kolor Razera z brązu(czerni) na róż.
-
-ty chamie! xD-zawołała i wepchnęła go w zaspę,po czym się roześmiała-teraz mamy trzy bałwany,bałwanku xdd-Po chwili padła-Teraz nie jesteś Razio...a Rózio xD-i się chichra.
-
Spojrzał na nie z politowaniem.
-Ha-ha..bardzo śmieszne
-
-Boże! Jak ty wyglądasz! Hahah!-mówiłam śmiejąc się.
-
-Wyglądam jak różowy wilk..-odpowiedział nie rozumiejąc sytuacji
-
-wyglądasz jak różowa babeczka z bitą śmietaną...taaak uroooczoo-zachichotała wesoło.-tuuuulaać! *-* -pytuliła go-Rózio...dlaczemóż ty jesteś Rózio xD chodź Lajnuś utulaj go xDD
-Jeszcze ja! ja też!-ponownie rozległ się głos marvela,a po chwili Pasior poczuł,że coś się do niego przykleiło z drugiej strony (przypomnienie że tylko Razer widzi i słyszy Marvela xdd)
-
(bd na tablecie xD)
-
-Jaak Słoooooooodko!-powiedziałam szczerząc się.
________________
Ja lecę ;-; Do jutra!
-
Odsunął waderę łapą i spojrzał na nią oburzony.Nagle poczuł dotyk po drugiej stronie swojego ciała i odruchowo machnął w tamtą stronę łapą.Ku jego zdziwieniu niczego tam nie było.Zignorował to dziwne zjawisko i wziął garść śniegu,aby potem wytrzeć nim w rozbawiony pysk Lajny.
_______
Pasior?xD
-
(A hahaha no wybacz niechcący xd )
-ojjj Oj ..-zaczeła chichotać,po chwili się uspokoiła-dobra...nie wiem jak wy, ale ja jestem za przerwa...
-
-No przestań!Dopiero teraz zaczęła się zabawa!-krzyknął nadal szorując śniegiem po pysku Lajny.
-
-Oj Oj....-odciągnęła go od wadery xd
-raaazer. .nie rób krzywdy dla cioci laj..-wymamrotał marvel, ciągnąc razera za łape I tym razem basior mógł go zobaczyć
-
-Marvel?!Ty żyjesz?-zawołał zdziwiony widokiem szczeniaka.*Wiedziałem,Rachil kłamała..-pomyślał
-
Wadera spojrzała na basiora niekumato-Co? Xd
Szczeniak sie zaśmiał I wtulil w razera , jak to miał w nawyku-cieszę sie ze ciebie widze..
-
Razer nawet tym razem nie protestował.Widok szczeniaka tak bardzo poprawił mu humor.
-Menma poznaj Marvela-wskazał łapą powietrze(Jaka komediaxD)
-
-ehee..marvela..-pokiwala glowa, patrzac na niego jak na idiote-milo cie poznac ..-milczala chwile -robisz ze mnie idiote?-zapytala w koncu troche podburzona, bo ona nic nie widzixd
szczenie Nadal wtula sie w basiora, zerkajac na menme-chyba mnie nie lubi-szepnął
-
-Skąd..Masz coś do szczeniąt czy jak?-zapytał oburzony.
-
Spojrzała na niego niejasno-nie...bardzo lubię szczeniaki..-wymamrotała-wgl.. o co ci chodzi? jaki związek do twoich wygłupów mają szczeniaki?-.-
Marvel wtulił się w Basiora-ona jest dziwne..-wymruczał cicho,chowając się za jego przednią łapą
-
-Przecież tutaj jest szczenie.Dlaczego udajesz taką kretynkę?-warknął i wyszczerzył kły.
-
-Jakie szczenie? nie ma tu żadnego szczeniaka!-zawołała oburzona Menma -uroiłeś sobie coś! a jeżeli to jakiś żart,to sorry ale nie śmieszny!
Marvel wychylił się delikatnie-niech ona nie krzyczy..-wymruczał cicho.
-
Zawarczał wściekle i zabłysnął czerwoną aurą.Rozłożył pokaźnie skrzydła.
-Masz przestać krzyczeć!On się ciebie boi!
-
Cofnęła się o krok-kto się mnie boi,Razer? tu nikogo nie ma oprócz nas..-wymruczała spokojniej.
-Jak to nie ma..a ja?-pisnęło cicho szczenie
-
-Przecież on tu jest!Ja go widzę!-krzyknął,a w jego głosie dało się usłyszeć odrobinę rozpaczy
-
-już..spokojnie..-zaczęła łagodnie-tu nikogo nie ma Razer,ja nikogo nie widzę..-odparła,wpatrując się w niego-przykro mi..
Szczenie wtulało się w Basiora-ona kłamie..przecież..przecież..ty mnie widzisz..prawda? prawda? więc tu jestem,prawda?-pytał płaczliwie,ocierając się pyszczkiem o jego łapę.
-
-Widzę cię..Jesteś tutaj-wyszeptał i zamknął oczy unosząc łeb w górę,jednocześnie głęboko oddychając.
-
-do kogo mówisz?-Wadera zapytała cicho, wpatrując się w Basiora.
Szczenie się uśmiechnęło i tak jak miało w nawyku,zaczął dreptać slalomem wokół przednich łap basiora,ocierając się do nie,łasząc się-pobawimy się w coooś? chodźmy! -zaśmiał się cicho-ona może pobawić się z nami,jeśli przestanie mnie ignorować..^ ^
-
Dopiero teraz otworzyłam oczy. Było ciężko. Cała obolała i impuls elektryczny wyemitowany wcześniej przez Razera poczynił najwidoczniej w moim organizmie większe spustoszenie, niż przypuszczałam. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Nie było już spieczonej pustyni lecz biały puch pode mną i na mnie. Nie było już także Vail i Lajny, tylko Razer i, jak jej tam... Menma? Wtem moja głowa eksplodowała bólem. Tępym i pulsującym, takim najgorszym, jaki może kogoś spotkać. Za wszelką cenę starałam się wyostrzyć wzrok.
- Razer... Mnm... Menma- szepnęłam słabo. Zrobiło mi się niedobrze. - Ciszej, błagam...
-
Spojrzał na budzącą się Gambit.Nie była w najlepszym stanie,ale ważne,że przeżyła atak napastników.Kiwnął głową w jej stronę.Powinni zachowywać się ciszej,ale Razer nic z tego wszystkiego nie rozumiał.Widział przecież Marvela.Tak,to musiał być on,ale..coś było nie tak.Czy w jego otoczeniu wszyscy ignorowali szczenię i udawali,że go nie widzą,słyszą?Przecież on czuł,widział i Marvela.To nie mogła być iluzja,wyobraźnia.Zachwiał się na łapach. Czuł dziwną,a zarazem tajemniczą energię dochodzącą ze szczeniaka,której ciemnobrązowy wilk nigdy nie doświadczył.Energia ta wywołała u samotnika poważne zawroty głowy.Chwilę później Razer upadł nieprzytomny.
-
-przepraszam..-szepnęła-jak się czujesz?
-oo! ale ma fajne kolory!-zawołał szczeniak,podbiegając do Gambit,jednak ta nie mogła go zobaczyć-jesteś koleżanką Razeera?-zaśmiał się,wspinając się jej na grzebiet,co ta mogła jedynie odczuć ciężkością w miejscu gdzie stąpał szczeniak.Po chwili spojrzał na Razera który padł-Razer!-zawołał spanikowany,zeskoczył z wadery i podbiegł do basiora,szturchając go nosem-Razer..nie umieraj mi...Razer..-zaszlochał,oczywiście postawił na najgorszę-pomóżcie mu! nie stójcie tak!
Menma podbiegła do Razera-Raaazio?-zapytała,próbując go ocucić,delikatnie klepała go po pyszczku.
-
Wielka brązowa masa, która musiała być Razerem, przewróciła się bez czucia na bok.
- Co tu zaszło do jasnej... - pomyślałam. Budzę się, oni toczą zawziętą kłótnię na temat, którego nawet nie znam, po czym Razer mdleje.
Spróbowałam wstać, co przy pierwszych paru próbach nieodmiennie kończyło się zaryciem w śnieg. Kiedy w końcu udało mi się podnieść ciało do pionu, mój żołądek gwałtownie zaprotestował. Znów miałam mdłości. Zacisnęłam przełyk najmocniej jak tylko umiałam, byleby tylko przy nich nie zwrócić. Od czasu tułaczki, nie jadłam jeszcze tutaj, więc zawartość mojego brzucha mogła być średnio zachęcająca. Zwłaszcza na wpół strawiona.
Walcząc z torsjami i zawrotami głowy, podeszłam do Razera, którego teraz widziałam już wyraźnie. Leżał na boku, z szeroko otwartymi oczami, oddychając szybko. Był nieprzytomny, a przynajmniej nie był przytomny 'tutaj'.
~Powiedz mi, co widzisz.
W tym czasie poczułam dziwny, cieniutki i ledwie wyczuwalny przepływ energii. Normalnie nawet nie zwróciłabym nań uwagi, ale teraz... Ktoś lub coś tu było, ale nie mogłam tego nijak zidentyfikować.
-
Śnieżnobiała wilczyca spojrzała na Gambit-wiesz co mu jest? jeny..znasz go dłużej..on..mówił o jakimś szczeniaku,że go widzi..ale tu nic nie ma i się zezłościł ..przedstawił mi jakiegoś..Marval..Marvel..nie wiem..tak czy owak..zaraz po kłótni o to..on padł..może ostatnio..umarł mu ktoś i to przeżywa..(Nie Menmo..on po prostu nie wiedział o śmierci szczeniaka,a przylazł do niego duch xd) miał dzieci..czy coś?-milczała chwile-jak się dłuższej zastanowić,czy ta druga wadera z którą walczył nie wspominała tgo imienia..miesza mi się wszystko..
Szczenie trącało nosem Razera,spojrzało na Gambit i Menme-ale ja tu jestem! ja..nie...-Jego wspomnienia powoli wracały,bał się ich,bał się tych obrazów -Razer..oni kłamią..-zawołał,zaczynając płakać,wtulił się w basiora,próbując odgonić wspomnienia.
-
Wysłuchawszy słowotoku wilczycy prychnęłam z dezaprobatą.
- Złotko, ależ oczywiście, że znam go dłużej. Wszakże jesteśmy wiernymi druhami od całych dwóch godzin, jeżeli nie liczyć nocy, którą wszyscy przespali. Taaak, szmat czasu i mnóstwo rozmów!
Zabrzmiało to może nieco ostrzej niż zamierzałam, ale oczekiwano ode mnie niemal cudów. Odetchnęłam. W końcu widziałyśmy się z wilczycą drugi raz, a ja jestem w tej krainie zupełnie obca.
- Nie wiem, co mu jest. Próbowałam go wywołać, ale nie odpowiada. A co do szczenięcia... Wiesz, coś mąci Eter, ale bardzo słabo. Słyszałam, że na świecie są wilki, które widzą poświaty po zmarłych. Może on to potrafi.
-
Westchnęła -jeeny..nie wiedziałam,nie miałabym skąd wiedzieć,nawet jakbym chciała..-wymruczała obronnie.Milczała,słuchając jej dalej-Hym..w sumie możliwe,ale w takim razie musiał odkryć to tak niedawno,że sam o tym nie wiedział..w końcu sądził że szczenie jest cielesne..
A Marvel nie miał ochoty ich słuchać.Jedynie wtulał się w futro basiora,kuląc uszy.W końcu doszło do niego to,że nie żyje.
-
Jak burza wleciałam na łąkę. Moje stworzone skrzydła wywołały gwałtowny podmuch wiatru. Wtedy zobaczyłam Razera, a obok niego mój umysł wyczuł coś dziwnego... Wylądowałam nieopodal, po czym "schowałam" skrzydła i w kilku susach dobiegłam do wilków.
-Gambit, też to czujesz?-zapytałam nawet się nie witając. Wpełzłam do umysłu niewidocznej istoty. O gwiazdy! To dusza. Dusza szczeniaka. Nigdy z takim czymś się nie spotkałam i gwałtownie wyszarpnęłam macki myśli z umysłu zmarłego.
-
Prychnęłam. Na chwilę film jakby mi się urwał. Zamrugałam.
-Kto wymienił imię Marvela? I gdzie on?-spytałam troszkę zbyt poważnie. Spojrzałam na basiora. Podniosłem się i trąciłam go nosem.
-No leniu wstawaj.-powiedziałam patrząc na Razera. Tykłam go łapą i kątem oka zobaczyłam Gambit.
-Boże! Co Ci się stało?-spytałam widząc rany wadery. Rozłożyłam skrzydła i przejechałam jednym z nich po grzbiecie samicy. Rany znikły. Moja uwaga powędrowała do nieprzytomnego.
-
-Ciocia Lajnaa!-zakrzyknął,podbiegając spanikowany do wadery,jednak ta nie mogła go zobaczyć.Szczenie zaczęło się w nią wtulać,plątając się pod jej łapami,co akurat mogła odczuć.
-
Spojrzałam na Lajnę.
-Kto to jest Marvel?-zapytałam zbita z tropu. Czyżby to ta dusza? Możliwe i ciut przerażające. Nigdy nie miałam do czynienia z takim zjawiskiem.
-
Cóż za ulga! Jakże cudownie byłoby mieć moc uzdrawiania. Całe życie nie znając głodu, odwodnienie i bólu ran. Przepiękna wizja. Należało jednak wrócić do rzeczywistości. Moc regeneracji ma Lajna, a ja nie jestem Lajną.
- Nic szczególnego... - mruknęłam w stronę Lajny i dodałam coś, co w dużym uogólnieniu mogło przypominać 'dziękuję'.
Potem zwróciłam się do Vail.
- Po pierwsze i NAJWAŻNIEJSZE - prawie wykrzyczałam to słowo - zmarłym po śmierci należy okazać szacunek. Czytanie ich umysłu jest mocno niewskazane, że się tak wyrażę. Po drugie, tak. Czuję drgania Eteru, ale nie umiem odnaleźć świadomości tej istoty. Niedziwne to. Marvel, kimkolwiek był, stał się już niebytem.
-
-Nie musisz się na mnie drzeć.-warknęłam na Gambit. Poza tym skąd ja miałam to wiedzieć? Nigdy nie spotkałam się z duszą. Prychnęłam, zirytowana.
-
- Cudnie. Wyobraź sobie, że umarłaś. Twoje tajemnice i najmroczniejsze sekrety zabrałaś ze sobą do grobu. A tu przychodzi ktoś i bezczelnie grzebie ci w myślach. Co więcej, my nawet nie wiemy, czy ta istota zdaje sobie sprawę z tego, że umarła. - ze wszystkich siła starałam się nie podnieść ponownie głosu - To tak, jakby ktoś w łapach z błota wszedł do twojej jaskini, zrobił bałagan, a potem wykrzyczał całemu światu, czego się dowiedział.
Ja rozumiem, Vail była młoda. Młoda i głupia, jak to mówią ludzie. Ale na litość...
- ...kultury trochę - wyrwało mi się na głos.
-
Spojrzałam w dół na łapy. Zmarszczyłam brwi.
-Marvel?-spytałam cicho. Musiałam mieć omamy. Pokręciłam łbem i znów spojrzałam na Razera.
-
Zjeżyłam sierść. Gambit uraziła moją wilczą dumę. Spojrzałam na nią tylko w pewien osobliwy sposób, ale się nie odzywałam. Nie chciałam wybuchnąć. Czyżbym zaczynała nad sobą panować? Eh, chyba zaczynam dorastać psychicznie...
-Ja już nie mam domu.-powiedziałam do wadery patrząc jej w oczy.-Został odebrany mi przez wrogów.-Brawo. Vail nie umie nic obronić. Swojej dumy, domu, przyjaciół ani rodziny. Stałam się kaleką życiową. Muszę wszystkiego się uczyć, a przecież niedługo będę dorosła. Życie takie jest. Od razu rzuca cię na głęboką wodę. W worku. Z związanymi łapami.
Westchnęłam cicho i obserwowałam energię wysyłaną duszę szczeniaka. Nie miałam już nic do powiedzenia.
-
Nie miał pojęcia co się dzieje-ciociu! ciociu..Razer się źle czuje..słyszysz? słyszysz!-wołał,drapiąc delikatnie ją w łapę,chcąc zwrócić jej uwagę.Rozejrzał się-dlaczemu wszyscy się złoszczą? to przeze mnie?-pytał i otarł się łepkiem o wilczycę,co również mogła odczuć.Właściwie to każde zetknięcie duszy szczeniaka z waderą było dość odczuwalne,realne,prawdziwe,lecz niosło też ze sobą delikatny chłód.
Menma stała z boku,nie miała zamiaru się wtrącać widocznie.Nie rozumiała co się dzieje,ale wiedziała że w końcu się dowie.
-
Zadrżałam. Patrzyłam się w swoje łapy uparcie. Coś tam było... a może nie? Kichnęłam.
-
- Ja już nie mam domu - padło z ust Vail.
- No patrz, jak my się cudownie uzupełniamy! Jestem tu od... zaraz, zaraz... Tak, razem wyjdzie półtora dnia i nie wiem, gdzie spędzę następną noc. Rodzina mnie wyklęła, przyjaciół nigdy nie miałam i jeśli chcę żyć nie mogę pokazywać się w Danii. I Norymberdze - dodałam po chwili uśmiechając się do siebie. - Uwierz mi, złotko, trochę starsza jestem. Jak chcesz się przegadywać, kto miał w życiu gorzej to zapraszam. Tylko że mam jakieś trzy lata przewagi.
Niewiele, żeby nie powiedzieć nic, nie robiłam sobie ze zjeżonej sierści i morderczego wzroku Vail. Nie szczenię mi będzie mówić, co mam robić.
Sprawdziłam razerowy puls. Tętno trochę spadło, ale w gruncie rzeczy trzymał się jakoś. Jednak posłana na próbę myśl znów opadła w pustkę.
- Facet, weź się obudź... - mruknęłam.
-
Nie wiedział co robić, więc wszedł na łąke. Spacerowa sobie nocą i oglądał chmury xD. Nagle zauważył wilki. Spojrzał na nich.
-Eh... To znowu oni.-westchnął.
Usiadł i patrzył obojętnie na wilki.
-
wilczyca wleciała pod postacią sokoła obejrzała wszystko z góry dokładnie obserwując ruchy wilków
postanowiła jeszcze trochę popatrzeć uważnie obserwując stadko z góry.
-
Spojrzałam spode łba na Gambit.
-Ja już nawet nie mam ochoty się z tobą kłócić. Nie interesuje mnie zbytnio, czy jesteś starsza czy nie. To już NIE MA dla mnie znaczenia-powiedziałam i usiadłam. Może pomyśleć sobie o mnie co chce; że jestem wariatką, szczeniakiem czy co tam sobie jeszcze wymyśli. Westchnęłam cicho, a moje oczy delikatnie zaświeciły.
-
Szczenie bezradnie przypatrywało się ich "kłótni"
Menma westchnęła,rozglądawszy się ujrzała Nero,do którego chwile później podeszła-widzę że ciebie też tu przywiało-uśmiechnęła się delikatnie.
-
Zachichotałam grobowo.
- I bardzo dobrze, cudeńko, to nie powinno mieć dla ciebie żadnego znaczenia. Ani już, ani nigdy.
Nie miałam zamiaru zniżać się do poziomu Vail (Dzizaz, jak kiedyś napiszę Twoje pełne imię, to mi pogratuluj. Zawsze zapomnę. xD). Owszem, zdarzało mi się narzekać na los, ale etap permanentnego focha na resztę świata miałam już raczej za sobą.
Dostrzegłam siedzącego wilka, wpatrującego się w nas już od chwili. Pod niebem pokazała się Rachil. Znakomita gromadka.
Zdecydowałam sie na kontakt z waderą.
~Te, krew z krwi! Pozwoliłabyś tu na chwileczkę? Brat ci, powiedzmy... zaniemógł.
-
_____________________________
ahahahahaha Boże Gambit xDDD jakoś tak mnie rozbawiło to "Te(...)" XD
-
Zasyczałam. Za dużo ich się zebrało. Machnęłam skrzydłami i patrzyłam na nich lekko z ukosa. Machnęłam nerwowo ogonem.
-Vail i Gambit uspokójcie się, ok?-powiedziałam i mlasnęłam. Spojrzałam na niebo i ujrzałam Rachil. Zamrugałam. Potem przeniosłam wzrok na Nera i Menmę. Westchnęłam. Tykłam łapą Razera, a ten nadal leżał. *Idiota!* burknęłam w myślach.
-Gambit, jeśli nie masz gdzie się podziać możesz korzystać z mojej jaskini. Rzadko z niej korzystam, ale jest tam czysto.-powiedziałam i znów mój wzrok "prześlizgiwał" się po wszystkich obecnych.
-
Prychnęłam na Lajnę i Gambit. Niech myślą sobie co chcą. Wstałam i odeszłam od nich kawałek, obserwując wszystko z pewnej odległości.
-
Popatrzyłam za waderą.
-Ty też możesz. Wiem, że nie należysz do watahy, ale zawsze chętnie Cię ugoszczę-powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-
zleciała na doł i usiadła na ramieniu Gambit
-huuu? Coś się stało?
spytała niezbyt przejęta.
-
-Nie będzie to konieczne, ale mimo wszystko dziękuję.-może nie zabrzmiało to tak, jakbym chciała, ale trudno. Przynajmniej w oczach wilka wszystko widać. Podniosłam łeb i spojrzałam na Słońce. Pustynia pewnie wyglądała teraz upiornie. Cała zalana szkarłatem... Nieważne. Nie myśl o tym Vailins. Westchnęłam cicho i spojrzałam na Gambit przepraszająco. Teraz dopiero do mnie dociera, że zachowałam się jak mały szczeniak. Spojrzałam na swoje łapy. Nowoprzybyli niezbyt mnie teraz interesowali.
-
Uśmiechnął się do Menmy.
-Tak jakoś... A ty co tu z resztą robisz? Pewno znowu jakieś zebranie.-zaśmiał się.
-
Spojrzałam na basiora w osobliwy sposób. Ni to zły, ni to zainteresowany.
-Wątpię czy to takie zabawne.-mruknęłam cicho pod nosem i przeciągnęłam się. Podniosłam uszy nasłuchując chwilę. Nikogo w pobliżu chyba nie było. Delikatnie rozchyliłam pysk, a z niego uniósł się obłoczek pary.
-
Menma uśmiechnęła się miło do Nero-zebranie,lepiej bym tego nie nazwała..ale Razer zemdlał i tak..wszyscy zaczynają się sprzeczać..-westchnęła cicho-ale to nic..-spojrzała na Razera-możemy go zabrać do mnie,bądź do kogoś innego..Jest nieprzytomny,więc temperatura jego ciała spada..Obudzić i tak się obudzi w końcu,a to nie sztuka by się pochorował..-stwierdziła.
-
Prychnęłam.
-Jeśli temperatura ciała mu spada, to można go ogrzać swoim ciałem, co nie?-zapytałam szczerząc zęby do Menmy. Chyba nikt się nie palił do ogrzewania, więc zrobiłam to ja. I nie obchodziło mnie to, co potem powie Razer. Jeszcze mi podziękuje. Bezceremonialnie położyłam się obok brązowego basiora, grzejąc go swoim bokiem.
-Tyle mogę zrobić.-z mojego pyska nie znikał ironiczny uśmieszek. Już wyobrażam sobie, co później powie mi basior i niezmiernie bawiła mnie ta myśl.
-
-Dość prymitywne metody,zwłaszcza temu że twoja metoda by lepiej zadziałała,gdybyś położyła się na nim-uśmiechnęła się chytrze-ale tak czy owak..dostarczasz mu ciepło,ale jedynie od jednej strony,wciąż pozostaje góra,drugi bok i oczywiście podłożę,od którego ciągnie z powodu śniegu..-pokręciła łepkiem-oj Vaili Vaili..naoglądałaś się za dużo filmów....o pingwinach (xD)
-
-Wyczuwam sarkazm.-popatrzyłam na waderę spode łba. Nie dzisiaj Menmo.-Albo po prostu za pomocą mojej mocy podniosę mu temperaturę. To całkiem proste.-wzruszyłam ramionami i tak też zrobiłam. Po chwili jego organizm zaczął się nieznacznie ogrzewać. Na razie wystarczy. Potrzebna już nie jestem. Znów wyszczerzyłam się do Menmy i zaczęłam jak szczeniak skakać wokół niej. Zdecydowanie wrócił mi dobry nastrój.
-
spojrzała na swojego "kochanego" braciszka i tą wilczycę której złamała łapę,
ech zawsze musimy coś spartolić jakby nasze spotkania dość źle wpływały na otoczenie.
zupełnie jak dwie przeciwne dusze, ich zetknięcie prowadzi do iskrzenia a potem do wybuchu, no ale cóż tak jest i nic na to nie poradzę..
zmieniła się w wilka i położyła się tuż obok Gambit.
-
Spojrzał na wadery.
-Dawaj Vailians z tą mocą. Najlepsze rozwiązanie.-zwrócił się do niej.
-
Spojrzała na Rachil-więc ..to było tak że..na początku nic,po chwili zaczął zachowywać sie dziwnie,jakby się..pocieszył do siebie..po chwili przedstawił mi...kogoś..no jakiegoś Marvela,ale oczywiście niczego nie mogłam zobaczyć,bo nikogo tu nie było..zaczął się złościć..a po chwili "zbladł",skołował się chyba..a potem padł..tak w pigułce..-spojrzała na Nero i się zaśmiała w stylu"pacz,biegnę" xD
Szczenie podbiegło radośnie do Rachil,zatrzymało się przed nią i stając na tylnych łapach,uniósł się,ocierając o waderę-tak się cieszę że cię widzę..-wymamrotał,wracając do pionu(cztery łapy),wciąż ocierając się o nią.Wadera mogła wyczuć delikatny dotyk,jednak nie słyszała i nie widziała szczenięcia.
(gambit? xd ona leżała?xd)
-
-Widzisz jakie to czasem pomocne?-zwróciłam się do basiora, dalej skacząc jak kangur wokół Menmy. Nawet już nie zwracałam uwagi na Rachil. Można powiedzieć, że jej wybaczyłam. Niepotrzebnie wpychałam nos w nieswoje sprawy, to mam za swoje. W końcu przysiadłam na śniegu. Strasznie zimno mi było w zad, ale co tam. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem. Musiałam wyglądać jak radosna idiotka.
-
spojrzała na bok jakby coś poczuła.
"wydaje mi się" pomyślała i dalej śledziła wzrokiem zebranych.
(ne Val)
-
__________
czo ja?
-
(to do Men myślała że mówię o Gambit)
-
(no no Rysiu xD
Chodzi jej że ty ne gambit w wypowiedzi xD)
Szczenie westchnęło rozpaczliwie -Rachiil..-jęknęło żałośnie-dlaczego ty też mnie nie widzisz..Rachil..-mamrotał,wtulając się w waderę.
Menma przysiadła-słodko wyglądacie..xd (okiem autorki to wygląda jakby razer na imprezie zgonował xD)
(no bo tak rysiu napisałaś ;w; )
-
-No.-spojrzał na straaasznie wesołą wadere.
Przeniósł wzrok na szczenie skaczące do Rachil. Zaśmiał się cicho. Wadera jakby go nie widziała.
-Rachil ktoś cie woła.-powiedział na nią.
-
Zamrugałam.
-Za dużo-wymamrotałam. Podniosłam Razera i "niosąc" go na chmurce wyszłam.
-
Spojrzałam na basiora.
-Ano owszem, woła. Tylko, nikt go nie słyszy.-bo on nie żyje, dodałam sobie w myślach. To takie smutne. Nikt cię nie widzi i nie słyszy. Hmmm... Nie bój się. powiedziałam do (duszy) zmarłego. Ciągle było mi wesoło, choć mój nastrój nie pasował do sytuacji. W pewnym momencie przestałam skakać, i popatrzyłam na szczenię, którego widziałam coraz wyraźniej. On chyba nie wie, że nie żyje... Przekrzywiłam śmiesznie łeb.
-
heh,, usmiechnela sie jadowicie
a prosilam. zeby odszedl co nie?
odruchowo spojrzala na prawo.
musialam podswiadomie zablokowac jego dusze.. cholerka udam ze go nie widze.
-huuh? kto nie zyje? spytala zdziwiona.
czy to nie ciekawe ze wszyscy sa w stanie postrzec dusze tylko nie szaman? XD
-
A może ten mały wilczek, co ociera ci się o łapy? powiedziałam do Rachil, w myślach oczywiście. Nie chciałam by mały "przeżył" szok. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do ducha.
-A ja cię widzę.-powiedziałam z uśmiechem na pysku do duszy. Interesujące jest to, że nie wie on o swojej śmierci. W tej krainie pewnie zobaczę jeszcze wiele niezwykłych zjawisk i osób. Nastroszyłam sierść. Było mi zdecydowanie za zimno. Byłam przyzwyczajona raczej do gorących klimatów pustyni, a nie do...-...śniegu.-ostatnie słowo mimowolnie mi się wyrwało.
-
__________________
Prrrr koniki! Czyż Menma pisała, że DUCHA SZCZENIAKA ma widzieć TYLKO Razer? Dobrze kojarzę? :>
-
snieg co?
-o czym ty gadasz jaki szczeniak? spytala wilka.
w miedzy czasie zaczela grzebac w 'systemie' szukajac blokady ktora nie pozwalala jej wyczuc szczeniecia.
ja chyba tesz w sumie nie wiem, Menme?
-
_________________________
TAK LAJNA...tak Cię kosiam..czytasz co piszę XDD
(W moim planie miało być że tylko Razio go widzi,słyszy,przez co miał świrować xd taka mała zemsta bo się nie pożegnał. Czyli duch szczeniaka wrócił bo czegoś nie zrobił na tym świecie i jednak nie może odejść w spokoju,puki tego nie wypełni xdd
Ale wiesz..coś nie wyszło xD dowiedziałam się okazyjnie że dusza ma umysł do którego żywy może wejść xD chociaż tak nie powinno się stać bo skoro duch to "energia",to tak naprawdę nie ma umysłu jakby..nie namacalnego do którego można wchłonąć,bo namierzyć się go nie da xd skomplikowana moja logika xD wgl. Zastanawiałam się..jesteś szamanem,poza tym byłaś "Rysiem" wgl. jestem i nie wiem czy ty też nie powinnaś go widzieć..hymmm<udaje zamyśloną>
I ogólnie że praktycznie wszyscy go widzą,co mi fabułe psuje...no Ty,Lajna i Menma(ja) się do tego zastosowały xD i nie pamiętam..czy chyba Gambit xD ale chyba tak xdd)
(Gdzie Lajna poniosła Razera? xDDD )
-
-Odblokuj swoje bariery. Otwórz umysł.-może to dziwne, że taki ktoś jak ja poucza już doświadczonego wilka. Ale trudno.
-A ten śnieg, to tak mi się wymsknął. Po prostu pierwszy raz go widzę.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
_____________
Co? Gdzie? Jak? Kiedy? ;-;
-
_________________________
Heh ^^ Widzisz, czytam co piszacie :3
do pałacu XD
-
_____________
Mam doskonały plan 8)
Tak na niby zima albo Rachil (jeżeli chcesz :p) spłatała nam figla itd.
-
__________
Trochę bez sensu.Już i tak wszyscy się wciągnęli w fabułę.Rachil i figle po ostatnich wydarzeniach?WątpiexD Przedstawię swój pomysł. Razer faktycznie widział ducha i nadal tylko on go widzi.(Podpowiedź do Menmy:)Razera szaleństwo odpada,jeśli Rachil też będzie widzieć Marvela bo będzie mógł udowodnić,że ma racje.Mógłby wariować np:ponieważ będzie chciał wszystkim udowodnić,że Marvel jest wśród nich,a nie będzie miał na to dowodów.Vailins mogła dowiedzieć się o obecności szczeniaka przez umysł Razera(że przez chwilę doświadczyła jego mocy,wiedzy i ją tak jakby przejęła na krótką chwilę,myśląc,że zyskuje informacje z umysłu ducha i przez moc Vail,która była połączona umysłem z niektórymi obecnymi np Nero,przekazując im ten "obraz",a gdy połączenie się zerwało(xD) przez oddalenie łącznika(Razera) Marvel zwyczajnie...rozpłynął się w powietrzu i wszystkie odczucia towarzyszące jego obecności również. Vail w końcu jeszcze się uczy korzystać ze swoich mocy,więc błąd byłby bardzo..prawdopodobnyxD
Szacun dla tych,którzy zrozumieli bo piszę na bieżącoxD
-
_____________
Ja ogarnęłam xD
-
______
Gratulacje za niebywałą zdolność ogarniania rzeczy nieogarnianych przez mniej ogarnięte istoty ludzkie.Daje rep. + xD
-
Po chwili szczeniak zniknął mi z oczu. Ale jak to...? Przecież przed chwilą tu był. To dziwne. Znów użyłam mocy, ale NICZEGO nie wyczułam. Znaczy oprócz tych, których widziałam. Dziwne to. Prychnęłam kiedy śnieżynka spadła mi na nos. Wolę jednak pustynny piach i gorąc, a nie śnieg. Okropnie przykleja się do futra. Spojrzałam w niebo. Słońce co chwila było przysłaniane przez lekkie obłoczki.
___________
lel, dzięki ;-;
-
otworzyła oczy i zmusiła sięby spojrzeć na Marvela, wcale nie chciała tego robić przynosił dużo wspomnień
tych starszych i tych nowszych.
spojrzała na szczeniaka.
Marvel! uśmiechnęła się.
co tu robisz? myślałam że odeszłeś razem z matką.
-
Nagle szczeniak zniknął. Nie przeją się tym zbytnio, ale trochę go to zaskoczyło. Spojrzał na Rach. Wyglądała na idiotkę, ale może ona nadal go widziała... Co jest bardzo prawdopodobne, bo przecież jest mistrzem szamanów...
_________________________
No to tyle ode mnie xdd
-
Oblizałam pyszczek i spojrzałam na basiora. Kompletnie nie wiedziałam o co tu chodzi, przez co byłam nieco skołowana...
-Ja już nic nie rozumiem!-Wyżaliłam się światu. Co to ma niby być? Raz szczeniak jest, a za chwilę go nie ma. Podniosłam prawą łapę, czekając na odpowiedź.
-
Spojrzał na Vail. Był ciekawy o co chodziło waderze. Może o to samo co mu! Ale w sumie to by było dziwne.
-O co chodzi?-spytał z ciekekawością.
-
Pokręciłam łebkiem.
-No bo przed chwilą tu był szczeniak, co nie? A teraz go nie ma. W sensie całkiem, nawet duszy, czy coś.-powiedziałam to szybko jak wiewiórka jakaś. Opuściłam łapę, i spojrzałam nic nie rozumiejącym wzrokiem na Nero. Może on o czymś takim słyszał? Bo ja na pewno nie.
-
-Sądzę że nie ma co się rozwodzić nad tą sprawą..Im więcej pytań zadacie,tym mniej racjonalne będą odpowiedzi..-odparła spokojnie-zjadłabym coś..
-
Przewróciłam oczami. Oczywiście, że nie dostanę odpowiedzi. Na słowa Menmy zaburczało mi w brzuchu.
-No wieeem. Też jestem trochę głodna.-właściwie to na pustyni ostatnio jadłam. Westchnęłam cicho i wstałam. Chyba odmarzł mi tyłek... Machnęłam ogonem, a moje oczy wodziły po pyskach wilków.
-
Szybujący czarny orzeł na tle zachodzącego słońca latał nad łąką.W szponach trzymał ozdobną szkatułkę.Gdy ujrzał wilki od razu zniżył lot.Jedną łapą trzy szkatułkę,drugą natomiast otworzył jej wieko.Dziobem wyciągnął listy,a dokładniej zaproszenia.Gdy znajdował się tuż przy ziemi,puścił listy przed łapy każdego obecnego tutaj wilka.Widniały na niej informacje o spotkaniu,które wkrótce miało się odbyć w pałacu Watahy Pierwotnych.Nie mogło zabraknąć tam dokładnej daty(08.11.2014 sobota)Było zapisane,że to jest jedno z najważniejszych spotkań z ostatnich miesięcy i każdy bez względu na pochodzenie(samotnik bądź członek watahy) MUSI się na nim zjawić.Na samym dole widać było wyraźny podpis Lajny i pieczęć.Powód przybycia miał być wyjaśniony dopiero w pałacu ze względu bezpieczeństwa(głównie spotkanie będzie dotyczyć samotników)
-
wilczyca spojrzała na list,,
no cóż trzeba się zbierać
Marv? idziesz ze mną? spytała i wyszła.
-
___________
Marvel nie.Ty takxD
Jedzenie jest magicznie chronione przed zepsuciem@_@
-
_______________________
1.---
2. No nie zepsuje XD
-
__________
2.Chcemy was otruć zepsutym żarciemxD
-
Przez chwilę wczytywała się w tekst-no cóż..nic tu po nas..-stwierdziła,ruszając do pałacu bo..może dowie się czegoś ciekawego,poza tym po drodzę do domu xd
_____
Zdałam sobie sprawę że to sie wysłało nie tam gdzie trzeba ._. xD
dlaczego zatrzymałeś marvelowi czas?xd poza tym..tak można ;w; czy duchy żyją z czasem ;w; bo im czasu nie ubywa ;w; xdd odeczaruj moją duszę ;w; xD
tak tak Razio xdd
-
________
No dobra..-o-
-
(jak coś..wyszła Xd dla niepewnych xD)
____
hue hue hue ..oj Raziuuu *-* XD
-
-Pa.-powiedział do wychodzących wilków.
Spojrzał na wilki, które jeszcze zostały. Uśmiechnał się lekko.
-Ja też lece, pa.-powiedział.
Rozłożył skrzydła. Wzbił się w powietrze i szyyybko wylecial.
-
Patrzyłam jak inne wilki odchodzą. Prychnęłam i zmieniłam postać na kruka o cyjanowych lotkach, ogonie i oczach. Kracząc donośnie wzbiłam się w powietrze, i pozwoliłam ponieść się prądom powietrznym.
//zt/
-
Wyszłam.
-
Kroczyła powoli,ze wzrokiem wbitym w ziemię"Powinnam już się przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy,jednak za każdym razem nie mogę się pozbierać.."-stwierdziła w myślał,przysiadła i zamknęła ślepia nucąc jedną z kołysanek które śpiewało się w jej krainie.
-
Szukał śladów obecności Menmy.Wydawała się zapaść pod ziemię.Przez myśli Razera przechodziły najczarniejsze scenariusze.Potknął się o jeden z bandaży na swoim ciele i zanurzył łeb w głębokim śniegu.Podniósł się i otrzepał.Nagle gdzieś w oddali usłyszał czyiś głos,a dokładnie śpiew.Brzmiał znajomo.Ujrzał na wzniesieniu odwróconą grzbietem Menmę. Podszedł bliżej.
-Menma..-wyszeptał cicho.
-
Wilczyca zerwała się,odwracając w jego stronę i cofając,potknęła sie o swoje łapy i padła.-Razer..-szepnęła,jej oczy znowu się zaszkliły.Spojrzała w bok-co ci się stało?-zapytała cichutko,to jedyne co była w stanie powiedzieć.
-
-Mały wypadek..co tutaj robisz?-zapytał
-
-błąkam się..-wyszeptała,kuląc uszy-stwierdziłam że lepiej będzie tak..-odwróciła się do niego plecami i przysiadła-nigdy nie lubiłam samotności,ale widocznie ona jest mi przeznaczona..nie chce by ta jedna sytuacja się powtarzała..a jednak..ona ciągle wraca..tylko z innymi osobami..-wymamrotała,próbując pohamować łzy.-ten z tobą to... był ostatni raz...nie warto szukać osób których się nie spotka..nie warto się łudzić o coś,czego się nie zazna...Shandy ma racje..jestem inna..
-
-Innym nie znaczy gorszym..Może to i lepiej,że jesteś jedyna w swoim rodzaju?Naprawdę chciałabyś być kopią innych?
-
-co ty wiesz!-zakrzyknęła,spojrzała na niego-"jedyna w swoim rodzaju"....mówisz jakby to było coś dobrego..-wyszeptała -wiesz co to znaczy być mną? wszyscy klną świat za piekło które przeżyli jako młodzi...ja też przeżyłam piekło! ale się nie użalam! mimo że w przeciwieństwie do innych,moje piekło nadal trwa..myślisz że ktoś chce mieć coś wspólnego z kimś takim jak ja? że ktoś widzi we wszystkim mnie? mnie prawdziwą? otóż nie! wszyscy widzą tylko Shandiego! widzą we mnie bestie!-zakrzyknęła,przez łzy,które wypływały z jej oczu-wszyscy..wszyscy którzy się dowiadują o nim..-powtórzyła szeptem-nawet ty..-zwiesiła łepek-jesteś tylko kolejnym który, po poznaniu mojego alter,odchodzi..który spojrzał na mnie tym wzrokiem..to..to naprawdę boli..nie zrozumiesz tego..nikt nie zrozumie..
-
-Może źle to określiłem..Masz rację,nie wiem jak to jest i pewnie nigdy tego nie zrozumiem,ale wiem jedno.Ty nie jesteś niczemu winna..
-
-to..nie zmienia faktu że uważasz mnie za potwora..-szepnęła cicho.
-
Położył uszy i spojrzał na odwróconą grzbietem wilczycę.
-Wszyscy jesteśmy potworami..
-
Spojrzała na niego-Boisz się mnie?-zapytała cicho,podchodząc do basiora.
-
-Nie czuję strachu przed tobą Menmo.Czuję jedynie strach przed Shandy,lecz nie pozwolę,aby ktoś taki jak on zniszczył naszą znaj..przyjaźń..
-
Po chwili rozpłakała się,przypominała trochę małe dziecko.Podreptała do niego,wtulając w niego pysk.
"Nie słuchaj go..próbuje Cię ugłaskać..nie widzisz tego? nie widzisz? on kłamie..Naiwna.."-syknął Shandy w głowie.z\
Delikatnie się od niego odsunęła-przepraszam..chwila..słabości-uśmiechnęła się nikle.-mogę..-zapytała wyciągając w jego stronę łapkę,już raz to przeżył,więc mógł się domyślić że ta chce go uleczyć xd
-
-Nie trzeba.Muszę nauczyć się akceptować ból-powiedział lekko się uśmiechając
-
-masz zabawne podejście..-stwierdziła,postanowiła nawiązać łączność.Znów mógł ujrzeć swoją szkarłatną aurę,która łączyła się z lazurową aurą wadery i poczuć zapach wanilii i arbuza(bawi mnie to xD zabijasz mi kreatywność,giń xD chociaż muszę przyznać że arbuz pachnie ładnie xd). Ponownie czuł ciepło,delikatność i beztroskę-smak nieba,który nawiedzał tylko w takich chwilach.Wadera skupiła się na ranach,odbudowując komórki,tkanki,aż rana zniknęła bez śladu.Oczywiście to samo tyczyło się złamań.Odbudowywała kości,usuwała drobinki które mogły zaszkodzić itd. itd. Gdy uleczyła basiora,sprawdziła jeszcze raz czy jest cały i zdrowy,czy nie ominęła czegoś.Ku jej zadowoleniu-wszystko było dobrze.Zerwała łączność,barwy zniknęły,zapach zaczął zanikać,a odczucia rozpłynęły się wrzucając ich do świata realnego.
-huu..-odetchnęła trochę zdyszana,jakby przebiegła maraton-jak się czujesz?^ ^
-
-Wspaniale-odparł z rozbawieniem.-Ale przecież nie zawsze będziesz w stanie uleczyć moje rany i muszę nauczyć się radzić sobie sam.Taka szkoła przetrwania,rozumiesz?Ehh..Cieszę się,że wróciła nasza Menma
__________
Zalatuje ode mnie arbuzem!xD
-
Nagle skierował swój wzrok na prawą łapę,która nie była wcześniej draśnięta.*Całe szczęście,że ta łapa jest cała..Gdyby Menma to zobaczyła..*pomyślał.
-
Uśmiechnęła się radośnie,machając ogonem-też się cieszę..^ ^-przeciągnęła się-puki jestem,nie potrzebne ci przyzwyczajenia do takich rzeczy..
"Ojeju..znowu zrobiło się tak słodko że zaraz zwymiotuje.."-prychnął Shandy.
-zamknij się..-wymruczała cicho Menma.
Shandy się roześmiał"nooopee...ej..a co byś zrobiła gdybym tak nagle go zabił?"
-nie masz prawa..-burknęła zła.
"a on ma prawo Cię oszukiwać,Menmuuś?"
-on nie...-urwała i spojrzała na Razera-przepraszam..-szepnęła bo..znowu wychodzi na wariatkę.
"Za co ty go przepraszasz?! powinien Cię błagać o litość za swoje kłamstwa!-Krata rozpadła się w drobny pył-powinien zginąć! śmierć..śmierć..-zaczął się śmiać,szarpiąc-krew..ciepła krew..Menma..dalej..wiem że potrafisz..oddaj mi kontrolę! "
Menma delikatnie się od niego odsunęła,bojąc się że jeśli ten ją dotknie,ta znowu przeniesie go do podświadomości.
-zapomnij..-mruknęła,patrząc w bok.-nie oddam...
-
-Menma,może napijesz się wody?-zapytał widząc jej zachowanie.
-
-a-ano tak..-pokiwała głową-poszukajmy jakiegoś zbiornika wodnego-uśmiechnęła się delikatnie i ruszyła.
Shandy prychnął"ojeeju..bo się popłaczę.. ;w; "-po czym się roześmiał.
Menma zignorowała go,dreptając-taka zimna woda,marzenie-milczała chwile-niee..nie będę jadła śniegu xd-zaśmiała się cicho.
-
-A czy ja mówiłem o śniegu?-zapytał i nim się zorientowali stali na zamarzniętym jeziorze,które lekko przykrywał śnieg. Razer mocno uderzył w grubą tafle lodu pod którą znajdowała się czysta woda.
-Proszę bardzo.Woda jak woda,ale ważne,że jest.
-
-waaa...-zamachala ogonem,pochyliła się,zaczynając pozyskiwać językiem wodę-jaka ziimnaa..-spojrzała na niego-ojej! słyszysz?-zapytała ciszej,rozglądając się.
Rzeczywiście,chwile wcześniej gdzieś niedaleko rozległo się ciche warczenie.
-
Rozejrzał się dookoła nasłuchując.
-Ja nic nie słyszę...
-
-może mi się przesłyszało-westchnęła."Nie..głupia..nie..nie przesłyszało ci się..trzymaj gardę!"-syknął"nie ignoruj mnie!"
-Shandy daj spokój nic tu nie..-urwała,bo w tym momencie została uderzona przez niedźwiedzia,nie wiadomo kiedy pojawił się przy nich.Wadera wręcz odleciała,uderzyła o ziemie,przeturlała się kawałek,po czym syknęła z bólu-cholera...
Niedźwiedź ryknął,było w nim coś nie tak,jego ślepia...czekaj..on nie miał oczu..w miejscu oczu były dwie dziury,z których wyciekał płyn gęsty i czarny jak smoła.
Sam niedźwiedź cuchnął stęchlizną.W niektórych miejscach nie miał sierści,a czasem nawet mięsa.Cechą charakterystyczną były również pazury,były o wiele dłuższe niż zwykłe pazury.
Zwierze ponownie ryknęło,zamachnęło się i uderzyło w Razera łapą.
-
Upadł mocno na lód,który w tej chwili zaczął pękać.Całe jezioro pękało pod łapami wilków.Razer był chwilowo ogłuszony,lecz szybko wstał i pobiegł pomóc Menmie.Zatrzymał się tuż przy niej,
-Zaraz wpadniemy do wody!Wstawaj-krzyknął i zaczął ją pchać pyskiem po lodzie w stronę brzegu,widząc zbliżającego się do nich niedźwiedzia.Lodowata woda znajdowała się tuż pod nimi,a wiadomo czym może się skończyć gwałtowny kontakt z zimną wodą.Nagle lód pod nimi się załamał.W ostatniej chwili Razer chwycił Menmę za kark i wzleciał w powietrze.
-Długo cię tak nie utrzymam!Musimy coś zrobić!-krzyknął.
-
-puść..-syknął głos,który tylko przypominał głos Menmy.Wadera się szarpnęła,wyrywając mu i runęła do wody,ostatnie co mógł zaobserwować Razer,to były slepia menmy,które nie były już lazurowe,a szkarłatne.Jak Shandiego,przejął kontrolę.
Po chwili śnieżnobiały,a zarazem przemoczony wilk wyszedł z wody,to było niemożliwe,powinien dostać szoku termicznego po tak nagłym kontakcie z wodą.
-co za sukinkot..-syknął Shandy,patrząc na bestie,która była do nich wojowniczo nastawiona.
Spojrzał na Razera-ty..ćwirek..zleć na dół tchórzu..pokażę ci jak to się robi..-sapnął i ruszył na niedźwiedzia,biegł o wiele szybciej niż Menma.Odbił sie od podłoża ,minął w powietrzu łapę niedźwiedzia,który chciał go trafić,po czym wbił bestie w ziemie-zgiń! -zawołał,wbijając w niedźwiedzia pazury,chwile później rozcinając fragment ciała niedźwiedzia.polała się krew,czarna krew.Shandy się roześmiał,odskoczył od bestii która chciała zagłębić przerośnięta zęby w jego karku.-Może się ruszysz! Ćwirek! bo ominię cię zabawa..-zachichotał szaleńczo,zerkając na Razera-pokaaż że zasłużyłeś na mój szacunek! -splunął na ziemie i spojrzał na niedźwiedzia.Jednak oprócz wgłębienia w ziemi i czarnego śladu krwi,nikogo nie było-ooo...skarbeniek się schowaaał...-zawarczał,podjarany sytuacją.
-
-O nie..-wyszeptał Razer.Wiedział co się stało.Shandy przejął kontrolę nad jego towarzyszką. Razer miał mu pomóc,
współpracować z nim?Z tym potworem,który siedzi w umyśle wilczycy?Nie miał wyboru,przecież gdzieś tam nadal była Menma.Wylądował na zaśnieżonym brzegu obok Shandiego.
-I jak go teraz odnajdziesz?-zapytał patrząc na niego i szczerząc kły.
-
Shandy zachichotał cicho-bardzo prosto...-szepnął widocznie rozbawiony sytuacją-tak prosto byłoby Cię teraz zabić,Ćwirek...-nagle rzucił się w stronę basiora,o dziwo nie na niego,a punk wyżej,gdzie niespodziewanie pojawiła się bestia.Niedźwiedź powstał z Shandym przyczepionym do szyi,wyglądało jakby miał stracić równowagę,ale nic z tych rzeczy.Niedźwiedź machnął łapą,z wielką siłą uderzając w Shandiego,który wbił się w ziemie trochę dalej.Alter wstał kulejąc.Roześmiał się,chwiejąc się delikatnie,widocznie ból go bawił-jeszcze...więcej..-sapnął.
Bestia jednak rzuciła się w stronę Razera,rycząc przeraźliwie.Gdy była blisko przyskoczyła do basiora,chcąc zacisnąć szczęki na szyi wilka.
-
Razer wzleciał w powietrze,skutecznie unikając skoku niedźwiedzia.Spojrzał chwilowo na Shandiego.Może jemu ból sprawiał przyjemność,ale czy Menmie?Na pewno nie. Razer zabłysnął czerwonym światłem,a jego skrzydła osiągnęły ogromne rozmiary.Wypowiedział cicho jakieś słowa,a w jego łapach pojawiła się kula ognia.Rzucił nią w kierunku bestii i aby nabrała jeszcze większej prędkości machnął swoimi potężnymi skrzydłami,wywołując silny wiatr napędzający kulę.Trafił w niedźwiedzia,lecz unosząca się dookoła para wodna ze stopionego śniegu utrudniała ocenę sytuacji.Wylądował na ziemi szukając niedźwiedzia i Menmy,a raczej Shandiego.
-
Niedźwiedź,a właściwie to co z niego zostało,leżał ziemi.Mięso zionęła strasznym odorem,ledwo było oddychać,a para tylko nasilała zapach.
-akuku...-szepnął Shandy,który pojawił się tuż przy wilku.Shandy roześmiał się szaleńczo-to teraz ze mną się pobawisz? ćwireeek?-zarechotał.Nagle jego oczy poczerniały,a ciało wadery jak marionetka,bezwładnie upadło.Gdy wadera otworzyła ponownie oczy,były lazurowe-au..-szepnęła,krzywiąc się-przepraszam..-szepnęła,nie chciałą dopuścić do tego by shandy wyszedł na zewnątrz-gdyby coś się stało..-wymamrotała.
-
-Ważne,że ty jesteś cała..-powiedział i spojrzał na niedźwiedzia.-Co to wszystko ma znaczyć?Widziałem dzisiaj coś..podobnego..Tutaj dzieje się coś naprawdę dziwnego
-
-mam nadzieje że to ostatnia niespodzianka dziś.-westchnęła,po chwili się usmiechnela-zyjemy to najważniejsze..
(Jestem na tablecie xdd I z ludziami bd pic xddd dlatego bd mulic xd)
-
-Ja też..Może chodźmy gdzie indziej.Wiesz?Przy oceanie jest taki stary pomost.Może się tam udamy?Zwłaszcza,że może uda nam się złowić jakąś rybę,a ja uwielbiam ryby.
-
Nagle zaburczało Razerowi w brzuchu.
-Dawno nie jadłem..Kto pierwszy na pomoście-powiedział.Rozłożył skrzydła i odleciał.
-
-ej to nie fair ! ty masz skrzydła chamie ! Q.Q xD-ruszyła za nim,wybiegła . xd
-
W ostatniej chwili wyhamowałam przed ziemią. Ufff... Z łoskotem wylądowałam na śniegu. To było super!
-Dobra, już jesteśmy. Złaź mi z grzbietu.-powiedziałam kładąc się. To był najszybszy lot w mojej historii.
-
leciała pod postacią sokoła razem z 7 białymi orłami patrolowała teren tamci zdążyli zwiać.. tylko jak? czy to była kolejna sztuczka tego zdrajcy?
prychnęła i zapikowała. orły poleciały za nią wyrównała lot tuż nad linią drzew i poleciała w stronę łąki.
Z jej perspektywy na płaskim terenie było wszystko widać
rozkazała daoshim rozsypać się i polecieć w różne strony. sama zmieniła kierunek na zachodnio południowy.
-
Zeszła z niej i się zaśmiała-dzięki Vailieee!^ ^-zawołała i się przeciągnęła-ah..nie mogę się doczekać lata tak trochę ;w;
-
Orzeł przyleciał i wylądował przed Menmą.Trzymał w szponach soczyste jabłko.Zaskrzeczał i postawił je przed wilczycą.Zatrzepotał skrzydłami.
-
ej to jest jak z tego mitu o jabłku niezgody co biedny Parys musiał wybrać która z 3 bogiń Hera Afrodyta i Atena gyła najpiękniejsza xP
-
Zamrugała zdziwiona-jabłko? właściwie..skąd je wziąłeś..już nie rosną i...-rozejrzała się-kiedy..-spojrzała na Orła,delikatnie je do siebie przysunęła-o co chodzi? no chyba nie mam tego jeść co?-zaśmiała się,kręcąc głową-boże..to takie bezsensowne..pytam się orła...normalnie jak w bajce o śnieżce..jedno jabłko...a gdzie krasnoludki..-obniżyła pyszczek rozbawiona,niuchając owoc.
-
Popchał dziobem jabłko w stronę Menmy
_______________
Znawczyni mitologi greckiej się znalazłaxD
Tutaj akurat jest..zwykłe jabłkoxD
Żryj to jabłko kobieto!xD Przechodzisz na dietę bezmięsną!
-
________________________
Serio mam to zjeść?;w; xDDD
-
-w sumie..nie jadłam śniadania..dziękuje..bardzo miły z ciebie..ptaszek..xd-zaśmiała się i i ugryzła jabłko,odgryzła kawałek i sobie go ama-chcesz trochę? (xD)-spojrzała na Orła.
-
Zaskrzeczał głośno i zatrzepotał skrzydłami.Ptak zaświecił zielonym światłem i przemienił się w..wilka. Wilka,którego już Vailins i Menma dobrze znały.Szary wilk o zielonych oczach spojrzał na Menmę
-Sam nie wierzę że muszę to uczynić,ale robię to dla naszego dobra.Stanęłaś po złej stronie droga Menmo. Ech..a jesteś jeszcze taka młoda-powiedział ze smutkiem Radsul.
Menma nagle źle się poczuła.Miała silne zawroty głowy i mdłości.Coś było w tym jabłku.Coś,co jej bardzo zaszkodziło
____________
Zatrute jabłko,kreatywność powalająca!xD
-
wilczyca leciała nad ziemią zobaczyła memne i ...
zaskrzeczała wściekle i zapikowała w stronę basiora,
-
Zachwiała się poważnie,ledwo zdołała utrzymać się na nogach-ty..ty...-wymamrotała,osunęła się na ziemie,starając się zatrzymać tą karuzele która rozkręcała się w jej głowie"zaczne wierzyć bajkom"jęknęła żałośnie w myślach,w końcu jeszcze przed chwilą wspomniała o śnieżce i zatrutym jabłku.Jej oczy powoli opadły,a ta straciła kontakt z otoczeniem,tracąc przytomność..(jeśli mam ją stracić xD)
______________
kurczę..xD a mama mówiła..nigdy nie jedz jabłek od orłów xD
-
-Mistrzyni Szamanów..-wyszeptał szczerząc kły widząc lecącego w jego stronie sokoła.Nie przybył tutaj by walczyć,lecz aby pozbyć się wroga.Gdy ta znajdowała się metr przed nim,Radsul się teleportował i tym samym zniknął z jej oczu.Był doświadczony i kierował się rozumem,a nie siłą mięśni w przeciwieństwie do jego byłego przyjaciela Razera.Wykonał już swoje zadanie.
-
ghaarg! ryknęła gdy przemieniła się w wilczycę
normalnie by sprawdziła dokąd się teleportował. ale nie miała czasu
wzięła wilczycę na grzbiet i wyszeptała formułkę, chwilę później znajdowały się w jej jaskini
do mojej jaskini xD!
-
(Tak jest! xD)
-
Jako że ciągle byłam smokiem, opaliłam troszkę szarego i ryknęłam. Przyjaciele są ważniejsi niż zemsta. Rozpostarłam skrzydła i znów ryknęłam na jeszcze raz na Radsula. Warcząc odleciałam, szukając Menmy. Szkoda, że nie wiedziałam gdzie...
//zt./
-
Radsul siedział przy ognisku,popijając herbatę razem z dwoma strażnikami.Humor im wyraźnie dopisywał,ponieważ już z daleka można było usłyszeć ich śmiech.
-..No i dała się nabrać na taką starą sztuczkę.Ci Pierwotni naprawdę są tępi,więc pozbycie się ich nie będzie problemem-zadrwił Radsul opowiadając,jak otruł Menmę. Nie był świadomy,że wilczyca miała się całkiem dobrze.
-Zaiste.Nie mają nawet porządnego przywódcy-zaśmiał się jeden ze strażników
-Ale trzeba przyznać,że mają całkiem pokaźny pałac-powiedział drugi.
-Czas zakończyć dyskusję.Za godzinę mamy się zgłosić u Algora. Pamiętajcie,że to ważna narada,więc trzeba się przygotować-mruknął Radsul i zasypał piaskiem ognisko.Właśnie wtedy jeden ze strażników padł na ziemię nie dając znaku życia.
W szyję miał wbity sztylet. Radsul rozejrzał się uważnie,lecz nie panikował.
-Pierwotni?-zapytał drugi strażnik.
-Nie sądzę..-wyszeptał szary wilk.
Wtem spod śniegu wyskoczył Razer i zaczął biec w ich stronę. Radsul wskazał łapą samotnika i strażnik pobiegł na Razera. Strażnik padł na ziemię,przez śmiertelną ranę zadaną mieczem.Samotnik nie zatrzymywał się i biegł dalej. Radsul nie zdążył odskoczyć i upadł na śnieg.
Razer przytrzymywał go,aby mu nie uciekł.
-Nie będzie ostatniego życzenia-wyszeptał gniewnie Razer ukazując kły.
-Masz swoją okazję.Moja śmierć tylko zaostrzy konflikt-powiedział spokojnie Radsul.
-Jeżeli mam zginąć,to ze świadomością,że ty będziesz gnić w ziemi-warknął Razer.
-Hah. Gdyby to wszystko było takie proste.Chcesz pohamować swoją rządzę zemsty,zabijając innych,tym samym nasyłając na siebie kolejnych wrogów.Trochę bezsensowne jest twoje działanie nieprawdaż?
-Zamknij się.Znowu próbujesz mną manipulować.
-Mówię tylko jak jest.Wbij we mnie swoje ostrze i zakończ me życie.Tego właśnie chcesz.Chcesz przecież śmierci swojego oprawcy.
Razer spojrzał na niego niezrozumiale.On chciał zginąć?Nawet się nie bronił.Oddalił swój miecz od jego szyi.
-
-Hym..Jednak coś ciebie powstrzymuje.Jakaś nieznana siła.Ta siła nie chce,abyś to uczynił.Czujesz się słabo.Czujesz jak twoje serce zaczyna szybciej bić.Ty się boisz tego co może nastąpić..gdy mnie uciszysz.
Samotnik chwycił się za łeb i zacisnął kły.
-Przestań!-syknął Razer.
-Ostrze zbliża ci się do krtani.Czujesz jego zimną stal,powoli rozcinającą twoją skórę.Sprawia ci to przyjemność i ulgę..
Razer zaczął powoli rozcinać swoją skórę.Jego ciało drżało,próbujĄc powstrzymać ostrze.
-Tak..Zakończ swoje cierpienie-wyszeptał Radsul i powoli zaczął się uwalniać spod ciężkiego ciała wilka.Na pysku szarego wilka pojawił się szyderczy uśmiech. Razer toczył wewnętrzną walkę.Stawiał ciągły opór.
Zaczął stękać z bólu,a po szyi spłynęła struga krwi.
-Przestań się opierać mej woli!-wrzasnął Radsul.-Dołącz do Menmy!-dodał i zaczął szarpać mieczem Razera,próbując szybciej zakończyć jego życie.
Wtedy oczy Razera zabłysły czerwonym światłem.Wyszczerzył kły i spojrzał gniewnie na szarego wilka.Machnął mieczem,rozcinając lewą stronę pyska przeciwnika. Radsul upadł na ziemię.
Samotnik podszedł do niego warcząc.Szary wilk próbował się podnieść,lecz wtedy właśnie poczuł przebijający żebra miecz Razera. Spojrzał na swojego oprawcę.
-Zrobiłeś to..-wyszeptał Radsul patrząc mu w oczy.
-..i nie żałuję tego-powiedział Razer wyciągając zakrwawione ostrze.
-Mogło się to zakończyć inaczej Razer
-Ale los chciał,abyś to właśnie ty zakończył życie z mego ostrza,nie ja.
-Pomyliłem się co do ciebie...
-Za późno wypowiadasz te słowa.Nie unikniesz już śmierci.
-Śmierć jest tylko zmianą światów.Każdego spotyka.Wcześniej...czy później..-wypowiedział te słowa i wyzionął ducha.
-Masz rację,stary przyjacielu..-wyszeptał.Wykonał kilka kroków na drżących łapach.W oddali zauważył lecącego w jego stronę Vocisa. To była ostatnia rzecz jaką widział,nim padł na ziemię obok
zakrwawionego Radsula. Vocis szybował nad wilkami i skrzeczał głośno,próbując obudzić Razera,jednak bezskutecznie.Razer mimo rozciętego gardła wciąż żył,co było bardzo dziwnym zjawiskiem.
-
Po chwili i niczym kometa z nieba pojawiła się Harmonia,Ria spojrzała na Vocisa,po czym w dół,przyłączając się do nawoływań,jednak brzmiała całkiem inaczej niż orzeł.Po chwili odchyliła się i wyleciała.
Po paru minutach znowu było można usłyszeć jej nawoływanie.Gdy Harmonia ponownie zjawiła się przy orle,spojrzała ku drogi i dostrzegła zdyszaną Menme.
Wadere przeszedł zimny,nieprzyjemny dreszcz,na widok zwłok-o boże..-szepnęła,po chwili i dojrzała Razera-Razer!-zawołała spanikowana,podbiegając do niego,niemal od razu zaczęła szlochać nad końcem basiora,a gdy zrozumiała że ten jeszcze żyje,niemal od razu nawiązała łączność,lecząc go,trwało to dłużej niż zwykle,po prostu chciała mieć pewność że najdrobniejszy szczegół jest odbudowany i nie ma ciał obcych w organizmie.Gdy skończyła zerwała łączność,dysząc zmęczona-będzie dobrze..-stwierdziła cicho.
"Phh! i po co mu pomagasz? jesteś taka głupia! powinien zdychać!"
-zamknij się,Shandy..-szepnęła i spojrzała w bok,wtedy zauważyła szarego wilka,zwiesiła łepek i pomodliła się za jego duszę.Nie trzymała urazy,nie odczuwała nienawiści,wyzbyła się potrzeby do zemsty.Gdy skończyła,ponownie spojrzała na Razera,jakby wyczekując aż się obudzi.Rozejrzała się niespokojnie,rozważając zabranie go do jaskini,gdzie byłoby bezpieczniej.
-
Vocis usiadł na grzbiecie Menmy i przyglądał się jej poczynaniom. Po chwili zjawił się drugi orzeł,podobny do Vocisa.Należał do Radsula.Drugi orzeł usiadł na zwłokach swojego poległego towarzysza i zaskrzeczał żałobnie.Do niego przyłączył się również Vocis,który rozłożył skrzydła i zaskrzeczał.Oba orły wzbiły się w powietrze i latały wokół siebie,wykonując podniebne akrobacje.Gdy wylądowały na ziemię schyliły łby i siedziały w ciszy.Były to ptaki inteligentniejsze od zwykłych orłów i wiedziały co nastąpiło. Razer mimo uleczonych ran nadal leżał nieruchomo.Był w śpiączce,którą sam wywołał,chcąc uniknąć śmierci. Vocis wszedł basiorowi na bok i przysiadł.Zaczął padać śnieg.Powoli zakrywał ciała wilków wraz z orłami,które nie zamierzały opuścić swoich właścicieli
-
Powoli uniosła smutny wzrok-nie można tak tu ich zostawić..-i w tym momencie nie miała na myśli Razera,przecież jakaś głodna zwierzyna mogłaby znaleźć ciała i je poszarpać,poza tym jak śnieg stopnieje,one zaczną się rozkładać,nikt nie zasłużył na taki los.Więc i odeszła od nich dalej,na skraj łąki i zaczęła wykopywać dziury.Było to bardzo trudne,gdyż ziemia była twarda jak skała,ale i udało jej się wykopać trzy groby(bo chyba Radsul i dwóch strażników.). Ponownie sprawdziła u każdego tętno,a stwierdzając całkowity zgon,odciągnęła strażników,układając każdego w bocznym grobowcu,przysypała ich,robiąc niewielkie górki.Został jeszcze jeden czekający grób,środkowy.Powoli podeszła do Orła należącego do Radsula- wiem że to twój pan..ale nie jestem w stanie mu pomóc,nie może tu zostać..muszę go pochować..-wyszeptała i powoli zaczęła ciągnąć ciało szarego w stronę grobu.
-
Orzeł spojrzał na nią bystrym spojrzeniem i zszedł z ciała Radsula.Zatrzepotał skrzydłami i pożegnalnie cicho zaskrzeczał. Vocis wylądował obok niego i ptaki razem przyglądały się poczynaniom wilczycy.
-
Menma zakopała i to ciało.Stanęła przed grobami,pochyliła łep i ponownie zaczęła się modlić o ich duszę,gdy skończyła spojrzała na Orła Radsula-w domu przygotuje krzyże...a na wiosnę zasadzę tu niebieskie hortensje i białe róże..by to miejsce zakwitło w hołdzie..-podeszła do niego-robi się coraz zimniej..wiem że cierpisz,lecz proszę..udaj się z nami do mojej jaskini..odpoczniesz i odzyskasz siły,a wtedy pomożesz mi przy grobie..dobrze?-zapytała cicho.
-
Vocis trącił dziobem orła Radsula.Bezimienny ptak zaskrzeczał i wylądował na grzbiecie wadery.Może w przyszłości to właśnie ona wybierze mu imię?Imię wyjątkowe o którym tak skrycie marzy?Radsul nadał mu imię "Orzeł".Nic nie znaczące imię..
-
Uśmiechnęła się delikatnie-ruszajmy zatem..-powiedziała i dźwignęła na grzebiet także Razera-chol*ro ile ty jesz..xd-zaśmiała się ruszając,w sumie...dla drobnej wadery potężny basior nie był czymś super lekkim,ale gdy mniej więcej przywykłą do nowego ciężaru,wszyscy sprawnie wyszli.(do jaskinii! x3 )
-
Weszła. Dawno nie była na łące. Grono zapachów uderzyło w jej nos. Wzięła głęboki oddech.
Nie szukała cienia, rozejrzała się po łące i położyła w przyjemnie zielonej trawie.
-
Wstała i otrzepała się. Wyszła w poszukiwaniu towrzystwa.
-
Weszła. Nie było to jakieś bardzo nadzwyczajne wejście, z resztą, i tak nie miałaby przed kim się pokazywać. Większość jej znajomych wywiało w różne strony świata, teraz na tych terenach została mała garstka. Przeciągnęła się i rozłożyła skrzydła, by po chwili je złożyć ponownie. Rozejrzała się po terenie. Zacne miejsce, doprawdy.
Wadera, bo raczej nią jest, usiadła. Zaczęło jej się nudzić jej nowe wcielenie. Bycie potężną waderą, niekiedy przerastającą większość basiorów jest niezbyt fajne. A zwłaszcza jak podejdzie jakiś szczeniak i powie "proszę pana".. No, czas na metamorfozę.
- Karo, chyba nie myślisz o tym na poważnie? - odezwał się Kaaz, nagle pojawiając się za samicą.
- Odpieprz się - prychnęła. Cholera. Charakter też by pasowało pozmieniać. Jak zdechnie będą ją pamiętać jako starą, wredną waderę. Nie lepiej zachowywać się jak ludzki weteran wojenny, który jest surowy, nienawidzi braku dyscypliny jednakże jest odpowiedzialny i opiekuńczy.
- Grzeczniej, grzeczniej - mlasnął basior, kładąc się.
- Myślisz, że mogę zmienić parę mocy? Znudziłeś mi się, idioto.
- Nawet nie próbuj mnie wyrzucać! - powiedział, lekko zaniepokojony. Jego ciało "mignęło". Jak hologram.
- A bo co? Z resztą, jesteś nudny, głupi i chamski. Nie wiem, dlaczego ojciec kazał mi Cię brać.
- Ah. Ojciec. Właśnie. Nie zapominaj, że zmieniając swe życie musisz z nim podyskutować na ten temat.
- Jeszcze czego. Jest już stary i głupi. Pomyśli, że zdechłam i pojawiła się inna Karo. Przestał to kontrolować. Za dużo mnie umarło. Z resztą, podobno mnie wydziedziczył. Nie interesuje mnie to.
- Bo Ci się uda. Yhyyyyyyyyyyyyyyyyyyym, już to widzę. - odparł Kaaz.
Wadera wyciągnęła z torby książkę. Skąd miała torbę, to ja nie wiem. Ale pojawia się jak chce. Karo odszukała odpowiednią stronę.
- "Żeby zmienić kilka mocy, należy zdezaktywować najmocniejszą moc. Jeżeli Twa moc przyjmuje materialną postać, należy ją zabić." KAAAZAAAAR, CIEŁOPIE, CHODŹ TU! - zaczęła wrzeszczeć Karo, widząc, że basior zaczyna uciekać. Wzbiła się w powietrze i lecąc nad nim wyobraziła go sobie w antymagicznej klatce, z której nie idzie się uwolnić. Wylądowała obok klatki i wyszczerzyła się.
- Wybacz Kaaz, ale muszę tego dokonać. Mam nadzieję, że ojciec wyśle Cię do lepszego miejsca niż to - westchnęła. Użyła elektrokinezy mentalnej. Basior zaczął się miotać i wrzeszczeć. Chwilę później Karo walnęła go parę razy piorunem. Kaazar wydał ostatni jęk i padł.
- Wreszcie spokój - mruknęła, odlatując z tego miejsca. Niech ta klatka sobie stoi. Kaazar i tak zniknie.
- Dobra, moce zmienione - mruknęła po chwili, wertując książkę. Wygląd.. no to już - powiedziała. - Jest świetnie. Lepiej niż było. Bwahahaha.
-
Weszła, jak zwykle skryta w cieniu. Niewidoczna, niebezpieczna i ostatnio dość nieprzewidywalna... (fak ,same feministki! xD Demek masz brzydko mówiąc przesrane XD)
Dojrzała ruch i zwinni podeszła niezauważona i nie usłyszana. Mimowolnie rozejrzała się. Poznała tylko Karo, która robiła coś swojemu towarzyszowi ciała i umysłu.
"Biedna Karo...Chłopak ją cały czas męczy..."- pomyślała myśląc też przez przypadek o Dosie.
Zjawił się i on, skryty w cieniu jednak dla Nany zauważalny.
-Wołałaś mnie czy to była przelotna myśl, jak wszystkie inne?- spytał arogancko.
-Przelotna.
-Coś co nazywasz wspomnieniem?
-Nie, raczej to było skojarzenie...- machnęła ogonem "Odejdź!"- Dos rozpłynął się w powietrzu z podłym uśmieszkiem na twarzy.
-Jesteś jak zaraza...- mruknęła jeszcze. Szybko wyrzuciła z głowy wszystko co równało się z Dosem.
Wyłoniła się z cienia. Zawsze to robiła dopiero wtedy gdy ktoś dał radę ją zauważyć. Teraz robiła to sama...
Pomyśleć że kiedyś ogarniał ją paraliżujący strach na myśl o rozmowie z kimkolwiek...a najbardziej z basiorem! Teraz dała by radę może nawet wygrać z jakimś, lecz to tylko podejrzenia bo nigdy nie wiadomo jak mogło by się to potoczyć.
Podeszła bliżej Karo, ale dalej utrzymywała bezpieczny dystans. Teraz w czasie pogardy dla wszystkich, w czasie miecza i topora nikomu nie można ufać... Ale może jednak podejść bliżej?
-
Fragment jej łapy zaczął świecić. Syknęła pod nosem i wyobraziła sobie, że klatka z Kaazarem zniknęła. I stało się. Po klatce nie ma ani śladu. Machnęła ogonem zadowolona. Łapa dalej świeci.
- O, witaj Nano - uśmiechnęła się widząc waderę. Spodziewała się jakiegoś ataku, czy coś, a tu po prostu.. no, nieważne. Z resztą, skąd ona się tu wzięła? Przecież praktycznie nikogo nie ma na tych terenach.. praktycznie.
-
Spojrzała się na Karo
-Witaj!- zawołała radośnie. Podeszła bliżej i usiadła obok wadery.
-Co tutaj robisz? Tak...zupełnie sama?- rozejrzała się. Kolejny odruch...
-Zastanawiam się czy ktoś jeszcze jest... Pewnie tak..- miauknęła jakby do siebie.
-
- Siedzę. Nikogo nie ma, żeby się z kimkolwiek spotkać, więc siedzę sama - mruknęła, machając ogonem.
-
-W sumie też racja... Jest tu teraz tak pusto...- spuściła głowę. Było jej strasznie żal tego miejsca.
-
- Widziałaś gdzieś Demona? - mlasnęła, spoglądając na Nanę.
-
-Ostatnio spotkałam się z nim na arenie treningowej, gdy trenowałam Nemhain. Później nawet stoczyliśmy mały pojedynek...ale to było jakiś czas temu...- powiedziała.
-Nawet go nieco poirytowałam.- uśmiechnęła się pod nosem, przypominając sobie wyraz jego złości na pysku, gdy zmieniła się w Razera, potem w Karo i Śnieżkę. Trafiła też w jeden czulszy punkt- Misty. I była z tego dumna, że udało się jej odnaleźć jakąkolwiek słabość swojego przeciwnika.
-
- Czyli obstawiam, że załamał się i poszedł gdzieś się wypłakać, czy coś - westchnęła, przeciągając się, by po chwili rozłożyć się na ziemi.
-
-Raczej wątpię. Co prawda nie był zadowolony ale koniec końców mnie pokonał. A poza tym czemu miałby iść i się wypłakiwać? Nie zapominaj, że tak naprawdę jest z nas najsilniejszy i w ogóle...Także gdyby chciał już dawno by mnie pokonał.- powiedziała z lekkim zdziwieniem i oburzeniem. Może i owszem dziwnie się zachowywał jak na jego charakter, ale to nie jest jej sprawą ingerowanie w czyjeś życie.
-
- Siła nie świadczy o wrażliwości. Z resztą, słuchaj się Karo, weteranki, która była zajebistą Alphą Mroków, których już nie ma i świetną przywódczynią wojowników. Dobra, mniejsza - mruknęła. - Ale zawsze go podziwiałam. Niezły jest, był i będzie.
-
Zaśmiała się.
-Jednak przyznałaś mi rację!- uśmiechnęła się pogodnie.
-W sumie to mogło być bolesne....- szepnęła cicho.
-Karo? Czy to by cię zabolało? Gdybym zrobiła coś czego się nie spodziewasz...- mruknęła jeszcze.
-
- To zależy o czym mówisz. Każdy wojownik powinien dobrze wiedzieć, że trzeba być przygotowanym na wszystko. Tyle że jeśli bym się czegoś spodziewała, a to by tknęło mój słaby punkt to byłoby źle - mruknęła.
-
Futro Nany, z pięknej kremowej bieli, zmieniło się w popielate i ciemniejsze, a wilk który przed chwilą siedziało obok Karo był większy i wydawał się być całkowitym jej przeciwieństwem. Spojrzał się na nią, swoim łobuzerskim spojrzeniem, zupełnie innym od jej spojrzenia. Kaazar stanął na przeciwko Karo i posłał jej jedno ze swoich słynnych uśmieszków, które doproadzały ją do szału.
-
- Było do przewidzenia. Ale no cóż, i tak Kaazar to był jeden wielki błąd - mruknęła szczerząc się złośliwiej. - Ale Nanuś, twe sztuczki na mnie nie działają.
Brawo Karo, brawo. Zamiast być dobrym waderem jesteś dalej złym waderem. Pieprzyć wszystko!
-
Kazzar uśmiechnął się złośliwiej i nagle przed nią stał... Ian.
Dumny, wyprostowany. Nie było złośliwości ani pogardy w jego oczach. Miał kamienną twarz. Jakby nieruchomą i nieuchwytną... Taką nierealną!
Po krótkiej chwili Ian zniknął. Obok Karo dalej siedziała Nana z lekko spuszczoną głową. W jej głowie pojawiła się myśl.
Obok niej, zjawił się czarny jak smoła wilk.
-Widzisz, miałem rację. Wspomnienia bolą.- warknął jej do ucha.
-Zamknij się Dosoyoto.- fuknęła.
-Heh. Ciebie najwyraźniej też bolą cudze wspomnienia!- dodał arogancko i nieprzyjemnie.
-Bo skończysz jak Kaazar! To moje ostatnie słowo!- warknęła. Dos momentalnie ucichł z urazą na pysku i położył się niedaleko wader.
-
- Jakoś na mnie nie zrobiło to większego wrażenia - mruknęła. Właśnie, gdzie jest ten ciapowaty, ale słodki jak budyń Ian? I Gari? Karo mruknęła coś mało zrozumiałego pod nosem. Jakim cudem Ian może być bratem takiego wspaniałego basiora jak Gari? I czego do jasnej anielki Gari nie został jej nerką tylko Ian? Lajf is brutal.
-
Uśmiechnęła się pod nosem, dostrzegając dziwny wyraz pyska Karo. Czasem coś cieszy zamiast smucić. Podeszła do Dosa i położyła się przy nim. Był od niej o wiele większy. I o wiele bardziej puchaty.
-Przepraszam jeśli wykorzystałam coś przeciwko tobie. -mruknęła ewidentnie się lekko czerwieniąc.
-Masz może jakiś plan co chcesz dzisiaj robić?- uśmiechnęła się jeszcze.
-
"Gari. Ian. Gari. Ian. Gari. Ian. Ugh, zabawmy się w trójkąt, będzie fajnie! Gari, co Ty na to, że zamkniemy Iana w klatce z ciastkami a sami pójdziemy się zabawić?" - pomyślała Karo, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Mimo, że Ian faktycznie jest ciapowaty nie znaczy, że Karo nie będzie nieposłusznym waderem i zdradzi swą nerkę. Nigdy w życiu.
-
Nana spojrzała się jeszcze na Karo.
-Nic na to nie poradzisz!- zawołał beztrosko Dos.
-Pewne obrazy wywołują lawiny wspomnień i skojarzeń.- dodał.
-Jak zwykle masz rację.- Dos uśmiechnął się jeszcze, po czym się rozpłynął, rozwiał jak dym.
Nana wyłożyła się na trawie. Rozkoszowała się zapachami łąki jesienią...
-
Wadera mlasnęła, przeciągnęła się i spojrzała w niebo.
- Nana, czy myślisz, że Demka jest łatwo przelecieć? - spytała, po chwili wybuchając śmiechem.
-
Zrobiła wielkie oczy i spojrzała się na Karo.
-Że jak?- spytała wciąż w szoku. Szok był na tyle mocny że pojawił się Dos z równie dziwnym i zabawnym wyrazem pyska.
-
- Łatwo. Zawsze chciałam zgwałcić basiora - wyszczerzyła się, nie mogąc opanować się od śmiechu.
-
-Kusząca propozycja, nie ukrywam. W takim razie, dajesz skarbie, gwałć! - jasna postać basiora wyłoniła się zza wysokich traw, pojawiając się w polu widzenia obu wader. Wyraz jego pyska był jak najbardziej rozbawiony, jednak ton głosu mógł wydawać się niebezpiecznie poważny, a nawet rozkazujący.
-
- O pierunie - jęknęła pod nosem, widząc basiora. - No ten, Nana - powiedziała, podnosząc nieco ton głosu - Jak myślisz, gdzie się podziała reszta stada?
Nienienienienienienienienie, skąd on się tu wziął? Jak, gdzie, no nie no, bez jaj, Demek, w tym momencie musiałeś? Wadera zrobiła się nieco fioletowo-zielona na pysku. I co teraz ona ma robić? Rzucić się na niego? Nie, bez przesady.
-
Zakłopotane samice, czyż to nie uroczy widok? Samiec ledwo powstrzymywał się, by nie śmiechnąć. Przecież to była poważna propozycja! Co ona sobie myśli, że teraz jak już ochoty mu przyszły to ona sobie zwieje? Uda, że nie było? Demon tak łatwo nie odpuści. Przestąpił z łapy na łapę, zawiadiacko machając ogonem.
- Skarbie, skoro chciałaś to korzystaj, więcej taka okazja się nie powtórzy, a zmiana tematu nieco nie wypali już - mrugnął do niej, zachęcając ją do kontynuowania. O kurczę, tak zawstydzonej bestii to jeszcze nie widział. I w życiu nie spodziewał się, że to właśnie nieustraszona Karo takie coś odwali. Wilkom w tej samotności chyba naprawdę coś się stało.
-
- Ymm... może potem, bo.. bo mama dzwoni na obiad.. znaczy się.. Ojciec woła.. - kurde, kurde, kurde, kurde! Karo, nawet kłamać nie umiesz! Z fioletowo-zielonego wadera zrobiła się czerwona. I co teraz? Co ma robić? Co robić, co robić, co robić.. Żaden pomysł nie przychodzi do łba. I po cholerę zabiła Kaazara! Wtedy kazałaby mu gwałcić Demka, a teraz.. choleeera.
-
No spróbowałby tylko.
-Karo, to twoje speszenie działa na mnie... pobudzająco. Weź już nie udawaj takiej cnotki, bo za długo się znamy. - powiedział i podszedł bliżej trącając ją lekko nosem w kark.
-
Gdy wadera poczuła dotyk jego wilgotnego nosa zadrżała lekko. Cholera. Było to nieco przyjemne. Kaaaaaaarooooooooo, co on z Tobą robi?
- Ale tu, tak teraz, przy wszystkich? - palnęła głupio, chwilowo nie myśląc. CO. Ona to powiedziała? Karo, idiotko, co ty odwalasz?
-
Co jak co, ale zaskoczyła Demona taką odpowiedzią. Przecież on sobie czysto, żywcem żartował. Nie mógłby tak się z nią... przeleciać jak to pięknie wcześniej ujęła, choćby jak wyposzczony był. Mimo wszystko nie dał po sobie poznać zdziwienia tylko zmrużył oczy, a jego głos stał się o parę tonów niższy, bardziej uwodzicielski.
-Mhm, chyba, że ci to przeszkadza to możemy się udać w bardziej ustronne miejsce jak np. rajska plaża czy co sobie zapragniesz? - szepnął i delikatnie musnął językiem jej miękkie ucho.
-
Mhm. Tak się bawimy, panie Demonie? Okej, spoko. Jak tak to może być. Jeszcze zobaczymy, kto to wygra.
- Ah tak? No to jak tak nalegasz to proponuję Komnatę Czaszek w Zaginionym Królestwie - to mówiąc uniosła się, tknęła nosem pysk Demona i nucąc pod nosem z wrednym uśmieszkiem udała się w stronę miejsca, gdzie zamierzała oczekiwać basiora.
z.t.
-
Gdy wadera już zniknęła, Demon stanął jak osłupiały i spojrzał na Nanę.
- Co się jej stało? - zapytał, jednak już nie poczekał na odpowiedź tylko ruszył za Karo.
z/t
-
Czerwona Nana szybko zerwała się na nogi.
-Eee-ej! Hej!! Czekajcie! Co wy wyprawicie?! Odbiło wam!- krzyknęła.
A-ale jak to tak?
-To..To zbrodnia przecież! Przeciw naturze no!!! Tak się nie da! No cholera no...!
----------
Kto przypomni Nanie co to z.t? ^_^"
-
Wbiegła beztrosko na łąkę, nucąc pod nosem. Bwahahahahaha, jaka szkoda, że do gwałtu nie doszło, no ale cóż..
-
Wciąż patrzyła na Karo czerwona i oburzona.
-Wy....wy.....Ty mały zboczeńcu...- warknęła pod nosem.
-Łamiesz....WY ŁAMIECIE wszelkie morale! Moje ludu i wszystkich stworzeń tutaj zboczuchy jedne...-warknęła jeszcze.
-
- O czym Ty mówisz? - spytała szczerząc się głupio.
-
Fuknęła jeszcze i usiadła w wysokiej trawie. Machnęła nerwowo ogonem a Dos zniknął. Ponownie...
Wzięła parę głębokich wdechów. Zeszło z niej całe oburzenie lecz dalej była nerwowa.
-
-Mówię zboczuszku że jesteś nieprzyzwoita.- warknęła ze złością. Może liczy że to coś da, ale przynajmniej jej ulży.
-
- Hahhahahahahaahahhahahah, nie no, serio? Nie przeleciałam go. Nigdy w życiu - wybuchnęła śmiechem. - Ale ma zajebiaste futro.
-
Zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
-Ja o chmurach ta o zupie! O czyimś futrze będzie mi prawić! Super, za bardzo mnie to nie obchodzi, ale okej!
-Jednak może dostałaś nauczkę za takie głupie, bezsensowne i zboczone pytania...-mruknęła mrużąc oczy.
-
- Ty myślałaś że ja serio to zrobię? Ejejejejej, no bez przesady, mam partnera, a partnerów się nie zgadza nawet jeśli są totalnymi ciapowatymi kiślami.
-
-Sama jesteś kisiel i to jeden wielki!- warknęła głośno.
-Nie lubię i nie znam się na takich żartach...-dodała.
-Są głupie, mało śmieszne bo nikt prócz mówiących kwestie nic nie rozumie...- mruknęła jeszcze obrażona.
-
Warknęła. Karo nie pozwoli sobie na obrażanie jej tu i teraz. Używając elektrokinezy mentalnej wtargnęła do umysłu wadery, chwilowo pokazała jej najskrytsze lęki. Po chwili Karo "wyszła" z jej umysłu i położyła się na plecach, wcześniej jednak rozkładając skrzydła.
-
Pojawił się Dos z wyrazem bólu na pysku.
-Ty...ty...- poziom furii, złości i gniewu zaczął przybierać na sile.
Śmierć brata, odejście od rodziny, okropne życie w puszczy... Pierwsze spotkania z członkami...Pojawienie się Dosoyoto.
Wszystko się w niej wymieszało.
-Czemu to zrobiłaś...?- fuknęła w jej stronę. Nie rozumiała dlaczego ale wiedziała co ma zrobić zaraz.
-
- Zasada pierwsza Kodeksu Karo: Nigdy nie zadzieraj z Karo, jeśli życie Ci niemiłe. Czy jakoś tak. Czyli, innymi słowy, jeżeli w jakikolwiek sposób obrazisz czy znieważysz Karo bądź pewna, że Karo się zemści. Nieważne jak, ważne że - mruknęła, podnosząc się. Przeciągnęła się i wystrzeliła w górę. Ot tak, dla zabawy. Wadera zawsze musi być w formie. Dawno nie ćwiczyła, a w nocy ćwiczy się najlepiej.
-
Odsłoniła kły, podniosła ogon wysoko do góry. Spojrzała się za Karo.
-To chyba nie wiesz jakie są moje zasady droga Karoino...- uśmiechnęła się szyderczo.
-
- Nie zapominaj, że i tak nie masz ze mną szans! - krzyknęła z powietrza, wisząc nad waderą. - Bądź co bądź nie słucham nikogo. Dosłownie.
Kłamstwo, droga Karo. Karo słucha Demka. Ale Nana nie musi o tym wiedzieć. Z resztą, nudny jest ten konflikt z Naną.
-
Nana zniknęła. Tam gdzie przed chwilą była, stał Ian z pytającym wyrazem pyska.
-Może i nie. Zawsze wychodzę z każdej sytuacji i nigdy nie wiesz czy wygrasz czy nie!- warknęła, nie wiadomo skąd.
Ian usiadł dalej nie wiedząc co się dzieje. Jeśli pojawiłabym się jakakolwiek osoba, przestałaby. Gdyby pojawił się nawet szczeniak- zrezygnowałaby. Po co przelewać krew?
Na razie nie wykonała ani jednego ataku. I słusznie... Bo zawsze można przestać. Ale gdy już się to zrobi, prędzej czy później trzeba będzie to skończyć.
-
- Jak dzieci... jaak dzieci - mruknął bury basior, wychodząc zza wysokich traw z podłym, ale zarazem przyjaznym uśmiechem na pysku.
- Taak, taak. Wszystko widziałem i słyszałem i wiesz co? No no Nanko, zaskoczyłaś mnie. Jak widać cicha woda brzegi rwie czy jak to mawiają. Waszą gadaninę słychać było na drugim końcu krainy - westchnął Razer, podchodząc bliżej.
-... A tak między nami. Jeśli masz okres to nie łaź po lasach w środku nocy bo jeszcze coś ci zrobią. Nie patrz tylko na mnie -wyszeptał bury. - No i nie zwracaj uwagi na tą waderę. Cięty język a mózgu zero - wskazał łapą swój łeb. Nie miał pojęcia, że tamtą wilczycą była Karo. Obszedł Nanę dookoła, aby ponownie zająć swoje miejsce. Usiadł i uniósł jedną brew.
- Demoniasty zamiast rzucać żartami naprawdę powinien się za coś wziąć bo staruszek sflaczeje. Ciekawe czy jeszcze jest płodny. Niech sobie nadrobi tą utraconą formę bo aż mi szkoda jak na niego patrzę. Garbaty, krzywe łapy i braki w uzębieniu - wyolbrzymił. - Niech gość bierze póki formę ma i któraś na niego patrzy - zamilkł na chwilę. - Spoko gość, ale trochę przewidywalny. Za to go lubię ...- powiedział
- No ale dobra bo się rozgadałem. Fajnie cię widzieć, młoda. Męża masz? Zdrówko jest? Ile żyć na sumieniu? Trochę posiwiałaś... - mruknął z cieniem uśmiechu.
-
//Uu, jak Raziu jest to zostaję, bwahahahahha xD//
- Wiesz, Nano, trochę Ci nie idzie z tym wszystkim - mruknęła, lądując na ziemi. - Ian jest w lesie, więc szansa że się pojawi tutaj jest znikoma. Z resztą..
Przeciągnęła się.
- Nie chce mi się z Tobą walczyć. Nie chcę być znana za wybicie całego stada - prychnęła. - Nie trzeba przelewać krwi, jeśli to nie jest potrzebne. Sory.
-
Jeszcze pokazywała kły.
-I kto to mówi?- burknęła. Ian zniknął.
-Nigdy nie robiłam iluzji Iana. Zawsze jest jakiś pretekst.-dodała jeszcze mając obrażony wyraz pyska.
Spojrzała się na Razera.
-Dzięki. Widzę że nie szczędzisz Demonowi.- starała się udać ładny uśmiech co jej jakoś wyszło.
-
- Ale całkiem nieźle Ci to idzie - mlasnęła, machając ogonem. - Ale nie obraaaaażaj się.
-
Spojrzała się na Karo i niczym postać z kreskówki, mocno zmrużyła oczy i podniosła wysoko głowę, kładąc uszy po sobie.
-Dobra ale zostaniesz "zboczuszkiem".
-
- Ejejejej, byłabym zboczuszkiem gdyby do czegoś doszło! Ale nie doszło! I nigdy nie dojdzie - jęknęła. - Oszczędź mnie. Jeśli masz mnie przezywać to wolę być Wspaniałomyślnym Waderem. O.
-
-Zostaniesz Zboczuszkiem! To będzie twa pokuta!- zaśmiała się głośno.
-
- Żeby mnie to w jakikolwiek sposób obchodziło - mruknęła cicho pod nosem, przeciągając się.
-
-Mnie obchodzi bo będę miała się z czego śmiać...Zboczuszku!- Nan zaczęła się śmiać. Nie był to histeryczny śmiech ale mało do tego brakowało.
-
Karo prychnęła pod nosem i położyła się na trawie.
-
Słysząc to zaniosła się jeszcze większym śmiechem.
Chciała coś powiedzieć ale odpuściła sobie. Śmiech był nie do pokonania .
-
- Serio, zabawne, boki rwać - mruknęła nieco wkurzona. Podniosła swe cielsko i chwilę później wadera tu nie było.
z.t.
-
Pośmiała się jeszcze chwilkę i przestała.
-No i masz nauczkę...- nie dokończyła bo znowu zaczęła się śmiać.
-
Zaśmiała się jeszcze raz. Westchnęła. Pozwoliła by pochłonął ją cień i wyszła.
-
Weszła skryta w cieniu. Powoli i ostrożnie. Zapach kwiatów i innych traw unosił się w powietrzu i tworzył niesamowitą woń.
Usiadła wśród kwiatów rozkoszując się ich słodkawym zapachem.
-
Wbiegł radośnie, można powiedzieć, że hasał po łące jak majestatyczna sarna. Wbiegł tu oczywiście po to, aby znów zacząć dokuczać białej, ale nie wyglądało na to w pierwszej chwili, gdyż przeskoczył obok wadery i pobiegł dalej, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Tylko jego ogon, niby przypadkiem, przeleciał jej tuż obok pyska...
-
Wadera zesztywniała widząc czyiś ogon przed swoim pyszczkiem. Myślała że Gareth zostanie w lesie i nie przyjdzie tu za nią.
Ponownie schowała się w cieniu i odeszła kawałeczek dalej. Położyła się w trawie i obserwowała jak basior skacze niczm zmutowany zając albo sarna. Mogła śmiało powiedzieć że sprawiało mu to olbrzymią przyjemność. Przypominał jej trochę szczeniaka, którego ktoś bardzo długo trzymał w małym pomieszczeniu.
-
Nie zwracając na Nanę zupełnie uwagi, Gareth skakał jeszcze chwilę po łące, po czym wyskoczył wysoko w górę i przekręcił się w powietrzu tak, aby wylądować na grzbiecie. Gdzieś w cieniu. Wśród traw.
Obok Nany.
Tym razem Gareth, przywdziewając leniwy uśmiech Kota z Cheshire, odwrócił powoli głowę, patrząc na waderę spod przymrużonych, czerwonych jak krew oczu.
- No, no, no... Kogo ja tu widzę... Niña! - zachichotał demonicznie. Tak jakby zupełnie nie miał pojęcia, że nie jest tu sam i było to całkowicie przypadkowe spotkanie.
-
Nana spojrzała się z małym zakłopotaniem na basiora. Był od niej o wiele dłuższy i większy nawet gdy leżał obok był wyższy.
-Gnieciesz kwiatki...- burknęła cichutko i odwróciła wzrok. "Odsłoniła się" z cienia. Bez sensu było siedzenie w nim skoro on ją widział. Delikatnie się od niego odsunęła chcąc mieć trochę więcej miejsca. Nie przepadała za bliskimi kontaktami z innymi wilkami.
-
- Czymże jest jeden kwiatek... Kiedy codziennie upada tyle drzew? - Gari zaśmiał się przeciągle, ale cicho. Ni z tego, ni z owego machnął ogonem z taką siłą, że drzewo mające pecha stać zbyt blisko "brzegu" łąki zatrzęsło się od uderzenia po czym runęło na inne, prawie je łamiąc. Gareth tymczasem przekręcił się na bok, wyciągając daleko łapy, niby po to, by je rozprostować, a tak naprawdę aby dotknąć lekko końcami pazurów grzbietu Nany. Ot, tylko dlatego, że natychmiast zauważył, że odsunęła się od niego, nie chciała leżeć tak blisko. A Gareth, jak to Gareth, zaraz zwietrzył szansę ponownego powkurzania wadery. Może tym razem nie zdoła się powstrzymać i go zaatakuje...?
-
Zerwała się czując dotyk na grzbiecie. Mruknęła tylko.
Usiadła w miejscu gdzie leżała. Starała się nie zwracać na niego uwagi. Chowanie się w cieniu nic nie da. Cofanie w czasie tym bardziej... Basior swoim zachowaniem i próbami zwrócenia uwagi ją lekko irytował ale patrząc z drugiej strony... Miło jest od czasu do czasu pobyć w czyimś towarzystwie.
Wadera na samą myśl leciutko uśmiechnęła się pod nosem. Machnęła delikatnie ogonem.
-
Widząc, że jego zabiegi niezbyt przynoszą jakiekolwiek rezultaty - a przynajmniej zbyt małe, niżby Gareth chciał - basior mlasnął, rozdziawiając szeroko pysk, a pomiędzy jego śnieżnobiałymi kłami przeskoczyły niebieskawe iskry. Gari dźwignął się na łapy i sekundę później siedział już tyłem do Nany, niby przy niej, ale zachowując jednak pewną odległość, aby wadera znów mu nie uciekła. Wtedy zgrabnie oplótł swoje łapy długim, gładkim ogonem.
- Ah, Niña, łamiesz mi serce. - odezwał się melodyjnym głosem, sprawiającym wrażenie, jakby udawał miłego, by następnie Nanę zjeść, gdy tylko odrobinę mu zaufa. - Próbuję podtrzymać tu konwersację, a ty mi uciekasz. Nieładnie, Niña, nieładnie. - zaśmiał się cicho, choć ten śmiech przyprawiał o dreszcze.
-
Wzdrygnęła się lekko. Jego ogon był trochę straszny.
-Nie lubię gdy ktoś mnie dotyka...- mruknęła.
Basior był dziwny ale było w nim jednak coś wewnętrznie mówiło jej że można na nim polegać.
Jego ogon bardzo ją niepokoił i starała się na niego nie patrzeć. Czuła jak Dos wali drzwiami i oknami żeby się tylko wyrwać. Nie miała zamiaru na to pozwolić. Może Dos był denerwujący i okrutny ale nie życzyła mu zjedzenia przez Garetha.
Rozluźniła nieco mięśnie przyzwyczajając się do obecności drugiego wilka.
-
- Wiesz, Niña, że to się leczy? - zachichotał Gareth, tym razem może nie tak demonicznie jak poprzednio, ale nic miłego w tym śmiechu nie było. Spojrzał na Nanę przez ramię, uśmiechając się szeroko, pęknięcia na jego pysku otworzyły się aż do uszu. Czuł, że Nana jest niespokojna, ale jeszcze to nie było to, co chciał osiągnąć. A czego chciał? Zmierzyć się z Nanowymi pnączami, którymi go straszyła przy ostatnim spotkaniu. Tak, ewidentnie, bardzo mu się ta moc u białej wadery spodobała, na tyle, że był gotów wyjść z potyczki nie do końca w jednym kawałku, byle tylko mógł zobaczyć Nanę w akcji. Właściwie po to zawsze innych wkurzał. I w 9 na 10 przypadków się udawało - choć nie zawsze Gari wychodził z tego cało, czuł się wygrany, gdyż ostatecznie udało mu się swoją ofiarę wkurzyć i zmusić ją, by otworzyła się przed nim, wyjawiła mu wszystko, co jej leży na wątrobie i jeszcze w dodatku pokazała mu swoją najsilniejszą moc. według Garetha - było warto.
-
Wadera westchnęła tylko i ponownie się położyła.
Największa cisza jest przed największą burzą. Przynajmniej tak mawiali w jej rodzinnych stronach.
Nie podobał jej się ten śmiech. Sprawiał że włos zaczynał się jeżyć. Machnęła nerwowo ogonem.
-Z czego miałabym się leczyć? - spytała nie spuszczając wzroku. Oczy zalśniły jej złotem i miały ciepły ale nieprzyjemny odcień.
Wydawałoby się że basior szuka raczej zwady, której ona wolałaby uniknąć. Nie chciała być trafiona ogonem ani tym bardziej złapana przez te kły. Wilk był od niej większy, wyższy a na pewno i silniejszy. Gdyby chciał mógłby bez problemu uderzyć ją łapą bądź ogonem i zrobić jej krzywdę.
-
- Z czego? Nie jestem lekarzem, mi querida... - zachichotał przeciągle, wyginając przy tym łeb zupełnie do tyłu i niemal kładąc go na swoim grzbiecie, jakby nie miał kości. Mrugnął do Nany filuternie, wszystkie zęby jakie miał na stanie pokazując w całej okazałości. - Nie jestem lekarzem... - podjął, nie zmieniając z pozoru potwornie niewygodnej pozycji. - Ale to chyba fobia social, fobia społeczna, cariño... - tu znów rozległ się jego śmiech niczym demona z czeluści piekieł, spotęgowany do tego efektem, jakby dochodził z dna studni, z echem. Iskry przestały się sypać z jego pyska, tylko raz po raz jakiś niebieski ognik przeskakiwał pomiędzy jego nienaturalnie długimi kłami. Jeśli zaś chodziło o ogon, przynajmniej nim Nana nie musiała się narazie przejmować, gdyż leżał schludnie zwinięty wokół szczupłych łap Garetha, niczym uśpiony wąż.
-
-To było pytanie retoryczne...- warknęła cichutko. Również zademonstrowała szereg kłów w cichutkim warknięciu.
Nana odwróciła wzrok widząc dziwne pozycje basiora. Bolały ją mięśnie gdy patrzyła na jego dziwne pozy.
Ciekawe zdanie- pomyślała. Leciutko położyła po sobie uszy nie chcą słyszeć śmiechu. Irytował ją i niepokoił jak sama osoba wilka.
-
Gareth skręcił się jak kobra i sekundę później już siedział przodem do Nany, a dokładniej pyskiem skierowany ku jej boku, otwarty na oścież pysk przysuwając do głowy wadery.
- Co, niña, nie pasi ci mój słodki niczym syrop z gorczycy głos? ?Que pasa? A może to mój puszysty cola? Que, mi pequeña bola de fuego? - zapytał udawanie słodkim głosem, zbyt słodkim, aby mógł to mówić na serio. Jednocześnie przestąpił ostrożnie nad waderą, jedną przednią łapę stawiając z jednej strony Nany, a drugą obok jej drugiego boku. Pochylił się nad nią wionąc jej prosto w pysk oddechem kojarzącym się z powietrzem podczas burzy oraz trawą cytrynową. Niby nie było w tym zapachu nic niemiłego, ale tym bardziej to dezorientowało. Szczególnie iż widać było, że ubawiony Gari gra na całego, najbardziej lubując się w tym zniesmaczonym wyrazie pyska Nany.
niña - mała
?Que pasa? - Co się dzieje?
cola - ogon
?Que, mi pequeña bola de fuego? - Co, mój mały piorunie kulisty?
-
Lekko przestraszona zesztywniała. Właśnie jakiś sobie basior nad nią stoi pyskiem obok pyska.
Biedna wadera czując się kompletnie przyparta do ziemi, na zmianę przemieniając się to w mgłę to skrywając w cieniu wyślizgnęła się spod o wiele większego basiora. Może i na tym by się skończyło ale wilczyca przez chwilę poczuła się zagrożona.
Oplotła wcale nie mocno przednie łapy, końcówkę ogona i żebra basiora. Mimo że uścisk nie był mocny pnącza dość ciasno oplecione usztywniały i przygwożdżały do ziemi. Mogły nawet sprawiać ból.
-Prosiłam abyś mnie nie ruszał.- syknęła. Pnącza które wcześniej były ciasno oplecione wokół wilczego ciała po prostu nagle zniknęły.
Stała teraz naprzeciw o wiele większego wilka. Zaczęła się zastanawiać czy ta mała iluzja nie była błędem za który może zaraz słono zapłacić.
-
No i doczekał się. Albo raczej doigrał. Pnącza Nanowe oplotły go na tyle mocno, że jak nic zostawiły na skórze siniaki, niewidoczne jednak gołym okiem przez futro. Gari był jednak pewny, że trzasnęło mu kilka żeber, zaś nadwyrężone przednie łapy piekły i dość mocno w sumie bolały. Tylko ogon nie ucierpiał, nie za bardzo miał jak. Dźwignął się na łapy, natychmiast stając całkowicie wyprostowany. W ten sposób przewyższał Nanę o głowę, a może i nawet więcej. Na jego pysku znów pojawił się szeroki uśmiech, powiększony jeszcze o pęknięcia prowadzące w pobliże uszu, tym samym zastępując wyraz chwilowego całkowitego zaskoczenia. Oczy Garetha rozjarzyły się tak, że teraz świeciły niby latarki, również czerwone znaki pod nimi się rozjątrzyły.
- Oj, niña, nagrabiłaś sobie... - powiedział takim głosem, że nawet wszystkie ptaki w okolicy ucichły, a trawa wokół niego momentalnie zdechła i zamarzła. Trwało to wszystko dobre kilka minut, podczas których powietrze stawało się coraz zimniejsze i zimniejsze, choć drgało jakby się miało zapalić.
A potem wszystko zniknęło. Przez chwilę nic się nie działo, tylko Gareth leżał już na ziemi, zwijając się ze śmiechu, a jego ogon latał we wszystkie strony.
- Żałuj, że nie widziałaś swojej miny, niña! - zachichotał głosem iście Jokerowym, nawet jego czerwone świecące oczy śmiały się, choć jeszcze kilka sekund wcześniej mogłyby zamienić w kupkę popiołu. Gari, niezwykle rad, że prawdopodobnie udało mu się nastraszyć Nanę, szczególnie iż przed swoim przedstawieniem wyczuł u niej niepewność i może nawet lekki strach przed nim, usiadł powoli, wciąż zanosząc się cichym śmiechem. Ogonem zamaszyście owinął się wokół swojego ciała, choć jego popękane żebra zaprotestowały bólem przeciwko takiemu traktowaniu. Gari zdawał się nie zauważać tego, że nie wyszedł z tego cało. Miał co chciał, i nie zamierzał narzekać.
-
-Nie widzę w tym nic śmiesznego...- powiedziała cicho.
Dobry z niego manipulator. Następnym razem będzie na niego uważała. Poczuła się lekko urażona faktem że Gareth bawił się nią jak małym dzieckiem. Stała jeszcze przez chwilę i patrzyła się na niego z małą pogardą.
-Masz dziwne poczucie humoru.- dodała siadając i przypatrując się wciąż uśmianego od ucha do ucha wilkowi.
-
- Za to ty, Niña, nie masz go wcale. - Gareth przewrócił oczami i usiadł już jak normalny, cywilizowany wilk, lekko tylko machając ogonem, jakby od niechcenia, zaś lewą tylną łapą drapiąc się za uchem. Następnie oparł się nonszalancko chudym grzbietem o jakiś spory głaz, leżący wśród traw, a spojrzenie ognistych oczu skierował na białą.
- No i co teraz poczniesz, mała zębata biała kulko? - zapytał przymilnym tonem, jednocześnie mrugając do Nany bezczelnie, a koniec jego ogona wił się w trawie jak wąż.
-
Wilczyca nieco się już rozluźniła. Odetchnęła głęboko, rozkoszowała się wonią łąki.
-Zamierzam się rozkoszować łąką i zapachem kwiatów. Chciałam się tutaj zrelaksować.- powiedziała nie patrząc już na wilka. Na łące zawsze dobrze się czuła mimo obecności innych wilków. Zauważyła nawet że obecność Garetha jej przestała przeszkadzać.
Uśmiechnęła się pod nosem słysząc " biała kulko". Ostatni raz ktoś tak do niej mówił w jej rodzinnych stronach. Naszły ją miłe wspomnienia szczenięcych lat.
Przeciągnęła się leniwie i ułożyła wygodnie.